Vespera od początku wiedziała jaka będzie jej rola, nigdy temu nie przeczyła i nigdy się nie buntowała. Miała zostać żoną, potem matką, zajmować miejsce na uboczu jako obserwator. To pierwsze i drugie jakoś za bardzo jej nie wychodziło, ale mimo wszystko nadal miała wsparcie swojego ojca i chyba tylko to ją trzymało przy zdrowych zmysłach, że nie została przez niego odrzucona. Lubiła chaos – oczywiście – ale nigdy nie przyszłoby jej do głowy, aby wprowadzać ten chaos w życie jej ojca. Miał swoje wady, był zaborczy i żądny posłuszeństwa, które wręcz zaprogramował w umyśle Vespery. Nie liczyło się to, czy zgadzała się z wolą swojego rodziciela, a to, że miała wykonywać jego polecenia. W pewnym sensie było to nawet wygodne, ponieważ nie musiała się skupiać na wyborach – miała jeden wybór – to co powie jej tata.
W życiu poza rodzinnym już nie było tak łatwo. Była pewna swojej wartości, tego kim jest i co za cel chce osiągnąć. Nie miała zamiaru słuchać się obcych ludzi i tak też traktowała swoich mężów, mimo młodego wieku, gdy pierwszy raz wychodziła za mąż nie miała zamiaru podporządkować się obcemu człowiekowi. Jedyną osobą, której mogła się podporządkować był jej ojciec, z którym żyła odkąd przyszła na ten świat i tak miało być zawsze. Słuchała się tych, których wskazał jej ojciec – Czarny Pan, Robert Mulciber. To osoby wskazane przez Chestera i tych osób miała się słuchać za wszelką cenę – nawet cenę życia.
Vespera od kilku miesięcy zaczynała wracać do życia. Częściej można było zobaczyć na jej ustach charakterystyczny dla niej złośliwy uśmieszek, jej skóra nabrała koloru, a spod oczu zniknęły cienie. Zaczęła bardziej o siebie dbać. Jej bliscy wiedzieli, dlaczego była taka wykończona przedtem. Było to spowodowane jej nienormalnym mężem, który próbował ją zabić, a którego została zmuszona się pozbyć wraz z bratem tego roku. Teraz była innym człowiekiem niż wcześniej, a brat z ojcem mogli odetchnąć. Była w stanie skupić się teraz na ważniejszych sprawach niż martwienie się o własne życie, we własnym łożu. Szła obok swojego brata do gabinetu swojego ojca – nie była jednak równo obok niego, pozwoliła mu prowadzić. Zawsze tak robiła – uroiła sobie, że w ten sposób okazuje mu szacunek, że zawsze jest tuż za nim i zawsze może na nią liczyć – tak jak ona mogła liczyć na niego w najciemniejszych momentach swojego życia.
— Jak myślisz o co może chodzić? – zapytała nim jeszcze dotarli do gabinetu Chestera.
Chciała znać jego zdanie, jego myśli, chciała wiedzieć na co on się przygotowuje ewentualnie zmieniając swoje zdanie na temat tego spotkania. Vespera podejrzewała, że chodziło o manifest ich Pana, ale ciekawiło ją, co jeszcze ojciec dla nich szykuje. Może jakaś ciekawa misja, aby pokazać plugastwu kto rządzi. Vespera chętnie uczestniczyła w atakach mimo, że nie była za bardzo bojowo nastawiona do świata. Zdecydowanie wolała inteligentne atakowanie z ukrycia, wchodzenie w przeszłość przeciwnika i katowanie go jego własnymi brudami. To był jej żywioł, który z chęcią wykonywała. Nie wahała się przed krzywdzeniem ludzi, nie przejmowała się bólem, który mogła sprawić innym – nawet kobietom. Sama była kobietą i nie miała litości wobec nich.
Manifest Czarnego Pana był w jej oczach dobrym posunięciem, wszyscy powinni wiedzieć, co jest słuszne i kto jest prawdziwym przywódcą, a plugastwo tego świata powinno samo siebie pozbyć, aby ułatwić sobie życie.
Gdy dotarli pod gabinet ojca pozwoliła bratu zapukać, a gdy usłyszeli pozwolenie weszła tuż za nim. Stała prosto, z dumnie uniesionym podbródkiem. Znała to miejsce bardzo dobrze, a mimo to rozglądała się tak, jakby była tu pierwszy raz. Szukała nowych rzeczy, które mogły się tu pojawić od jej ostatniej wizyty – w końcu skupiła wzrok na ojcu czekając na jego słowa.