Dla Prue zasady były bardzo istotne i potrzebne, musiały istnieć, żeby ludzie jakoś się zachowywali, chociaż jak widać to nie wystarczało, niektórzy nie lubili porządku, woleli kiedy wokół nich panował chaos i czerpali z tego satysfakcję. Dreszcz przeszedł jej po plecach na samą myśl o tym. Miała skończyć jako osoba, która będzie ratowała ich życia po tym, kiedy okaże się, że to nie było dobrą drogą. W pewien sposób to było całkiem satysfakcjonujące, mogła udowadniać, że gdyby nie zasady i procedury, to nie byłoby ich na świecie. Nie bez powodu chciała zostać medykiem, zresztą nigdy nie myślała nawet o innej ścieżce zawodowej, napatrzyła się na ojca i chciała robić to co on. Póki co nic nie mogło jej w tym przeszkodzić, była naprawdę zdeterminowana w tym, żeby zostać uzdrowicielką, przykładała się do nauki, czytała te wszystkie grube księgi, dzięki którym mogła spełnić swoje marzenia.
- Nie da się ukryć, że są zdecydowanie inne. Jeśli kiedyś trafisz na salę operacyjną, mam nadzieję, że to nie będzie moja, najlepiej, jakbyś w ogóle na żadną nie trafił. - Dodała jeszcze, bo wbrew temu co często paplała, to nie życzyła bratu źle, naprawdę zależało jej na jego szczęściu, chociaż nie do końca to okazywała. Wiedziała, że są zupełnie różni. On chodził z głową w chmurach, kiedy ona stąpała bardzo twardo po ziemi. Najwyraźniej każde z nich dostało zupełnie inne cechy w loterii genetycznej, tak się zdarzało, czasem, nie mogliby być od siebie chyba bardziej inni pod tym względem, co nieco utrudniało ich komunikację.
- Serio o to pytasz, nie chcę Cie obrazić, ale... - Nie do kończyła. Chciała go nieco podpuścić. Nie uważała go w sumie za głupiego, wiedziała przecież, że nie powinno się tego oceniać na podstawie jakichś szkolnych ocen, czy ogólnej wiedzy, inteligencja była czymś więcej. On był uzdolniony w zupełnie innym kierunku niż ona, który potrzebował sporo pracy, aby zostać docenionym, artyści nie mieli łatwego życia. - Nie, nie ma takiej opcji, nie chcę żebyś ze mną mieszkał do końca życia, to się nie może tak skończyć. - Pokręciła jeszcze przecząco głową. Zdecydowanie nie była fanką tego pomysłu. Musiał to sobie wybić z głowy. - Nie ma szans, dbaj o siebie, bo obiecuję Ci, że jeśli wywiniesz mi podobny numer to nie będziesz miał lekko. - Na pewno znajdzie jakiś sposób, aby wtedy uprzykrzyć mu życie.
To Yule okazało się być naprawdę wyjątkowe. Bliźnięta odkryli w sobie jakieś zacięcie sportowe, którego raczej nigdy, żadne z nich nie prezentowało. Udało im się zająć fruwającymi bombkami wyjątkowo sprawnie, jak na to, jak zazwyczaj wyglądało to z ich strony. Być może po prostu odnaleźli w sobie bardzo głęboko skrywaną determinację, nie chcieli wkurzyć rodziców i dłużej stać na zimnie.
Kiedy wybiła się do góry złapała łańcuch latających bombek, miała nawet wrażenie, że nieco zbyt mocno, przez co na jej twarzy pojawił się grymas, bo wolała nie tłumaczyć się Penny później z tego, że włożyła w to zbyt wiele siły, zresztą nie oszukujmy się przecież prawie wcale jej nie miała, a w tej chwili trzymała te bombki bardzo kurczowo, na szczęście żadna się nie stłukła.
Opadła z nimi na śnieg, a wtedy znieruchomiały, no prawie znieruchomiały poza tą jedną, która potoczyła się dalej, na jej nie szczęście Prue obserwowała kierunek, w którym postanowiła uciekać. - Chyba tak, nie wydaje mi się, żeby miały się ruszyć, złap tylko tamtą. - Uniosła jedną rękę w górę i pokazała mu kierunek. Musieli zadbać o to, aby faktycznie zadanie zostało wykonane dokładnie, bo inaczej mogły pojawić się niespodzianki, na które nie miała już ochoty.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control