Stella wydawała się być całkowicie zdruzgotana tym co się wydarzyło. Jej stan był ciężki? Chociaż to i tak było łagodne określenie. Zapewne gdyby zobaczyła jakikolwiek znak wskazujący na tego mężczyznę ze koszmaru to zeszłaby tutaj na zawał serca albo zwariowała. Nie można było jej się jednak dziwić. Każdy by chyba tak reagował jakby prawie zginął trzy razy we własnym śnie.
- Nic się nie stało - zaczął ją uspokajać. Przynajmniej bardzo się starał to zrobić - Bardzo dobrze, że przyszłaś - machnął ręką aby podeszła bliżej i się przytuliła. Borgin zresztą nie mógł na nią patrzeć w tym stanie. Było mu jej po prostu strasznie szkoda. Przede wszystkim wolałby nie oglądać jej w takim stanie. Z drugiej strony czuł pewnego rodzaju ulgę? Jednak to do niego przyszła kiedy wydarzyło się coś strasznego.
- Już dobrze. Nie musisz się bać - powiedział i przejechał jej ręką po policzku - Wszystko jest już w porządku Stelluś - dodał, a następnie przeczesał jej włosy. Zauważył znaki, które mu pokazał, jednak ważniejsze było w tym momencie, aby się najpierw uspokoiła - Jesteś bezpieczna, tak? Nikt ci tutaj nie zrobi krzywdy - zapewnił ją o tym. Stanley ogólnie rzucał słów bez pokrycia, a już na pewno nie w takim momencie. Nie po to dostał się do ministerstwa aby teraz nie potrafić obronić innych osób.
Wykorzystał fakt, że był wyższy od niej o co najmniej dwie głowy i oparł swój podbródek na jej głowie - Cii…. - lekko ją uciszał, pocierając po plecach w celu dodania otuchy - Nie płacz, dobrze? Będzie cię tylko główka boleć - poprosił. Nadal jednak nie przerywał pocierania jej po plecach.
Matka Borgina nie potrafiła siedzieć bezczynnie kiedy komuś innemu działa się krzywda. Nie zniknęła przecież też w tej kuchni bezinteresownie. Kiedy Stella stała wtulona w ramiona Stana, Anne wykorzystała ten moment aby przynieść pudełko chusteczek i filiżankę jakichś ziół.
- Ty byś się ubrał w tym domu jak do ciebie dama przychodzi - zwróciła uwagę synowi, a następnie zdzieliła go szmatą po plecach. Andrew odruchowo podniósł lewą rękę, aby się zasłonić. Zrobił to jednak za późno i otrzymał solidne plaśnięcie po plecach. Na jego twarzy pojawił się lekki grymas niezadowolenia. Naprawdę? Musisz teraz przy Stelli?
Chłopak puścił na chwilę dziewczynę. Wolał nie ryzykować otrzymania kolejnej chłosty. A już na pewno nie na oczach panny Avery. Skierował się szybkim krokiem do szafy po świeżą koszulę. Wiedział, że jak weźmie tę z oparcia to otrzymania automatycznie kolejną reprymendę.
- Złotko - Anne zwróciła się do Stelli - Nie musisz przepraszać - zapewniła ją, a następnie pozwoliła sobie złapać ją za końcówki palców - Zrobiłam ci ziółek na uspokojenie oraz przyniosłam chusteczki. Stoją za tobą, na stoliku - powiedziała, a następnie pokazała wolną dłonią - Przepraszam, że się wcześniej nie przedstawiłam. Ale jak zobaczyłam cię w tym stanie to nie widziałam innej opcji - wytłumaczyła swoje zachowanie - Anne Borgin. Mama Stanleya
Stan wrócił do pokoju w świeżej koszuli, która wyglądała tak samo jak jego wszystkie inne koszule. Dokładnie 1 do 1. Nie różniły się chyba niczym. Wchodząc zobaczył całą scenę - A dla mnie? - zapytał pretensjonalnym tonem, widząc, że Avery dostała coś ciepłego do picia, a on nie. Co to za jakieś podwójne standardy miały właśnie miejsce? Swojego syna znała przecież 23 lata, a dziewczynę, która stała przed nią może 10 minut.
- A dwóch rączek nie masz? Pójdziesz sobie i zrobisz - wyjaśniła Stanleyowi gdzie znajduje się jego napój, a następnie ponownie zwróciła się do Stelli - Gdybyś potrzebowała coś kochaniutka to nie bój się zapytać. Czuj się jak u siebie w domu - pokiwała do niej na potwierdzenie swoich słów, a następnie puściła jej dłoń - Idę, nie będę Wam przeszkadzać - rzekła i wróciła z powrotem do kuchni.
- Przepraszam za nią - powiedział Stanley podchodząc do niej. Wziął koszulę z oparcia i rzucił ją gdzieś w głąb pokoju na fotel. Poprawił poduszki i szybko złożył koc, a następnie podsunął stolik kawałek bliżej - Usiądźmy - wskazał dłonią na sofę. Chwilę po zajęciu miejscu, złapał głowę Stelli i oparł o swoje ramię. Wykorzystał ten fakt też do tego, aby przyjrzeć się śladom na jej szyi.
Po wstępnej analizie jej ran wokół głowy, przyjrzał się nadgarstkom. Obejrzał je dokładnie, lekko przejeżdżając opuszkami palców po śladach - Też miałem ten sen - powiedział wypuszczając ciężko powietrze - Bałem się niemiłosiernie, że to się dzieje naprawdę. Starałem się ze wszystkich sił, aby cię uratować… Ale nie mogłem - pokiwał przecząco głową - Kiedy tylko wypowiadałem twoje imię i sprawdzałem czy wszystko w porządku… To się kończyło… A potem zaczynało od nowa… - dodał ze smutkiem w głosie - Też się bardzo bałem… - przejechał jej ponownie dłonią po głowie.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972