11.02.2026, 10:14 ✶
Obaj - Vlad i Niko - pokiwali powoli głowami, gdy Sam mówił. Dobrze, że Sam mówił. Bardzo dobrze.
-Bardzo możliwe - powiedział Vlad, dolewając sobie kawy. -Albo to dlatego, że żyłeś w Kniei i po prostu stałeś się wyczulony na tę energię. Jakikolwiek jest tego powód, to bardzo dobra cecha, Sammy. Złym ludziom natura nie odpowiada.
Lubili, kiedy Sam do nich mówił, ale nie chcieli na niego naciskać, kiedy mówić nie chciał. Szczególnie nie teraz, gdy Sam zdawał się łatwiej odnajdować słowa.
Kiedy wychodzili, Vlad życzył im owocnej pracy, a zza zagrody wyjrzeli Susie i Arlo, kręcąc z zaciekawieniem głowami i machając ogonami.
Niko poczuł nadchodzący ucisk w żołądku, kiedy szykowali się do pracy. Wciąż uczył się rzemiosła i chociaż starał się odwzorowywać wszystko to, co Sam robił tak sprawnie, wciąż miał w głowie tę niepokojącą myśl, że zrobi coś źle i jedynie będzie swojemu bratu przeszkadzał. Do tej pory, na szczęście, nie udało mu się nigdzie kompletnie zawalić roboty, ale niepokój jednak pozostał.
-Możemy spróbować je chociaż trochę osuszyć magią, ale byłoby to tylko chwilowe rozwiązanie - westchnął.
Jak Sam kiedyś mu powiedział, niektórych procesów nie dało się przyśpieszyć magią. Jeśli robota miała być wykonana dobrze, surowce powinny być odpowiednio przygotowane, i nawet magia nie zawsze była w stanie poprawić to, co zrobić powinna natura.
Przywódca stada... Niko przygryzł dolną wargę i rozejrzał się za którymś z Lovegoodów, który albo mógłby okazać się osobą tutaj decyzyjną, albo mógłby im wskazać, do kogo powinni się udać.
-Chodź, zapytamy - poklepał lekko Sama po ramieniu i ruszył do pierwszej osoby, która pojawiła się w zasięgu jego wzroku. -Dzień dobry, szukamy-
-Hm? Ach, wy musicie być Sam i Niko, zgadza się? - mężczyzna wyszedł im naprzeciw z szerokim uśmiechem i wyciągnął rękę, by uścisnąć im dłonie. -Cieszymy się, że tutaj jesteście. Po tym pożarze jest tyle roboty ze wszystkim. Dobrze, że w Dolinie jest ktoś, kto potrafi naprawić te zniszczenia. Ach, szukacie kogoś decyzyjnego? Chodźcie, zaprowadzę was do mojego brata.
Nie, to nie był koniec jego przemówienia, bo kiedy prowadził niedźwiedzich braci do swojego brata, cały czas mówił.
-Bardzo możliwe - powiedział Vlad, dolewając sobie kawy. -Albo to dlatego, że żyłeś w Kniei i po prostu stałeś się wyczulony na tę energię. Jakikolwiek jest tego powód, to bardzo dobra cecha, Sammy. Złym ludziom natura nie odpowiada.
Lubili, kiedy Sam do nich mówił, ale nie chcieli na niego naciskać, kiedy mówić nie chciał. Szczególnie nie teraz, gdy Sam zdawał się łatwiej odnajdować słowa.
Kiedy wychodzili, Vlad życzył im owocnej pracy, a zza zagrody wyjrzeli Susie i Arlo, kręcąc z zaciekawieniem głowami i machając ogonami.
Niko poczuł nadchodzący ucisk w żołądku, kiedy szykowali się do pracy. Wciąż uczył się rzemiosła i chociaż starał się odwzorowywać wszystko to, co Sam robił tak sprawnie, wciąż miał w głowie tę niepokojącą myśl, że zrobi coś źle i jedynie będzie swojemu bratu przeszkadzał. Do tej pory, na szczęście, nie udało mu się nigdzie kompletnie zawalić roboty, ale niepokój jednak pozostał.
-Możemy spróbować je chociaż trochę osuszyć magią, ale byłoby to tylko chwilowe rozwiązanie - westchnął.
Jak Sam kiedyś mu powiedział, niektórych procesów nie dało się przyśpieszyć magią. Jeśli robota miała być wykonana dobrze, surowce powinny być odpowiednio przygotowane, i nawet magia nie zawsze była w stanie poprawić to, co zrobić powinna natura.
Przywódca stada... Niko przygryzł dolną wargę i rozejrzał się za którymś z Lovegoodów, który albo mógłby okazać się osobą tutaj decyzyjną, albo mógłby im wskazać, do kogo powinni się udać.
-Chodź, zapytamy - poklepał lekko Sama po ramieniu i ruszył do pierwszej osoby, która pojawiła się w zasięgu jego wzroku. -Dzień dobry, szukamy-
-Hm? Ach, wy musicie być Sam i Niko, zgadza się? - mężczyzna wyszedł im naprzeciw z szerokim uśmiechem i wyciągnął rękę, by uścisnąć im dłonie. -Cieszymy się, że tutaj jesteście. Po tym pożarze jest tyle roboty ze wszystkim. Dobrze, że w Dolinie jest ktoś, kto potrafi naprawić te zniszczenia. Ach, szukacie kogoś decyzyjnego? Chodźcie, zaprowadzę was do mojego brata.
Nie, to nie był koniec jego przemówienia, bo kiedy prowadził niedźwiedzich braci do swojego brata, cały czas mówił.