09.02.2026, 00:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2026, 15:45 przez Erik Longbottom.)
— Tak, byli parę razy u nas. — uściślił Erik. Rudowłosa brygadzistka była dość częstym gościem w Warowni, zarówno przed współpracę z jego siostrą, jak i powiązania z Zakonem Feniksa. — Z Atreusem? Pff, nie wiem, czy ona by chciała.
Wzdrygnął się lekko, przypominając sobie konfrontację z siostrą po potańcówce w Dolinie Godryka. Och, wtedy zdecydowanie nie była zachwycona tym, że jakoby próbował ją zeswatać z Bulstrodem. Praktycznie zagroziła mu wyprowadzeniem się z Warowni, jeśli jeszcze raz spróbuje czegoś takiego. A Erik głupi nie był; nie miał zamiaru testować cierpliwości swojej siostry.
— Myślałem o łodzi. Mam jedną zacumowaną na przystani w Londynie — przyznał na wzmiankę o swoich urodzinach. Westchnął cicho. Dwudziesty siódmy października zbliżał się nieubłaganie, a on dalej nie wiedział, co zrobić. — Tylko nie wiem, czy pomieści ona więcej niż kilka osób, nawet jeśli nie wypłyniemy nią w morze. Musiałbym chyba wynająć całą kładkę, żeby to miało sens. Albo przeparkować ją w gdzieś, gdzie można by było zrobić taką imprezę.
Obawiał się planować taką imprezę z wyprzedzeniem, biorąc pod uwagę, że w tych samych dniach miały odbyć się obchody Samhain. A cholera wie, co wtedy będą mieli na głowie: zarówno jako Zakon Feniksa, jak i pracownicy BUMu. Mimo to potencjalna odpowiedź na to pytanie przyszła sama z siebie: przeparkowanie łódki w bardziej ustronne miejsce było całkiem dobrym pomysłem. Wprawdzie wypadałoby znaleźć jakiś pomost albo kładkę z dala od ludzi i narzucić parę zaklęć zwodzących, ale mogłoby się to udać...
— Jasne, nie ma problemu. Poproszę ją, żeby wszystko załatwiła na dniach — odparł, posyłając jej uspokajający uśmiech. Zmarszczył lekko czoło na pytanie o naturę prezentu. — Pomyśl o tym z innej strony: przynajmniej nie kupujesz zestawu mydełek i szamponików jednorazowych. No i nie kupujesz też zwierzaka pokroju hipogryfa miniaturki... Taak, w porównaniu z miniaturką fiolka perfum to nic strasznego.
Zagryzł dolną wargę, gdy usłyszał, że Millie została zaproszona na nauki przedmałżeńskie. Najwidoczniej kowen robił co mógł, aby wykorzystać przyjęcie Geraldine i Ambroise'a na swoją korzyść. W sumie, lepiej, żeby ocieplali swój wizerunek w ten sposób niż wystawiając przed szereg osoby pokroju poprzedniej arcykapłanki.
— Nie przypominam sobie, żeby Harper czy Bones przekazywali nam jakiejś nowe informacji — skomentował Erik, taktownie zniżając głos, gdy wymieniał nazwiska swoich przełożonych. — A co do Departamentu Tajemnic, to przecież sama dobrze wiesz, jak to z nimi jest. Znasz Morfeusza. Nawet jeśli nad czymś pracują, to raczej nikt nie puści pary z ust.
Nie byłby to w sumie pierwszy raz. Działania Ministerstwa Magii na terenie Kniei Godryka dalej zdawały się być podzielone między poszczególne departamenty, które niezbyt ze sobą współpracowały. Głównie ze względu na to, że Niewymowni byli zobowiązani swoimi przysięgami do tego, aby jak najmniej mówić o swoich obowiązkach służbowych. Z Departamentem Ochrony Nad Magicznymi Stworzeniami jeszcze można było pójść na jakiś układ, ale z nimi? Ciężka sprawa.
— Poza tym, nawet jeśli wpadli na jakiś nowy genialny system zabezpieczeń, to kto wie, kiedy oddadzą go do użytku? — Pokręcił powoli głową. — Możliwe, że nawet nie dowiemy się, że skończyli go testować lub nawet wdrażać. Biorąc pod uwagę, że ogień przedarł się przez tak wiele potencjalnych zaklęć obronnych, to będą chcieli mieć nad tym, jak największą kontrolę. Nie zdziwiłbym się, gdyby narzucili na magiczną dzielnicę jakiś całun ochronny, a Jenkins przez miesiące odpowiadałaby pół-prawdami tylko po to, żeby tego nie potwierdzić.
Dużo by ryzykowała takim ruchem: ludzie ją zjedzą, jeśli nie dostaną żadnych informacji o tym, jak zostanie zabezpieczona Pokątna czy Horyzontalna. Z drugiej strony, brak podania informacji do opinii publicznej sprawiłby, że może Śmierciożercy zastanowiliby się dwa razy nad kolejnym atakiem, byleby tylko się nie sparzyć. Bo kto wie, co w zaklęcia mogliby wpleść Niewymowni? Pytanie tylko, czy ukrywanie tego było w ogóle warte świeczki. Następnym razem Czarny Pan mógł równie dobrze posłać swoich ludzi do Bristolu, żeby nie uderzyć dwa razy w sto samo miejsce.
Wzdrygnął się lekko, przypominając sobie konfrontację z siostrą po potańcówce w Dolinie Godryka. Och, wtedy zdecydowanie nie była zachwycona tym, że jakoby próbował ją zeswatać z Bulstrodem. Praktycznie zagroziła mu wyprowadzeniem się z Warowni, jeśli jeszcze raz spróbuje czegoś takiego. A Erik głupi nie był; nie miał zamiaru testować cierpliwości swojej siostry.
— Myślałem o łodzi. Mam jedną zacumowaną na przystani w Londynie — przyznał na wzmiankę o swoich urodzinach. Westchnął cicho. Dwudziesty siódmy października zbliżał się nieubłaganie, a on dalej nie wiedział, co zrobić. — Tylko nie wiem, czy pomieści ona więcej niż kilka osób, nawet jeśli nie wypłyniemy nią w morze. Musiałbym chyba wynająć całą kładkę, żeby to miało sens. Albo przeparkować ją w gdzieś, gdzie można by było zrobić taką imprezę.
Obawiał się planować taką imprezę z wyprzedzeniem, biorąc pod uwagę, że w tych samych dniach miały odbyć się obchody Samhain. A cholera wie, co wtedy będą mieli na głowie: zarówno jako Zakon Feniksa, jak i pracownicy BUMu. Mimo to potencjalna odpowiedź na to pytanie przyszła sama z siebie: przeparkowanie łódki w bardziej ustronne miejsce było całkiem dobrym pomysłem. Wprawdzie wypadałoby znaleźć jakiś pomost albo kładkę z dala od ludzi i narzucić parę zaklęć zwodzących, ale mogłoby się to udać...
— Jasne, nie ma problemu. Poproszę ją, żeby wszystko załatwiła na dniach — odparł, posyłając jej uspokajający uśmiech. Zmarszczył lekko czoło na pytanie o naturę prezentu. — Pomyśl o tym z innej strony: przynajmniej nie kupujesz zestawu mydełek i szamponików jednorazowych. No i nie kupujesz też zwierzaka pokroju hipogryfa miniaturki... Taak, w porównaniu z miniaturką fiolka perfum to nic strasznego.
Zagryzł dolną wargę, gdy usłyszał, że Millie została zaproszona na nauki przedmałżeńskie. Najwidoczniej kowen robił co mógł, aby wykorzystać przyjęcie Geraldine i Ambroise'a na swoją korzyść. W sumie, lepiej, żeby ocieplali swój wizerunek w ten sposób niż wystawiając przed szereg osoby pokroju poprzedniej arcykapłanki.
— Nie przypominam sobie, żeby Harper czy Bones przekazywali nam jakiejś nowe informacji — skomentował Erik, taktownie zniżając głos, gdy wymieniał nazwiska swoich przełożonych. — A co do Departamentu Tajemnic, to przecież sama dobrze wiesz, jak to z nimi jest. Znasz Morfeusza. Nawet jeśli nad czymś pracują, to raczej nikt nie puści pary z ust.
Nie byłby to w sumie pierwszy raz. Działania Ministerstwa Magii na terenie Kniei Godryka dalej zdawały się być podzielone między poszczególne departamenty, które niezbyt ze sobą współpracowały. Głównie ze względu na to, że Niewymowni byli zobowiązani swoimi przysięgami do tego, aby jak najmniej mówić o swoich obowiązkach służbowych. Z Departamentem Ochrony Nad Magicznymi Stworzeniami jeszcze można było pójść na jakiś układ, ale z nimi? Ciężka sprawa.
— Poza tym, nawet jeśli wpadli na jakiś nowy genialny system zabezpieczeń, to kto wie, kiedy oddadzą go do użytku? — Pokręcił powoli głową. — Możliwe, że nawet nie dowiemy się, że skończyli go testować lub nawet wdrażać. Biorąc pod uwagę, że ogień przedarł się przez tak wiele potencjalnych zaklęć obronnych, to będą chcieli mieć nad tym, jak największą kontrolę. Nie zdziwiłbym się, gdyby narzucili na magiczną dzielnicę jakiś całun ochronny, a Jenkins przez miesiące odpowiadałaby pół-prawdami tylko po to, żeby tego nie potwierdzić.
Dużo by ryzykowała takim ruchem: ludzie ją zjedzą, jeśli nie dostaną żadnych informacji o tym, jak zostanie zabezpieczona Pokątna czy Horyzontalna. Z drugiej strony, brak podania informacji do opinii publicznej sprawiłby, że może Śmierciożercy zastanowiliby się dwa razy nad kolejnym atakiem, byleby tylko się nie sparzyć. Bo kto wie, co w zaklęcia mogliby wpleść Niewymowni? Pytanie tylko, czy ukrywanie tego było w ogóle warte świeczki. Następnym razem Czarny Pan mógł równie dobrze posłać swoich ludzi do Bristolu, żeby nie uderzyć dwa razy w sto samo miejsce.
Kość na Spaloną:
!Strach przed imieniem
!Strach przed imieniem