14.02.2026, 23:35 ✶
I nadeszła ta chwila, która miała zadecydować o tym, czy cała sytuacja rozejdzie się po kościach, czy może jednak eskaluje w coś, czego obecnie nie byli w stanie przewidzieć. W jej dłoni także pojawiła się różdżka, chociaż całkiem dyskretnie, bo nie chciała, by ktoś uznał, że nie ufa obydwu mężczyznom i ich umiejętnościom. Po prostu wolała być przygotowana na najgorsze. I zastygła w napięciu, obserwując, jak Lazarus podchodzi do paczki. Milczała, nie przeszkadzając mu, a cisza w pomieszczeniu stała się wręcz namacalna.
Pomimo przedłużającego się milczenia, nie okazywała żadnego zniecierpliwienia. Wiedziała, że łamanie zaklęć nie jest proste i dawała tyle czasu oraz przestrzeni, ile to było konieczne. Odetchnęła dopiero, gdy mężczyzna się odezwał, ale jego słowa... Były całkowicie zaskakujące. Zmarszczyła czoło i podeszła bliżej, przyglądając się paczce podejrzliwie, jakby ta zaraz miała wybuchnąć. Nic się jednak nie działo. Ani wcześniej, ani teraz. A według słów Lazarusa nic się nie zadzieje także i później.
- Czyli jednak głupi dowcip? - Spytała głośno, spoglądając na obydwu mężczyzn. Pytanie należało bardziej do tych retorycznych, lecz nie widziała powodu, by się nim nie podzielić. Stawiała na otwartość, zwłaszcza, że tkwili w tym wszyscy razem.
- Podejrzanie czysto... No nic, sprawdźmy. - Westchnęła i uniosła różdżkę. Posłuszne magii, pudełko otworzyło się, a po chwili rzuciła kolejne zaklęcie, każąc zawartości unieść się w powietrze, ponad ścianki kartonu. Rzecz, która tam się znajdowała, wysunęła się powoli. W powietrzu zawisła... Szczotka do czyszczenia toalet koloru czarnego, ze złotym monogramem MM na rączce i pojemniku. Gdy to zobaczyła, nie wiedziała, czy wybuchnąć śmiechem, złością, czy może udać, że to jakiś abstrakcyjny sen. To wszystko odbijało się na jej twarzy, przez co musiała mieć naprawdę "cudowną" minę w tym momencie. Odchrząknęła, jakby chciała coś powiedzieć, ale z jej ust nie padło żadne słowo. Po prostu nie wiedziała, co ma powiedzieć. Wpatrywała się w ten "prezent", próbując pojąć, co ktoś miał w głowie, że zechciał wywołać alarm czymś takim.
- Naprawdę nie wiem, co o tym myśleć... - powiedziała w końcu, biorąc głęboki wdech.
Pomimo przedłużającego się milczenia, nie okazywała żadnego zniecierpliwienia. Wiedziała, że łamanie zaklęć nie jest proste i dawała tyle czasu oraz przestrzeni, ile to było konieczne. Odetchnęła dopiero, gdy mężczyzna się odezwał, ale jego słowa... Były całkowicie zaskakujące. Zmarszczyła czoło i podeszła bliżej, przyglądając się paczce podejrzliwie, jakby ta zaraz miała wybuchnąć. Nic się jednak nie działo. Ani wcześniej, ani teraz. A według słów Lazarusa nic się nie zadzieje także i później.
- Czyli jednak głupi dowcip? - Spytała głośno, spoglądając na obydwu mężczyzn. Pytanie należało bardziej do tych retorycznych, lecz nie widziała powodu, by się nim nie podzielić. Stawiała na otwartość, zwłaszcza, że tkwili w tym wszyscy razem.
- Podejrzanie czysto... No nic, sprawdźmy. - Westchnęła i uniosła różdżkę. Posłuszne magii, pudełko otworzyło się, a po chwili rzuciła kolejne zaklęcie, każąc zawartości unieść się w powietrze, ponad ścianki kartonu. Rzecz, która tam się znajdowała, wysunęła się powoli. W powietrzu zawisła... Szczotka do czyszczenia toalet koloru czarnego, ze złotym monogramem MM na rączce i pojemniku. Gdy to zobaczyła, nie wiedziała, czy wybuchnąć śmiechem, złością, czy może udać, że to jakiś abstrakcyjny sen. To wszystko odbijało się na jej twarzy, przez co musiała mieć naprawdę "cudowną" minę w tym momencie. Odchrząknęła, jakby chciała coś powiedzieć, ale z jej ust nie padło żadne słowo. Po prostu nie wiedziała, co ma powiedzieć. Wpatrywała się w ten "prezent", próbując pojąć, co ktoś miał w głowie, że zechciał wywołać alarm czymś takim.
- Naprawdę nie wiem, co o tym myśleć... - powiedziała w końcu, biorąc głęboki wdech.