Posiadanie wolnego dnia w tym samym czasie co własna matka nie należało do najprzyjemniejszych momentów w życiu Stanleya. Po długim i ciężkim dniu pracy, starał się spać do późna, tak długo jak tylko będzie mógł, aby wypocząć. Niestety z Anne tak się nie dało. Zawsze musiała się krzątać po domu i coś robić. Nie potrafiła usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż 15 minut. Potrzebowała znaleźć sobie zajęcia w każdym momencie dnia. Nadgodziny w pracy nie stanowiły dla niej żadnego problemu. I to właśnie po niej odziedziczył to młody Borgin. Nie był wielkim zwolennikiem sprzątania w domu od godzin porannych, tym bardziej, że uznawał mieszkanie swojej matki za hotel. Przychodził tu się głównie wyspać lub coś zjeść po harówie w ministerstwie albo alkoholizacji.
Dokładnie tak samo było w tym dniu. Stanley wrócił do domu mniej więcej w środku nocy, położył się spać na kanapie w salonie i wierzył, że uda mu się pospać chociaż do 12. W końcu miał wolne i nigdzie mu się nie spieszyło. Jak się jednak okazało, on mógł planów nie mieć ale Anne już je miała. I co gorsza, uwzględniła w nich swojego syna.
- Wstawaj. Ile będziesz spał. Ktoś musi mi z piwnicy przynieść fiolki - powiedziała do swojego dziecka, starając się go wybudzić ze snu. Nikt inny nie zna tak dobrze własnego syna jak jego rodzicielka. Tak też było w tym wypadku - No już nie udawaj. Raz, raz. Podnosimy się - dodała próbując za wszelką cenę pozbawić go kołdry. Mimo, że lato trwało w najlepsze, to Stanley uwielbiał spać przykryty. Chłopak wiedząc, że jak teraz przejawi jakikolwiek znak świadczący o tym, że wstał, to będzie musiał za kilka minut drałować do piwnicy po jakąś skrzynkę.
Niestety przegrał tę nierówną walkę. Nie chcąc jej denerwować i przypominać o tym, że powinien się wyprowadzić jakoś rok temu, pozwolił sobie zabrać kołdrę - Jak ja wróciłem w nocy z ministerstwa - powiedział zaspanym głosem i wystawił rękę w poszukiwaniu kołdry. Złapał kilka razy powietrze, ponieważ nie mógł odnaleźć nakrycia - Jeszcze chwila i pójdę - zaczął się licytować. Wiedział, że nie wygra tej walki ale może będzie w stanie odsunąć ją wystarczająco długo w czasie na tyle, że Anne czymś się zajmie i zapomni o jego istnieniu.
- Daję ci jeszcze 5 minut i widzę cię ubranego oraz gotowego do wyjścia na dwór. Rozumiemy się? - zapytała, wyciągając palec w jego stronę jakby chciała mu zagrozić, a następnie oddała mu kołdrę.
- Mhmm… Jasne - przytaknął głosem, który mówił “tak, odwal się”. Skrzętnie nakrył się ponownie, a następnie spojrzał jednym okiem gdzie oddaliła się jego matka. Poszła do kuchni, pewnie zajmie się miksturami pomyślał. Modlił się w głębi duszy aby tak było i żeby pogrążyła się w ważeniu jakichś eliksirów czy innych remediów, tym samym dając mu święty spokój, którego teraz tak bardzo potrzebował.
Przymknął z powrotem oczy i zaczął powoli odpływać w błogi stan nieświadomości. Jeszcze kilka chwil, a uciąłby komara, jednak usłyszał, że ktoś biega po schodach. Co to za nieludzkie zachowanie o tej porze? dziwił się. Dźwięk wyścigu po klatce schodowej trwał do czasu dotarcia na strych. W końcu spokój…
Nie trwał on jednak za długo. Może jakieś kilka, bądź kilkanaście sekund zanim usłyszał, że ktoś nawołuje jego imię? Czy był to Samuel? Nie powinien, bo przecież miał mieć dzisiaj dyżur w departamencie.
Po chwili do jego uszu dotarły jeszcze dwie informacje. Jedna dotyczyła tego, że osoba za drzwiami prosiła o pomoc. Druga zaś tyczyła się tego, że jego matka zainteresowała się całym tym rozgardiaszem i poszła otworzyć drzwi.
- Dzień dobry dziecino - Anne powiedziała otwierając szeroko drzwi - Stanley to chyba ktoś do ciebie… - dodała z głosem pełnym zdziwienia, a następnie odwróciła się w kierunku syna.
Borgin podniósł się lekko nad kanapę, aby zerknąć kto to mógł być, a co gorsza co od niego chciał. Nie. To musiały być zwidy tak jak w tym przeklętym śnie. Nie da się na to nabrać ponownie.
Zamknął oczy by po chwili je lekko otworzyć. Wtedy zrozumiał, że to mu się nie śniło i było najprawdziwszą prawdą. Obraz, który zobaczył niemal połamał mu serce. Albowiem w drzwiach stała zapłakana Stella, która go poszukiwała.
Wstał szybko z kanapy, odrzucając kołdrę na podłogę i wziął spodnie z oparcia aby je ubrać. Nie wyjdzie przecież do damy w samych bokserkach, chociaż mogłoby być ciekawie.
- Stella? Co się stało? - zapytał zdziwiony kiedy wyszedł zza kanapy w koszulce na ramiączkach oraz galowych spodniach, które zawsze nosił. Dopiero się obudził więc nie połączył jeszcze wszystkich faktów ze sobą. Albo może nie wiedział, że Avery też miała ten dziwny sen?
Anne zamknęła drzwi za dziewczyną kiedy ta weszła do środka. Mimo, że była bardzo zdziwiona zaistniałą sytuacją, w głębi duszy była bardzo dobrą osobą i nie potrafiła odmówić nikomu w potrzebie. A tym bardziej kiedy widziała kogoś załamanego, kto poszukiwał pomocy u jej syna. Przyglądała się całej sytuacji przez chwilę, aby zniknąć w kuchni.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972