Parsknęła rozbawiona, bo to byłby niewątpliwie ciekawy widok. Oczywiście, szkoda byłoby pisklaka, ale faktycznie może i takie przypadki się zdarzały, a co już ważniejsze to cóż takiego mogły znaczyć? Wątpiła by w katalogu znaków, jakie mogło objawić jajowanie, znajdowało się porządnie wykształcone kurczątko.
Dora uśmiechnęła się do złoszczącego się futrzaka, ale przezornie nie zamierzała nawet próbować go głaskać. Wyglądał na odpowiednio niezadowolonego z sytuacji w której się znalazł i nie chciała go dodatkowo stresować wyciąganiem do niego rąk. Sama nie miała preferencji co do zwierzaków, bo lubiła tak samo koty, psy jak i ropuchy, nie mówiąc już o jakichś kosmicznie uroczych stworzonkach jak pufki.
- Mam wrażenie, że większość zwierzaków ucieka od małych dzieci - skomentowała bardzo cicho. Dzieci były głośne, nie do końca panowały nad swoimi ruchami i skoncentrowane były na poznawaniu świata, a to natomiast często zwyczajnie zakłócało spokój otaczających ich stworzeń. Inna sprawa, że kot mógł się zwyczajnie zestresować tym, ze udało mu się wyjść na zewnątrz.
Dziewczynka, która grzecznie czekała z boku, obserwując ich wielkimi, wciąż nieco mokrymi oczami, zapiszczała uszczęśliwiona widząc, że oto jej Mruczkens zmierza w jej stronę.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Jesteście najwspanialsi! - zaszczebiotała, łapiąc kocura w ramiona i przytulając do siebie mocno.
- Tylko nie pozwól, żeby znowu ci uciekł - uprzedziła ją Dora, zanim dziecko pokiwało głową i w podskokach pobiegło do domu. - Szukałeś dla Rity prezentu... może to znak od Matki, że potrzeba jej kota?
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.