Noc przyszła i noc poszła, a Atreus był w pewien sposób rozczarowany, że tak to wszystko się skończyło. Nie było żadnego okrutnego sennego włamywacza, który pojawiłby się znikąd i tylko bardziej namieszał. Nikt nikomu nie robił zdjęć, nie chował się pod kołdrą, a do tego zapalone ostentacyjnie światło tylko waliło nieprzyjemnie po oczach. Tylko jakiś zbłąkany mugol zainteresował się otworzonymi drzwiami i... tyle. Zjedli śniadanie, wypili kawę, po czym Atreus poinformował Brennę że ma cholernie niewygodną kanapę i ewakuował się do pracy. Znaczy najpierw do domu, zostawić narzędzia do zakładania przekładni, ale potem czekało biuro aurorów.
Kusiło go trochę, żeby jej powiedzieć aby wysłała mu to jajko pocztą, ale na całe szczęście zastanowił się drugi raz nad tym i doszedł do wniosku, ze to chyba nie był najlepszy pomysł. Jeszcze by się potłukło, wykluło w locie, albo gorzej - dotarło do domu i zapatrzyło w skrzata. Tego to by już absolutnie nie zniósł, tak samo jak tego że ten kurczak związałby się z Brenną, bo jakby nie patrzeć to było jego jajko. Ona je tylko wykluwała.
- Hej - przywitał się, pochylając z zastanowieniem nad cudem natury, który rozgrywał się na ich oczach. Pisklak walczył dzielnie, pozbywając się kolejnych fragmentów skorupki, ale Atreusowi chodziła po głowie w sumie tylko jedna rzecz. - Ale jest brzydki - żeby nie powiedzieć, że obrzydliwy. Małe ptactwo nigdy nie należało do jego kręgów zainteresowań i teraz cieszył się, że nigdy wcześniej nie musiał czegoś takiego oglądać. Żałował też, że nie zachował tendencji. - A masz tutaj te karmę? W sumie... czy temu by się nie przydała jakaś klatka albo coś? Nie wiem... karmnik?