15.02.2026, 00:41 ✶
No naprawdę, co mogło pójść nie tak? Wiadomo przecież, że zanurzanie ręki w nieznanych, całkowicie magicznych przedmiotach jest szczytem rozsądku i dedukcji. Zdecydowanie miała dzisiaj nienajlepszy dzień na podobne rozważania, skoro ostatecznie nie uznała tego za całkowitą głupotę i nie zmieniła metody działania. Ręka zanurzyła się w zegarach, zegary zaczęły się mnożyć jak szalone, a ona nagle poczuła, że coś ją gdzieś wciąga. Pyknęło jej w uszach, na sekundę zrobiło się ciemno i nagle znalazła się kompletnie gdzie indziej.
Pierwszym, co jej się rzuciło w oczy - a raczej w uszy - było tykanie zegarów. Całkowicie zdesynchronizowane, dobiegało zewsząd i było strasznie irytującym dźwiękiem, wypełniającym całe to pomieszczenie. Czuła się, jakby to ona była jednym wielkim tykaniem, a jej serce tylko dodawało kolejny nierytmiczny ton. Powoli się rozejrzała, odkrywając kolejne szczegóły. Pomieszczenie było całkiem ekskluzywne, na pewno drogie i całkowicie nie przypominało jej żadnego, które znała. Nie miała zielonego pojęcia, gdzie się znaleźli. I, najwyraźniej, nie tylko ona, o czym poinformowały ich głośne przekleństwa Atreusa. Skrzywiła się, ale postanowiła nic nie mówić.
- Myślicie, że jak usiądziemy i poczekamy to czas sam się naprawi? - Spytała całkowicie teoretycznie, z ciężkim westchnięciem, bo oczywistym było, że nawet przez sekundę nie wierzyła w swoje własne słowa. A skoro Brenna ruszyła sprawdzać okno oraz drzwi, to ona ruszyła wzdłuż ścian, przyglądając się zegarom i godzinom, jakie pokazywały. Może w tym kryła się jakaś logika? Punkt zaczepienia? Co niektóre starała się zatrzymać różdżką, jakby chciała sprawdzić i tę reakcję na to działanie. Przecież jakoś musiało dać się stąd wyjść skoro udało się wejść, prawda?
- Przecież nie możemy tu tkwić wiecznie, prawda? - W jej głosie było słychać lekką złość, ale głównie na siebie samą. Jakby nie patrząc, nie zamierzała udawać, że znaleźli się tu tak do końca przez przypadek. Teraz jednak musiała się skoncentrować na wszystkim, co mogłoby im pomóc się stąd wydostać.
Pierwszym, co jej się rzuciło w oczy - a raczej w uszy - było tykanie zegarów. Całkowicie zdesynchronizowane, dobiegało zewsząd i było strasznie irytującym dźwiękiem, wypełniającym całe to pomieszczenie. Czuła się, jakby to ona była jednym wielkim tykaniem, a jej serce tylko dodawało kolejny nierytmiczny ton. Powoli się rozejrzała, odkrywając kolejne szczegóły. Pomieszczenie było całkiem ekskluzywne, na pewno drogie i całkowicie nie przypominało jej żadnego, które znała. Nie miała zielonego pojęcia, gdzie się znaleźli. I, najwyraźniej, nie tylko ona, o czym poinformowały ich głośne przekleństwa Atreusa. Skrzywiła się, ale postanowiła nic nie mówić.
- Myślicie, że jak usiądziemy i poczekamy to czas sam się naprawi? - Spytała całkowicie teoretycznie, z ciężkim westchnięciem, bo oczywistym było, że nawet przez sekundę nie wierzyła w swoje własne słowa. A skoro Brenna ruszyła sprawdzać okno oraz drzwi, to ona ruszyła wzdłuż ścian, przyglądając się zegarom i godzinom, jakie pokazywały. Może w tym kryła się jakaś logika? Punkt zaczepienia? Co niektóre starała się zatrzymać różdżką, jakby chciała sprawdzić i tę reakcję na to działanie. Przecież jakoś musiało dać się stąd wyjść skoro udało się wejść, prawda?
- Przecież nie możemy tu tkwić wiecznie, prawda? - W jej głosie było słychać lekką złość, ale głównie na siebie samą. Jakby nie patrząc, nie zamierzała udawać, że znaleźli się tu tak do końca przez przypadek. Teraz jednak musiała się skoncentrować na wszystkim, co mogłoby im pomóc się stąd wydostać.