Alkohol miękko rozlewał się po ciele, coraz bardziej przytłaczając jakąkolwiek możliwość zachowania względnej powagi, myśli polatywały niepokornie, a kąciki warg drgały w niepokorności, tak jakby ktoś zaklął je w rozciągalny supeł. Oddech, wyzbyty z miarowości, czynił coraz bardziej nieprzytomnie w zastygłym umyśle, a rozciągające się poły brudnego, nader brzydkiego lokalu, który skrzypiał w swoich ryzach bezwzględnie, unosiły nad całokształtem woalkę mroku; takiego, który zjadał, pozostawiając bez reszty jedynie zamknięte w puencie myśli, polatujące jak te miriady. Uśmiech zjawił się na jej wargach gwałtownie, gdy spojrzała na jego zaklętą we własnym umyśle mimikę.
Definitywnie lekkość opadła miękko na jej ramiona, gdy upojony stan rozlał na jej ustach urokliwy grymas.
Zamiast tego, utknęła w malignie bezkresu, wzrok umieszczając gdzieś w okolicach pajęczyny, którą snuły powoli pająki; te lawirowały na powierzchni sieci – tak jakby igrały z westchnięciami; prawdopodobnie także z tym, które opuściło jej wargi powoli.
– Mam na myśli… – zaczęła, jednak już po chwili zamilkła. – Sprawiedliwość warunkuje się różnymi czynnikami. Uznajmy, że mam metr pięćdziesiąt; Ty masz więcej, więc sprawiedliwie będzie dostosować ilość alkoholu w zależności od tego, jakie są warunki. Nie będzie to po równo, ale będzie sprawiedliwie – ucięła. – Aczkolwiek jesteśmy podobnego wzrostu, więc nie wiem, co to wyjaśnienie miało na celu. Możliwe, że zaczynam się robić pijana.
Na potwierdzenie własnych słów parsknęła śmiechem.
Wyjęła z kieszeni papierośnicę i otulając miękko wargami filtr, pozwoliła kolejnym siwym kłębom dymu wzbić ku podszyciu, rozlewając się gdzieś między pajęczynami.
Uniosła szklankę wypełnioną wątpliwej jakości cieczą do ust, tonąc w symfonii obrzydliwego smaku, krzywiąc się brzydko.
– Wyrafinowane podniebienie to dopiero początek – ucięła, wzrok zamykając gdzieś w przestrzeni.