13.02.2026, 20:23 ✶
Wysłanie wyjca osobie z daltonizmem było ciosem poniżej pasa, Hannibalu! Jessie siedział w swoim pokoju z książką w języku francuskim na kolanach, kiedy na parapecie przysiadła sowa z kopertą, która miała trochę inny kolor, niż miały zwyczajne koperty, ale Jessie nie zwrócił na to większej uwagi. Odłożył książkę, podszedł do okna i wziął od ptaka list, częstując sowę ciasteczkami, zanim zdecydował się otworzyć kopertę.
To był błąd.
Koperta sama się otworzyła.
A raczej - wyskoczyła mu z ręki, zawisła w powietrzu przed jego twarzą, rozciapierzyła papierowe usta i zaczęła opieprzać Jessiego głosem jego przyjaciela, plując dookoła kawałkami papierów i machając papierowym językiem. Jessiego zamurowało.
Wyjec. Pieprzony wyjec od Hannibala.
Wystraszony krzykami, Marvin zerwał się ze swojej żerdzi i zaczął latać pod sufitem, pohukując. Jessie starał się na zmianę uspokoić wyjca, uspokoić Marvina, uciszyć wyjca, przeprosić drugą sowę, a w pewnym momencie nawet sam zaczął krzyczeć na wyjca. Dopiero kiedy czerwona koperta zakończyła swoją tyradę i rozszarpała się w powietrzu, Jessie wziął głęboki wdech, czerwony na twarzy i wkurzony, rozejrzał się na szybko po pokoju, chwycił potrzebną mu rzecz i wyszedł z pokoju.
-Mamo, czy to się nadaje na wyjca?! - zawołał, machając trzymaną w dłoni kopertą, która dla niego miała po prostu ciemny kolor.
Po otrzymaniu potwierdzenia wrócił do pokoju, zanim ktokolwiek zdążył go o cokolwiek spytać, usiadł przy biurku, chwycił pióro i zaczął pisać.
WYJEC?! SERIO?! TWOIM PIERWSZYM LISTEM DO MNIE JEST WYJEC?! SPODZIEWAŁEM SIĘ JAKIEŚ POCZTÓWKI Z ŁADNYM WIDOKIEM, TWOJEGO ZDJĘCIA Z DRINKIEM ALBO CZEGOŚ, CO SPOŁECZEŃSTWO MOGŁOBY UZNAĆ ZA NIESTOSOWNE, ALE TO!? TO JUŻ BYŁ CIOS PONIŻEJ PASA! WIESZ DOSKONALE, ŻE NIE WIDZĘ CZERWONEGO! PRZEZ CIEBIE O MAŁO ZAWAŁU NIE DOSTAŁEM!
MARVINA MI PRZESTRASZYŁEŚ!
I JAK TY NIBY CHCIAŁBYŚ, ŻEBY TEN TWÓJ DRUGI WYJEC COKOLWIEK ZDZIAŁAŁ, JEŚLI BYM ZGINĄŁ?! BYŁBYM MARTWY! MARTWI MAJĄ GŁĘBOKO W PĘPKU TWOJE CZY INNE WYJCE!
Sowa zdążyła już wyciągnąć nóżkę, do której miał zostać przywiązany list, ale druga sówka przypomniała o sobie i Jessie najpierw otworzył i przeczytał drugi list. Wyraz twarzy mu trochę złagodniał - oczywiście, był zły za to, że dostał wyjca, ale Hannibal po prostu się o niego martwił. Jessie również byłby zmartwiony, gdyby zobaczył w jakimś artykule zdjęcie z ataku na kogoś, kto wyglądałby jak któryś z jego przyjaciół albo rodziny.
Z cichym westchnieniem sięgnął po drugą kartkę i zaczął pisać.
Han,
ze mną jest wszystko w porządku. Żyję i mam się dobrze. Nie, to nie jestem ja na tym zdjęciu. Nawet z moją pałką nie jestem na tyle głupi, żeby napierdzielać się w pojedynkę z szaleńcami.
Ale muszę ci przyznać rację - jest zadyma. Jakiś fanatyk czystości krwi postanowił wyjść ze swojej nory z jakimiś kretyńskimi postulatami i niektórzy czarodzieje to łyknęli. Nikt mnie nie zaatakował, ale miałem tę wątpliwą przyjemność doświadczyć pierwszych manifestów tego na własnej skórze. Ale nic mi nie jest.
P.S. Naprawdę byś nie przyszedł na mój pogrzeb?
Drugi list włożył schludnie z białą kopertę, do której wsunął również wysłany przez Hannibala wycinek z gazety (wściekle zataczane atramentowe kółka wokół głowy atakowanego młodzieńca połączone były strzałką z napisem "Moje włosy się falują, nie mam takich kędziorków", a te wokół bioder wskazywały na dopisek "Ja wiem, że zdjęcia pogrubiają, ale ja mam węższe biodra!").
Wyjca, oczywiście, również wysłał.
To był błąd.
Koperta sama się otworzyła.
A raczej - wyskoczyła mu z ręki, zawisła w powietrzu przed jego twarzą, rozciapierzyła papierowe usta i zaczęła opieprzać Jessiego głosem jego przyjaciela, plując dookoła kawałkami papierów i machając papierowym językiem. Jessiego zamurowało.
Wyjec. Pieprzony wyjec od Hannibala.
Wystraszony krzykami, Marvin zerwał się ze swojej żerdzi i zaczął latać pod sufitem, pohukując. Jessie starał się na zmianę uspokoić wyjca, uspokoić Marvina, uciszyć wyjca, przeprosić drugą sowę, a w pewnym momencie nawet sam zaczął krzyczeć na wyjca. Dopiero kiedy czerwona koperta zakończyła swoją tyradę i rozszarpała się w powietrzu, Jessie wziął głęboki wdech, czerwony na twarzy i wkurzony, rozejrzał się na szybko po pokoju, chwycił potrzebną mu rzecz i wyszedł z pokoju.
-Mamo, czy to się nadaje na wyjca?! - zawołał, machając trzymaną w dłoni kopertą, która dla niego miała po prostu ciemny kolor.
Po otrzymaniu potwierdzenia wrócił do pokoju, zanim ktokolwiek zdążył go o cokolwiek spytać, usiadł przy biurku, chwycił pióro i zaczął pisać.
Londyn, 30/11/1972
WYJEC?! SERIO?! TWOIM PIERWSZYM LISTEM DO MNIE JEST WYJEC?! SPODZIEWAŁEM SIĘ JAKIEŚ POCZTÓWKI Z ŁADNYM WIDOKIEM, TWOJEGO ZDJĘCIA Z DRINKIEM ALBO CZEGOŚ, CO SPOŁECZEŃSTWO MOGŁOBY UZNAĆ ZA NIESTOSOWNE, ALE TO!? TO JUŻ BYŁ CIOS PONIŻEJ PASA! WIESZ DOSKONALE, ŻE NIE WIDZĘ CZERWONEGO! PRZEZ CIEBIE O MAŁO ZAWAŁU NIE DOSTAŁEM!
MARVINA MI PRZESTRASZYŁEŚ!
I JAK TY NIBY CHCIAŁBYŚ, ŻEBY TEN TWÓJ DRUGI WYJEC COKOLWIEK ZDZIAŁAŁ, JEŚLI BYM ZGINĄŁ?! BYŁBYM MARTWY! MARTWI MAJĄ GŁĘBOKO W PĘPKU TWOJE CZY INNE WYJCE!
J e s s i e
Sowa zdążyła już wyciągnąć nóżkę, do której miał zostać przywiązany list, ale druga sówka przypomniała o sobie i Jessie najpierw otworzył i przeczytał drugi list. Wyraz twarzy mu trochę złagodniał - oczywiście, był zły za to, że dostał wyjca, ale Hannibal po prostu się o niego martwił. Jessie również byłby zmartwiony, gdyby zobaczył w jakimś artykule zdjęcie z ataku na kogoś, kto wyglądałby jak któryś z jego przyjaciół albo rodziny.
Z cichym westchnieniem sięgnął po drugą kartkę i zaczął pisać.

Londyn, 30/11/1972
Han,
ze mną jest wszystko w porządku. Żyję i mam się dobrze. Nie, to nie jestem ja na tym zdjęciu. Nawet z moją pałką nie jestem na tyle głupi, żeby napierdzielać się w pojedynkę z szaleńcami.
Ale muszę ci przyznać rację - jest zadyma. Jakiś fanatyk czystości krwi postanowił wyjść ze swojej nory z jakimiś kretyńskimi postulatami i niektórzy czarodzieje to łyknęli. Nikt mnie nie zaatakował, ale miałem tę wątpliwą przyjemność doświadczyć pierwszych manifestów tego na własnej skórze. Ale nic mi nie jest.
Jessie
P.S. Naprawdę byś nie przyszedł na mój pogrzeb?
Drugi list włożył schludnie z białą kopertę, do której wsunął również wysłany przez Hannibala wycinek z gazety (wściekle zataczane atramentowe kółka wokół głowy atakowanego młodzieńca połączone były strzałką z napisem "Moje włosy się falują, nie mam takich kędziorków", a te wokół bioder wskazywały na dopisek "Ja wiem, że zdjęcia pogrubiają, ale ja mam węższe biodra!").
Wyjca, oczywiście, również wysłał.