Nie wszyscy w soboty przychodzili do pracy. Dzięki temu ruch w Ministerstwie był mniejszy. Dzięki temu można było w spokoju zapoznać się z pozostałymi informacjami, dotyczącymi ostatnich wydarzeń, nadrobić nowe i przygotować własny plan działania. Laurence, póki nie miał obowiązków większych w domu, a syn był w bezpiecznym miejscu u jego przyjaciółki, wykorzystywał każdy wolny dzień na pracę. Po to, aby być już na bieżąco, móc działać i uregulować swój czas z odpoczynkiem.
Tak też dnia dzisiejszego liczył na otrzymane wiadomości, jakie wysyłał wcześniej. A pierwsze co go powitało, to żuraw z papieru prosto od Shafiqa. Od razu rozwinął o odczytał wiadomość, odpisując od razu. Licząc, że póki Anthony jeszcze jest w biurze, zdąży odczytać. Skoro była okazja dzisiaj porozmawiać z Shafiqiem, Lestrange nie planował żadnych innych spotkań poza Ministerstwem, póki tej rozmowy nie odbędzie. Pozostał na miejscu, czekając na informację zwrotną. W międzyczasie przygotował potrzebne dokumenty, zebrane raporty, kopie i oryginały. Może się przydadzą, a może nie. Chciał być zabezpieczony, na wypadek, gdyby trzeba było coś pokazać, udowodnić. Przywrócił także swojego asystenta na miejsce pracy, gdyż potrzebował mieć dodatkowego człowieka przy sobie. Pracownicy byli potrzebni nie tylko w terenie, ale i na miejscu, w biurze.
Kiedy przyszła listowna informacja z zaproszeniem do biura Shafiqa, Laurence zabrał teczkę z dokumentami i opuścił swoje biuro, informując asystenta, gdzie idzie na spotkanie. Na wszelki wypadek, gdyby ktoś go szukał i potrzebował.
Zjechał dwa piętra niżej, odszukawszy korytarz prowadzący do biura szefów Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego. Z pomocą ich tutejszego asystenta, został zaprowadzony od razu do pomieszczenia docelowego. Skinieniem głowy podziękował pracownikowi, gdy zamknął drzwi za nim.
- Dziękuję, że znalazłeś dla mnie chwilę.Odpowiedział z lekkim uśmiechem wdzięczności, kierując się prosto do burka, aby móc na powitanie, uścisnąć dłoń Anthony’emu.
- Kawy.
Odparł na pytanie, dotyczące napoju, który by mógł wypić podczas rozmowy.
Krótko omiótł spojrzeniem gabinet, jakby też w upewnieniu, czy są sami. Jak prezentuje się tutejsza dekoracja wnętrza i ile osiągnięć zostało zaprezentowanych na widok dla przewijających się pracowników i gości. Niewiele różnicy dostrzegł czarodziej, gdyż wielu z nich wysoko postawionych urzędników w Ministerstwie, miało czym się pochwalić.
- Aż szkoda mówić.Z westchnięciem przyznał rację. Kierując uwagę na rozmówcę.
- Chaos to mało powiedziane. Wielu naszych pracowników zostało oddelegowanych do pomocy w Klinice i w terenie. Z tego powodu brakowało ludzi do ogarnięcia papierologii.
Zajął wskazane miejsce na fotelu, gdzie mogliby spokojnie odbyć rozmowę, teczkę z dokumentami, kładąc na razie na swoich kolanach.
- Prosiłem Cię o spotkanie, gdyż chciałbym omówić sprawy handlowe. W celu pozyskania dóbr potrzebnych dla Szpitala Świętego Munga. A przede wszystkim pozyskanie składników do wytwarzania eliksirów dla twórców.
Przedstawił wstęp do sprawy, z jaką przyszedł do Shafiqa, czekając na jego odpowiedź. Wtedy będzie wiedział, czy warto zagłębiać temat dalej i zyska w nim pewniejszego sojusznika.