09.02.2026, 10:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.02.2026, 10:28 przez Brenna Longbottom.)
– To byłby najbardziej niesamowity przypadek handlarza nielegalnymi substancjami, z jakim się spotkałam. Miał dziewięćdziesiąt lat, hipochondrię, nie wychodził z domu, a mnie nie chciał tu najpierw wpuścić, i nawet uznałam to za podejrzane, ale okazało się, że bał się, że czymś go zarażę. Jedyne, co tutaj miał, to dużą ilość leków na kaszel, gorączkę i maści na smoczą ospę. Zapotrzebowanie na to na rynku opium i tym podobnych jest chyba niskie – westchnęła Brenna. Pani Turpin dosłownie raz trafiła ze swoim zgłoszeniem, a raczej nie trafiła, ale składając fałszywe, przypadkiem wskazała faktycznego przestępcę. I mało brakowało, a sprawa by przepadła, bo ciężko było uwierzyć w jej wiarygodność.
Wpatrywała się w drzwi, przez które przeniknął duch, pozostawiając po sobie tylko chłód. Dłonie ukryła w kieszeniach marynarki, bo inaczej być może zaczęłaby nerwowo miąć ubrania. Nawet nie z powodu zachowania pani Turpin, a dlatego, że zdawało się jej przez moment, że kątem oka widzi iskierki i jakaś kula podeszła jej do gardła.
Iskier nie było.
To była tylko wyobraźnia.
A jednak miała problem z opanowaniem niepokoju, a myśl o tym, że mogłyby tu być jakiekolwiek iskry, wywoływała w niej więcej nerwów niż powinna.
- Tym, co ją tu utrzymało, jest wyraźnie chęć zniszczenia życia sąsiadów - powiedziała Brenna z pewnym zmęczeniem, które pierwszy raz ujawniło się w głosie. Dało się je może dostrzec, bo oczy miała podkrążone i była blada (a do cudownego pudru nie miała głowy, poza tym spłonął), ale dopiero teraz pozwoliła, by rozbrzmiało i w tonie, na moment tracąc nad nim panowanie. Nigdy nie potrafiła zrozumieć sentymentu Ministerstwa do złośliwych duchów, które przecież nie były zabijane ani wsadzane do więzień, a odsyłane tam, gdzie ich miejsce: na drugą stronę. I teraz naprawdę sama myśl o dokładaniu sobie roboty z podążaniem oficjalną ścieżką, ją męczyła, ale nawet nie próbowała dyskutować z Sebastianem. - Sąsiadka złożyła już skargę przedwczoraj, ale po Spalonej nikt ich nie rozpatruje. Bo wszystkie wydziały miały trochę inne rzeczy na głowie. - Po pracy ogarnę dodatkową - obiecała po prostu, bo może dodatkowa skarga, z opisem przeszkadzania podczas aresztowania, przyspieszy bieg spraw.
Ruszyła do wyjścia, by sprawdzić, co działo się na dole – i czy udało się zabezpieczyć wszystkie dowody.
Co robi pani Turpin?
1 – znikła gdzieś
2 – schody pokryły się szronem i są śliskie, być może przez nią
3 – krzyczy przed kamienicą na sąsiadkę, która się na nią poskarżyła
4 – krzyczy na funkcjonariusza, która właśnie miał teleportować aresztowanego, że nie zajmuje się tym, co powinien
Wpatrywała się w drzwi, przez które przeniknął duch, pozostawiając po sobie tylko chłód. Dłonie ukryła w kieszeniach marynarki, bo inaczej być może zaczęłaby nerwowo miąć ubrania. Nawet nie z powodu zachowania pani Turpin, a dlatego, że zdawało się jej przez moment, że kątem oka widzi iskierki i jakaś kula podeszła jej do gardła.
Iskier nie było.
To była tylko wyobraźnia.
A jednak miała problem z opanowaniem niepokoju, a myśl o tym, że mogłyby tu być jakiekolwiek iskry, wywoływała w niej więcej nerwów niż powinna.
- Tym, co ją tu utrzymało, jest wyraźnie chęć zniszczenia życia sąsiadów - powiedziała Brenna z pewnym zmęczeniem, które pierwszy raz ujawniło się w głosie. Dało się je może dostrzec, bo oczy miała podkrążone i była blada (a do cudownego pudru nie miała głowy, poza tym spłonął), ale dopiero teraz pozwoliła, by rozbrzmiało i w tonie, na moment tracąc nad nim panowanie. Nigdy nie potrafiła zrozumieć sentymentu Ministerstwa do złośliwych duchów, które przecież nie były zabijane ani wsadzane do więzień, a odsyłane tam, gdzie ich miejsce: na drugą stronę. I teraz naprawdę sama myśl o dokładaniu sobie roboty z podążaniem oficjalną ścieżką, ją męczyła, ale nawet nie próbowała dyskutować z Sebastianem. - Sąsiadka złożyła już skargę przedwczoraj, ale po Spalonej nikt ich nie rozpatruje. Bo wszystkie wydziały miały trochę inne rzeczy na głowie. - Po pracy ogarnę dodatkową - obiecała po prostu, bo może dodatkowa skarga, z opisem przeszkadzania podczas aresztowania, przyspieszy bieg spraw.
Ruszyła do wyjścia, by sprawdzić, co działo się na dole – i czy udało się zabezpieczyć wszystkie dowody.
Co robi pani Turpin?
1 – znikła gdzieś
2 – schody pokryły się szronem i są śliskie, być może przez nią
3 – krzyczy przed kamienicą na sąsiadkę, która się na nią poskarżyła
4 – krzyczy na funkcjonariusza, która właśnie miał teleportować aresztowanego, że nie zajmuje się tym, co powinien
Rzut 1d4 - 3
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.