09.02.2026, 14:04 ✶
Brenna nie wydawała się przerażona. Może parę godzin temu, kiedy otworzyła tę kopertę, znalazłby w jej aurze i obrzydzenie i ślady strachu, bo trudno pozostać niewzruszonym, gdy dostajesz takie zdjęcia. Ale teraz czerwień znaczyła się głównie smugami frustracji i irytacji. Nie bała się – była zdeterminowana, aby gościa dorwać, jeżeli był zboczeńcem, i sfrustrowana na myśl o tym, że nie dało się go dosięgnąć, jeśli Atreus miał rację i znów wracał ten pojeb ze snów.
– Złożyłam jakąś tonę raportów, ale Niewymowni jak zwykle jeżeli wiedzą coś o takiej magii, ani myślą zareagować – stwierdziła w końcu, wpychając zdjęcie z powrotem do koperty i nie dbając o to, że je pomnie. – Ale jednak… zdjęcie jest realne, a wszystko dotąd działo się głównie w głowach. Chociaż skoro otworzył okno… – westchnęła, przenosząc spojrzenie na Atreusa. – Pieczęcie ponoć mogą pomóc na niektóre niematerialne byty, więc może pogadam jeszcze w najbliższych dniach z Tomkiem.
Tyle że to nie rozwiąże problemu. Jeśli nie wejdzie do jej snów, wejdzie do koszmarów kogoś innego. I przede wszystkim, co jeżeli… byłoby tak, że miałaby się pojawić w czyimś śnie, a te pieczęcie to zablokują? Wprawdzie ostatnio nie tylko sama do żadnego koszmaru nie wpadła, ale też nie słyszała, by przytrafiło się to komuś innemu, nie oznaczało to jednak, że nastąpił spokój… i chyba ten ciąg myśli sprawił, że uznała, że jednak zrezygnuje z tych całych pieczęci.
To była jedna z tych sytuacji, które Brennę naprawdę szalenie frustrowały. Bo kiedy mogła działać, opracowywać plan, to po prostu ruszała do akcji, a w takich sytuacjach, jak ta, czuła się bezradna. Bezradność to była jedna z tych rzeczy, których Brenna nie cierpiała najbardziej na świecie.
– Dzięki, to miłe. – Faktycznie było miłe, bo powiedziałaby, że nie miał w naturze nadmiernego przejmowania się, i raczej nie oferował pomocy każdemu odruchowo. – Ale nie boję się tu spać. W ogóle nie zamierzam spać, mam zamiar zapalić światło, by było jasne, że tu jestem, zgasić je potem, może jeszcze wcześniej nawet przejść się pod drzwiami kamienicy, zostawić je otwarte, i poczekać, czy pan jednak jest materialny. A jak jest i będzie tak durny, że tu przyjdzie, tu połamię mu kilka kości.
Nadmierna pewność siebie? Być może. Pycha zwykle nie należała do jej grzechów, ale teraz jakoś bardzo wierzyła w to, że zdoła takiego zepchnąć ze schodów.
– Złożyłam jakąś tonę raportów, ale Niewymowni jak zwykle jeżeli wiedzą coś o takiej magii, ani myślą zareagować – stwierdziła w końcu, wpychając zdjęcie z powrotem do koperty i nie dbając o to, że je pomnie. – Ale jednak… zdjęcie jest realne, a wszystko dotąd działo się głównie w głowach. Chociaż skoro otworzył okno… – westchnęła, przenosząc spojrzenie na Atreusa. – Pieczęcie ponoć mogą pomóc na niektóre niematerialne byty, więc może pogadam jeszcze w najbliższych dniach z Tomkiem.
Tyle że to nie rozwiąże problemu. Jeśli nie wejdzie do jej snów, wejdzie do koszmarów kogoś innego. I przede wszystkim, co jeżeli… byłoby tak, że miałaby się pojawić w czyimś śnie, a te pieczęcie to zablokują? Wprawdzie ostatnio nie tylko sama do żadnego koszmaru nie wpadła, ale też nie słyszała, by przytrafiło się to komuś innemu, nie oznaczało to jednak, że nastąpił spokój… i chyba ten ciąg myśli sprawił, że uznała, że jednak zrezygnuje z tych całych pieczęci.
To była jedna z tych sytuacji, które Brennę naprawdę szalenie frustrowały. Bo kiedy mogła działać, opracowywać plan, to po prostu ruszała do akcji, a w takich sytuacjach, jak ta, czuła się bezradna. Bezradność to była jedna z tych rzeczy, których Brenna nie cierpiała najbardziej na świecie.
– Dzięki, to miłe. – Faktycznie było miłe, bo powiedziałaby, że nie miał w naturze nadmiernego przejmowania się, i raczej nie oferował pomocy każdemu odruchowo. – Ale nie boję się tu spać. W ogóle nie zamierzam spać, mam zamiar zapalić światło, by było jasne, że tu jestem, zgasić je potem, może jeszcze wcześniej nawet przejść się pod drzwiami kamienicy, zostawić je otwarte, i poczekać, czy pan jednak jest materialny. A jak jest i będzie tak durny, że tu przyjdzie, tu połamię mu kilka kości.
Nadmierna pewność siebie? Być może. Pycha zwykle nie należała do jej grzechów, ale teraz jakoś bardzo wierzyła w to, że zdoła takiego zepchnąć ze schodów.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.