14.02.2026, 11:54 ✶
Little Hangleton, chatka na skraju lasu
Wślizgnął się do środka tak samo, jak wślizgnął się w jej rutynę. Wpuściła go do domu wtedy, gdy wypuszczała na dwór koty. Jeden z nich, dachowiec z naderwanym uchem, który na początku syczał na widok Alexandra, przemknął mu teraz obojętnie między nogami. Nie zaszczycił go nawet spojrzeniem, jak gdyby jasnowidz był niczym więcej jak wychudzonym psem, przemykającym między krzywymi sztachetami płotu. Wiele było teraz takich bezdomnych psów, kręcących sie w pobliżu ludzkich siedzib. Jeszcze więcej bezdomnych ludzi. Nie patrzył na nich, dopóki go nie zmusiła, żeby patrzył. A przecież nie mógł odmówić. Nie jej. Alexander uśmiechnął się do Jahnavi, zanim delikatnie ucałował jej dłoń na przywitanie.
Przyniósł słoiki. Dziesiątki pachnących nowością słoików, które miały posłużyć na pomieszczenie przetworów na zimę. Alex wiedział przecież, że Navi chce przerobić na marynaty późno dojrzewające gruszki otrzymane w podarku od ludzi z wioski. Zostało jeszcze zebrać resztkę malin, które kończyły owocować, oprawić dynie, zawekować w gąsiorach słodki miód... Zostało tak wiele do zrobienia, zdawała się mówić Navi, gestykulując w gwałtownym ożywieniu. Była pracowita jak pszczółka, która wędruje od kwiatka do kwiatka, zbierając kwietny pyłek. Czy wyobrażała sobie, że w innym życiu zasypiałaby tak jako i ona pośród kwietnych płatków, pokryta zebranym przez siebie pyłkiem? W tym życiu nie był to jednak pyłek, lecz henna. Układała się na dłoniach Jahnavi w wymyślne wzory, między które Alexander wpasował swój pocałunek. Ale kwiaty też przecież przyniósł. Zdziczałe róże z ogrodów otaczających Mulciber Manor.
Nie chcąc przeszkadzać w porannych rytuałach kobiety, przeszedł do kuchni, gdzie wynalazł sobie zajęcie. Ustawił słoiki w starym kredensie, uważając, żeby nie naruszyć gniazda gościszy, które rozlokowały się na najwyższej z półek. Przewrócił niemal oczami, widząc, że Navi uszyła głodomorom małe ubranka. Oczywiście, że to zrobiła, pomyślał, rozbawiony, zamykając drzwiczki od kredensu ku uldze zaspanego gościsza, który wychnął na chwilę głowę ze swojego barłogu. Alexander usiadł przy kuchennym stole, całkiem z siebie zadowolony, że zrobił coś pożytecznego. Może nie umiał poprawnie trzymać młotka, jak uczynnie wytknął mu duch taty Jahnavi, ale umiał przynajmniej zaparzyć herbatę! Przyglądał się wystarczająco uważnie skomplikowanemu rytuałowi parzenia herbaty, w którym nie należało Navi przeszkadzać, bo nosił niemal znamiona świętości, żeby móc go potem odtworzyć. Przysłuchiwał się jej codziennemu rytuałowi okadzania domu, rozpamiętując sen, w którym dzisiaj się pojawiła. Dobry był to sen. Może dlatego, że Navi była dobra, stwierdził, kierując swe myśli w stronę dziewczyny, której przybycie zwiastowało słodkie pobrzękiwanie bransoletek. Podsunął w jej stronę kubek z zaparzoną herbatą. Na tyle zdolnym, żeby zrobić coś więcej, zdecydowanie nie był. Przyzwyczajony był przecież, że wszystko podsuwa mu pod nos służba.
Gdy Jahnavi weszła do kuchni, Alexander obracał w palcach pierścień. Jeden z niewielu, który nie ugrzązł w mule jeziora. Zostawił je tam. Być może chciał, żeby w miejscu, które należało do niej, zostało coś, co należało z kolei do niego. Gdyby Navi miała dostęp do jego myśli, zapewne zmarszczyłaby teraz brwi i zrobiłaby obrażoną minę. A przynajmniej tak sądził. Uczył się jej powoli, ale jednocześnie całej naraz. Bo choć codzienność Navi była cichą, i, zdawałoby się, że ograniczoną do małej chatki w Little Hangleton – do okolicznej wioski i otaczających ją lasów i wrzosowisk – było w niej tak dużo rzeczy, których nie rozumiał. "Jezioro nie należy do mnie, ani do nikogo, tylko do samego siebie", mogłaby mu powiedzieć, ale pewnie tylko wydęłaby policzki, jak gdyby nie mogła się nadziwić głupotą Alexa. "Należy do świata." Była w tym jak kartonik karty symbolizującej Świat w tarocie. Wszystko było dla niej osobnym mikrokosmosem. Zbiorem niezależnych galaktyk tworzących połączony zależnościami wszechświat, wspólny dla wszystkich. Nieskończoność nieskończoności w nieskończoności, pomyślał leniwie, nie przestając bawić się pierścieniem.
!BINGO A1
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat