Miała nieco do powiedzenia, pewnie mogłaby mówić i mówić, jednak nie starczyłoby im na to czasu, bo przecież ta podróż nie miała trwać wiecznie. Sięgnęła więc po to, co pierwsze przyszło jej na myśl, czy były to trafione słowa? To miało się dopiero okazać, nie mogła przewidzieć, czy nie weźmie tego za banał, czy nie liczył na coś więcej. Pociąg nie przestawał jechać, kiedy wylewała z siebie te słowa, to dobrze, w tej chwili naprawdę wolałaby, aby się nie zatrzymał, na to było jeszcze zbyt wcześnie. Nie wiedziała ile mają czasu, czy dużo, czy mało, trudno jej było się tego domyślić, bo przecież to była jej pierwsza wizyta w podobnym miejscu, jeszcze nigdy nie znalazła się pomiędzy, miała również nadzieję, że nie będzie musiała tego powtarzać, oczywiście, że nie zawaha się, jeśli pojawi się taka potrzeba, jednak wolałaby nie doprowadzać więcej do podobnych sytuacji, mimo, że mogła już się pochwalić tym drobnym doświadczeniem, które właśnie nabierała.
Słuchał jej uważnie, nie wchodził w słowa, co było całkiem ciekawe, bo miała świadomość, że nie zdarzało się to zbyt często, zawsze miał coś do powiedzenia, może nawet bardziej podważenia, czy dodania od siebie. Nie, żeby jej to przeszkadzało, teraz jednak było zupełnie inaczej. Widziała, że na nią patrzył, ona mówiła, powoli, konkretnie, spokojnie. Nie myślała zbyt długo nad tym, co chciała powiedzieć, po prostu mówiła to, co ślina przyniosła jej na język, co w jej przypadku raczej też było rzadkością. Najczęściej starała się przygotować do podobnych przemów, szczególnie, gdy miało od nich zależeć tak wiele, ale dzisiaj nie było na to czasu, pozostało jej wierzyć w to, że to, co opuściło jej usta wystarczy, by uwierzył, że faktycznie go znała, że wiedziała o nim wiele, bo była przecież jego żoną.
Poczuła jego palce na swoim nadgarstku, miała wrażenie, że pocałunek do którego między nimi doszło sporo zmienił, nie zachowywał się już jak buc, wręcz przeciwnie, pozwalał jej mówić, a nawet słuchał tego, co miała do powiedzenia, warto było więc zaryzykować. Nie ukrywała wcale tego, że odrobinę się rozluźniła, nie była już taka spięta jak wcześniej, jej ciało nie czekało na kolejny atak, wiedziała, że to już niepotrzebne, mogła przybrać inną postawę, cieszyło ją to.
Przewróciła oczami, kiedy się odezwał, nie była w stanie zapanować nad tym odruchem. Oczywiście, że musiał to skomentować, nie byłby sobą. - Prawda... prawda, masz całkiem długie... nogi. - Wiedziała, że nie o to mu chodziło, ale skoro chciał zacząć dyskutować o swoich największych organach, czy częściach ciała... to potwierdzało jej słowa, był to jego odruch obronny, reagował żartem kiedy zaczynało się robić nieco niewygodnie. Na pewno nie łatwo w tym momencie było mu przyswoić sobie to stwierdzenie, jednak w jej oczach, naprawdę miał ogromne serce, chociaż sam tego nigdy nie dostrzegał, czasem ciężko było zauważyć coś, co mogło dla innych się wydawać oczywiste.
Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że pochodził z rodziny, w której nie było to mile widziane, takie cechy uznawano za słabość, nie tak go wychowano, a on najwyraźniej w tej chwili miał w sobie więcej z Wish'a, niż z Benjy'ego, chociaż, czy na pewno? Zakochała się w Wish'u, tak naprawdę pod skórą krył się ten sam człowiek, bez względu na to, jak go nazywano i ona doskonale o tym wiedziała. Znała go w obu tych wersjach.
Ulżyło jej, kiedy usłyszała jego kolejne słowa. Nie negował tego kim mówiła, że dla niego jest po tej jej dość krótkiej wypowiedzi, najwyraźniej faktycznie zaczął jej wierzyć, naprawdę miała nadzieję, że tak było, bo wiele od tego zależało. Dużo łatwiej było zaufać żonie, niż zupełnie obcej osobie, nawet jeśli nie pamiętało się o tym, że miało się w ogóle żonę. Był to może nieco pokrętny tok myślenia, ale sądziła, że miał sens.
- Jeśli tak to widzisz. - Nawyki, być może, pewnie spora część z tego, co wymieniła to było nawyki, jednak nie spotykała podobnych zbyt często, mógł mówić co chciał, ale w jej oczach to wszystko świadczyło o tym kim był, kim się stał, co przeszedł. Niósł na swoich barkach dość wiele doświadczeń, które nie były szczególnie przyjemne, takie nawyki nie brały się znikąd, mówiły więcej o człowieku, niż mogło się wydawać, i wcale nie chodziło tylko o to, że nie był idiotą.
- Byliśmy nierozłączni, na samym początku, ale to był moment, kiedy nie mogliśmy wiedzieć dlaczego. - Bardzo szybko nawiązali więź, już pierwszego dnia szkoły, właściwie to nim do niej dotarli ich drogi się skrzyżowały i jakoś tak wyszło, że dość szybko stali się sobie bliscy. Polubili się od tej pierwszej rozmowy, od chwili, kiedy wsiedli do tego samego przedziału w pociągu. - Tak, to była szkoła. - Potwierdziła jeszcze jego słowa, chociaż nie sądziła, że tego oczekiwał, to nasuwało się samo. - Byłam blisko, czasem bliżej, czasem nieco dalej, zawsze obok. - Przez te siedem lat sporo się między nimi wydarzyło, mieli lepsze momenty i gorsze, ale zawsze znajdowali się gdzieś obok siebie, nie byli sobie obojętni. Po drodze nieco się to skomplikowało, ale teraz wiedziała już dlaczego się tak stało, miała pełny obraz, łatwiej więc było jej się pogodzić z ich losem, chociaż kiedyś strasznie to przeżywała i nie umiała zrozumieć jak bardzo mogło się to zmienić na przestrzeni lat. - Wiem, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak to u Ciebie wygląda. - Nie było w jej głosie ani odrobiny żalu, po prostu stwierdziła fakt, nie zaprzeczała jego słowom. Wiedziała w jaki sposób reagował. - To nie były decyzje, które mogliśmy wtedy podejmować, zrobiłeś to, co było słuszne, ja to zaakceptowałam, chociaż nie było łatwo, ale to był zły moment w czasie i przestrzeni. - Kiedy byli dziećmi trudno było im sięgnąć po coś, co dla wszystkich wokół było niewłaściwe, byli podatni na wpływy otoczenia, to nie były decyzje, które mogli wtedy podejmować, za mało wiedzieli, nie sądziła, że to byłoby dla nich dobre, mogło się to skończyć zupełnie inaczej. Musieli dojrzeć do tego, aby podjąć pewne decyzje. - Myślę, że to widziałeś, ale robiłeś to, co trzeba, zresztą ja też. - Starali się trzymać na dystans, ale przecież i tak na siebie wpadali, zamiast jednak traktować się jak ludzi to ziali ku sobie nienawiścią, bo to wydawało im się lepszą drogą.
- Dlaczego niby miałam odejść? Te wersje nie różnią się zbytnio, nie byłeś w stanie mnie oszukać, zawsze wiedziałam, co kryje się pod maską. - Była bardzo pewna swoich słów. Może jej nie pamiętał, może ciężko mu było sobie to uzmysłowić, ale naprawdę go kochała, za to jakim był człowiekiem, wcześniej i teraz, doskonale wiedziała, co kryje się w środku. Miała szansę zobaczyć go takim, jakim był naprawdę.
- Pierwsza była przyjaźń, później napięcie, a skończyło się nienawiścią po to, żebyśmy mogli skończyć na jej przeciwieństwie. - Ich historia była naprawdę dość mocno zawiła, nie do końca miała czas, aby mu to tego tłumaczyć, jednak nie zamierzała pomijać tego pierwszego etapu, który jej zdaniem był bardzo istotny, bo mieli wtedy szansę się poznać, zobaczyć kim są, polubić się, może nawet zbyt bardzo co poprowadziło ich dalej, przez te wszystkie etapy ich znajomości.
- Zapominasz o tym, jak bardzo zawzięta być potrafię. - Oczy jej błysnęły, bo to co mówił mogło mu się wydawać bardzo prawdziwe, ale nie wyliczył w tym tego jednego czynnika, którym była ona. - Zresztą tak właściwie, to wyszło od Ciebie, sam wpadłeś na ten pomysł, nie, żeby mi to przeszkadzało, dość chętnie na to przystałam. - Ślub był w końcu dość spontaniczny, wydarzył się nagle, ale nie uważała tego za coś nieodpowiedniego. Znali się od lat, chcieli być przy sobie, uważała, że decyzja, którą podjęli była właściwa.
- Nie tylko Ty byś wolał, niestety na to nie miałam wpływu. - Zdecydowanie wolałaby, aby to była tylko metafora, by nie musieli się z tym teraz mierzyć, jednak nie wszystkie zachcianki dało się spełnić, pozostawało więc jakoś radzić sobie z tym, co się wydarzyło. Robiła, co mogła, żeby jakoś wszystko się ułożyło.
- Dokładnie tak jest. - Potwierdziła jeszcze swoje słowa. Prosta sprawa, umierał, ale już nie umiera, nie było sensu tego bardziej tłumaczyć. Pewnie nie pamiętał o tym, że jest uzdrowicielką z dodatkowymi umiejętnościami, tak samo, jak nie pamiętał kim była. - Bardziej spektakularnego, chociaż tego nie widziałam, nie wątpię jednak, że tak było to wilkołak. - Skoro już o to pytał, to postanowiła mu dać odpowiedź. Oczywiście, że nie mogło to być winogrono, ani żadna inna pierdoła, jak umierał to bardzo efektownie.
Kiedy zapytał w jaki sposób uniosła jedynie brwi. Nie sądziła, żeby musiała odpowiedzieć na to pytanie, był całkiem bystry, potrafił dodać dwa do dwóch. Nie wydawało jej się, aby musiała o tym głośno mówić. - Każdy ma jakieś hobby. - Powiedziała jeszcze, jakby to nie było nic wielkiego, tylko najbardziej zwyczajna rzecz na świecie. Domyślił się na czym polegały jej sztuczki, doskonale, nie zareagował na to, jakoś szczególnie, co zdecydowanie świadczyło o tym, że był sobą.
- Nie, nie nabroiłam, zrobiłam to, co było potrzebne i słuszne, ale to zdecydowanie nie było szyciem, czy nastawieniem złamanej kości. - Nie widziała tego w ten sposób, jej zdaniem zrobiła to, co było słuszne, posiadała odpowiednie umiejętności, więc nawet przez chwilę nie wahała się co do tego, czy powinna ich użyć, nie mogła postąpić inaczej, zależało jej na tym, żeby z nią został, więc korzystała z wszystkich dostępnych metod.
- Tak, powinieneś, niestety coś nie zadziałało i to ja musiałam zrobić z siebie wariatkę, ale Ci to wybaczę. - Nie do końca wiedziała, jak działało to miejsce pomiędzy w którym się znajdowali, nie miała mu za złe tego, że pojawił się tu i tak spokojnie przechodził tą podróż, nie mogła mieć do niego pretensji o coś, nad czym nie miał kontroli, nie przeszkodziło jej to jednak w tym, aby mu przeszkodzić, pojawiła się tu i zaczęła mieszać, ale w końcu przyniosło to jakieś efekty.
- Łapię odniesienie. - Od tego zaczęła, na chwilę zmrużyła oczy, bo próbowała zebrać myśli. - Tak właściwie, to mieliśmy raczej osobne kartoteki, to pierwszy raz, kiedy my wspólnie, no wiesz... - Może nawet nie wspólnie, bo w tej chwili to tylko ona łamała prawo korzystając z zaklęć z których nie powinna. - ale jesteśmy partnerami, doskonałymi, we wszystkim. - Tak przynajmniej jej się wydawało, więc nie miała obaw, aby podzielić się z nim tą myślą.
Nie był to scenariusz, który ona by wybrała. Skok w nieznane, bez planu, bez konkretnych odpowiedzi nie był czymś, co było jej wyborem, tylko, że w tym momencie nie mieli niczego więcej. Próbowała znaleźć różne możliwości, ale tylko ta jedna wydawała się logiczna, co nie było zbytnio pocieszające. - Najbardziej logiczny i jedyny plan. - Postanowiła to podkreślić, bo za bardzo nie mieli innego wyboru, o czym wolała wspomnieć. Wiedziała, jak to wyglądało, ale nie mogła nic z tym zrobić.
- To prawda, mogliśmy skończyć bez żadnego pomysłu. - Dostrzegła to, że się rozglądał, nie spodziewała się jednak, że mogło to przynieść jakiś efekt. Raczej nie mieli na co liczyć. Sytuacja była dosyć patowa, pociąg ciągle jechał, a oni nie mogli znaleźć się na ostatniej stacji, więc musieli wysiąść gdzieś po drodze. Musieli wyskoczyć z pędzącego pociągu, póki nie zadecydowali o tym, że to zrobią nie wydawało się, że mogłoby ją to przerażać.
Obserwowała go uważnie, gdy zaczął się podnosić, ciało podejmowało właśnie decyzję, chociaż trudno jej było przewidzieć jaką. - Nie, nie jestem bardziej ryzykancka. - Musiała to sprostować, bo było to kłamstwem. Przy nim była naprawdę bardzo dobrze ułożona. - To taka sytuacja, dostosowuje się do niej, co wcale nie oznacza, że mi się to podoba. - Wolałaby mieć przygotowany plan na każdą ewentualność, niestety nie miała takiej możliwości.
- Nie obchodzi mnie to, co może to ze sobą nieść, może boleć, nie boleć, nie interesuje mnie to, chcę po prostu, żebyśmy się stąd wydostali. - Jaki mógł to być ból? Fizyczny, psychiczny? Była gotowa znieść wszystko, byle tylko mogli się stąd wydostać, nie wydawała się też jakoś szczególnie się przejmować ewentualnymi konsekwencjami.
- Tak, przerabialiśmy. - Dodała jeszcze, bo to nie było nic nowego, nic zaskakującego, nic z czym nie mogliby sobie poradzić.
Wyciągnął rękę w jej kierunku, spojrzała na nią, nie zastanawiała się nad reakcją zbyt długo, niemalże od razu wyciągnęła dłoń, żeby ścisnąć jego i wstać. Najwyraźniej był to moment, w którym podjęli decyzję, zbliżali się do niego coraz bardziej. Udało jej się jakoś go do tego namówić.
- Najpierw będę się cieszyć, że jednak zostałeś, później kto wie, chociaż faktycznie nie mam w zwyczaju ani syczeć, ani krzyczeć, nie wydaje mi się jednak, abyś zasługiwał na karanie milczeniem. - Jeszcze do końca nie przemyślała, jak zareaguje, gdy w końcu wszystko wróci do normalności. Nie miała zamiaru się na niego jakoś szczególnie gniewać, chociaż zamierzała mu nieco wyrzucić, bo gdyby tylko wcześniej pokazał jej co mu dolegało, to mogłaby zareagować w jakikolwiek sposób, a on podszedł do tego inaczej, nie tak jak powinien - przynajmniej jej zdaniem.
- To dobry argument, dostaniesz buziaka na drogę... - Nie przewróciła oczami, chociaż była naprawdę tego bliska, wiedziała, że próbuje rozładować napięcie przed tym, co było nieuniknione, zasługiwali na kolejny pocałunek, kto mógł bowiem wiedzieć, czy nie będzie ostatni, to, co mieli zrobić było naprawdę ogromną niewiadomą.
- Mam lęk wysokości. - Pokiwała twierdząco głową. Nie miała pojęcia skąd to wiedział, bo przyszło to zupełnie niespodziewanie, ale było to prawdą. Okropnie bała się wysokości, wcześniej nie myślała o tym, że ich plan obejmował jej walkę ze swoim największym lękiem, dopiero on jej to uświadomił. Mieli skoczyć, z wysokości, jakoś musiała sobie z tym poradzić, wiedziała, że będzie ją to sporo kosztowało, to nie było coś, co robiła na co dzień. Naprawdę nie znosiła takich sytuacji.
- Obawiam się, że jak postanowimy skoczyć razem, to mogę zostać. - Powiedziała zupełnie szczerze, niby wiedziała, że nie mogła brać tego pod uwagę, ale nie miała pojęcia, w jaki sposób zareaguje, gdy już znajdzie się na krawędzi, to mogło w nią uderzyć, mogło spowodować reakcję, której nie przewidywała.
- Może nie jak żaby? Lubię żaby, ale jednak dzisiaj wolałabym się jakoś specjalnie do nich nie odwoływać. - Mogłaby spróbować to zrobić, ale bała się, że strach mógł ją sparaliżować, naprawdę tego nie chciała, zbyt wiele zależało od tego, czy będą w formie. - Wolę, żebyś to Ty zrobił krok, to głupie, bo powinnam być na równi z Tobą, ale naprawdę boję się wysokości. - Nie było w tym ani odrobiny kłamstwa, Prudence bała się wysokości, wiedziała jednak, że dzisiaj będzie musiała jakoś poradzić sobie z tym lękiem, a dużo łatwiej będzie jej to zrobić, gdy znajdzie się w jego ramionach i uda, że nie widzi co dzieje się wokół niej.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control