Uśmiechnął się wdzięcznie na hasło o swataniu Basila. Chyba sam nie powinien wychodzić z takimi zagadnieniami, skoro tak daleko było mu do ożenku. Coś, co miało być zwykłym żartem dla rozluźnienia atmosfery łatwo mogło się przeistoczyć w niechcianą nachalność, pobudzić negatywne emocje. Laurent chciał się łudzić, że wkroczą w końcu w nową erę, doświadczywszy tylu lat zamkniętego pilnowania grzeczności świata czarodziejów. W tym świecie każdy dobierał sobie sam partnera i nikt nie pytał, jakiej jest on płci. Nikt nie siedział na głowie takiego Isaaca, czy Basiliusa i nie pytał, kiedy w końcu wezmą jakąś żonę pod swoje skrzydła, bo przecież ród na dzieci czeka. Chciał się łudzić. Rzeczywistość szybko takie bajki weryfikowała.
- Jestem fatalnym... graczem. - Zawiesił na chwilę to słowo, bo chciał powiedzieć: kłamcom. Jestem fatalnym kłamcom. Byliby jednak gotowi odebrać to jako ujmę? nie chciał sprawiać im przykrości, bo przecież nie to miał na myśli. Gry karciane, w cokolwiek teraz grali, bo właściwie dopiero po propozycji Isaaca Laurent spojrzał na stół, to zawsze było trochę szwindlu, trochę szczęścia i trochę zdolności kalkulacji. Nie był pewien, czego potrzeba było więcej, choć nie raz już odwiedzał prewettowskie kasyna.
Migając się od gry podszedł do Elektry i ujął ją delikatnie od tyłu, by ucałować jej policzek.
- Twój prezent nadal dobrze mi służy w chłodne, morskie wieczory. - Chciał wyrazić tym samym swoją wdzięczność, zaznaczyć, że pamięta. Laurent był bardzo sentymentalny. Jego dom był w końcu zbiorowiskiem pamiątek, nawet takich, które sprawiały jakiś ból, bo przypominały o rzeczach dawno utraconych. Ten... sweterek? Chusta? Elektra na pewno znalazłaby na to idealne słowo, którego on nie miał - w każdym razie akurat ta chusta od niej była nasiąknięta tylko pozytywami. I ciągle cieszyła jego oczy, stonowana w kolorach, które przecież bardzo lubił.
- Co do zabawiania... politycznie poprawnie powiem, że każdy ma swój sposób na "zabawę". - I niekoniecznie była ona związana z uniesieniami ciała, niekoniecznie był to alkohol, czasem nawet niekoniecznie był to czas spędzony w jakimkolwiek towarzystwie. Błysnął oczami w kierunku Atreusa, przechodząc za plecami Elektry do Basiliusa, by oprzeć dłoń na jego ramieniu. Tak pokrzepiająco.