• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[17.09.1972] You are the love I prayed for - Baldwin & Scarlett

[17.09.1972] You are the love I prayed for - Baldwin & Scarlett
Ancymon
"Niewierny jest ten, kto żegna się, gdy droga ciemnieje"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nie jest ani wysoka, ani niska, mierzy dokładnie 168 cm. Włosy w kolorze jasnego blondu, ślepia kocie w odcieniu lodowego błękitu. Oczy duże, nosek mały i nieco zadarty, pełne usta na których często widnieje zaczepny bądź pogardliwy uśmiech. Pachnie słodko, lecz nie mdło, mieszanką wanilii, porzeczki i paczuli.

Scarlett Mulciber
#3
15.02.2026, 11:33  ✶  
Tamtej nocy... Oh, jak zarówno żywe i martwe były wspomnienia ubiegłej nocy. Nocy tak brutalnie różniącej się od wszystkich pozostałych do których Malfoy zdążył już przyzwyczaić Mulciberówne.
Tamtej nocy bowiem wyszły strzygi, wpełzając pod łóżko, kłapiąc szeptliwe groźby. Głuchym szeptem po pokoju przesuwały się mary, usadzając się na skraju łóżka i pewna była, że nie podeszły bliżej tylko dlatego, że tuż obok leżała Frida, która ostatnimi czasy upodobała sobie nocowanki w ich sypialni. I Scarlett unikała jej spojrzenia uparcie wiedząc, że te spojrzenie niemo zapyta o coś na co odpowiedzi nie znała.
Tamtej nocy opowiedziała jej kilka norweskich legend, bo te zmęczony umysł wciąż pamiętał.
Opowiadała jej o duchu Nokken, chociaż jej spojrzenie wbite było w zdeformowaną twarz nocnej Mary. 
Tamtej nocy nie spała, pozwalając aby przeszłość z głuchym trzaskiem wdarła się do jej głowy.
Tamtej nocy uświadomiła sobie jak bardzo uzależniła się od wszystkich pozostałych zmierzchów, gdy gładził jej włosy w ten charakterystyczny dla niej sposób, gdy słuchała stukotu jego serca i spokojnego oddechu.
I zgadywała, że nic się nie stało, że nie trzeba go szukać, wróci zalany jak zwykle tylko inaczej, bo później - bo wróci. Bo gdyby zaczęła go szukać... czy wyglądałaby żałośnie? I jak bardzo? Więc dlaczego tak bardzo chciała wiedząc to wszystko?
Tamtej nocy kilka razy schodziła do kuchni, niby to się napić - jak to próbowała przekonać samą siebie, a jednak nasłuchiwała jego kroków. Te jednak nie nadeszły.
Wrócił dopiero nad ranem, a Ona udawała, że śpi, dopóki jego oddech nie wyrównał się w ten charakterystyczny sposób.
Zalany w trupa, ale to nie to zatrzymało ją przed powitaniem -zatrzymał ją odór tanich perfum, jebał okropnie jakąś suką z rynsztoka. I bardzo udawała, że nie wie którą.
Szykując się do pracy zapędzała się w swoich sadystycznych fantazjach, nucąc pod nosem .
Spokojnie Scar.. i tak wisi nad tobą widmo zarzutów. Ona nie jest tego warta- szeptały uspokajająco jej własne myśli. 
Jesteś Mulciberówną. Przyszłaś na świat w rodzie kobiet silnych, trochę zgniłych i trochę zbyt martwych na wrażliwość. Zbyt dumnych na uczuciowe operetki rodem ze ckliwych, chociaż ciut kiczowatych, harlekinów jakie pożyczałaś ze zbioru Lorraine.
Siedząc przy biurku, przesuwając szminką w kolorze burgundowym po miękkich wargach, zerkała na śpiącego blondyna raz po raz.
Ile warte one wszystkie, gdy i tak wracał.
Powoli wstała, podchodząc do łóżka, przez moment wisząc nad nim niczym widmo, mara, która jeszcze przed momentem zasiadała tuż obok. Pochyliła się powoli, nieśpiesznie, biorąc jego lewą dłoń, gładząc opuszkiem palca kamienie bransoletki ofiarowanej niemal na początku ich drogi.
Tuż pod nią, przesunęła czerwoną nić, zdobioną w małe supełki, którą związała na jego nadgarstku. Powoli otworzyła jego dłoń, kreśląc na jej wewnętrznej części Eihwaz, rune jałowca, jedną z nielicznych które to nauczyła ją mentorka.
Z wolna nachyliła się nad nim
-Mnie, Baldwinie Malfoy, Bies nie zabierze, bo podszeptom ulec nie zamierzam. Ciebie... zabrać zaś nie dam. Ale ich... Niech je wszystkie matka miłosierna broni przed jego wzrokiem. - wyszeptała, po czym krwawe usta pozostawiły ślad na alabastrowej skórze jego policzka.

W pracy dzień minął jak zwykle nazbyt intensywnie, chociaż sama Mulciber zdawała się tego dnia zgorzknieć o kilka lat. Panoszyła się po kancelarii niczym po drugim domu, chociaż to nie było niczym nowym czy wyjątkowym - chociaż tego dnia wydawała się ciut bardziej intensywna w swoich zapędach.
Gdy jeden ze współpracowników podsunął jej bilety, mamrocząc coś o wdzięczności za pomoc przy ostatnich sprawach, Scarlett nie była do nich taka przekonana.
Gdy wróciła do domu, zbyt wcześnie w jej opinii, siedząc przy własnym biurku, spoglądając co jakiś czas na bilety spoczywające na drewnianym blacie tuż obok wciąż przekonana nie była.
Co prawda lubiła rywalizację, chociaż nie była nigdy wielką fanką Quidditcha, a jednak kiedy ostatnio wyszli gdzieś z Baldwinem?
Wbiła wzrok w sufit, miętoląc między palcami kartkę kodeksu karnego. Czy zbyt dużo pracowała? Wcześniej nie myślała nad tym zbytnio. A jednak czy wróci? I kiedy? Bo czy w ogóle to wiedziała, chociaż wcześniejsza pewność nieco wyblakła.
Skrzywiła się pod nosem, rzucając krytyczne spojrzenie biurku, jakoby te zawiniło wszystkiemu.
Wróciła do lektury, chociaż jej myśli raz w czas skręcały a to do Malfoya, a to do Alexa - bo ten w nowym świetle pojawił się w jej głowie, jako nowa myśl, a jednak równie potrzebna. Zamknęła książkę, odkładając ją na blacie. Wyciągnęła kartkę, pióro, zaczynając pisać i tym razem bynajmniej nie pisała o swych niepokojach, uznając je za zbyteczne i dziecinne. Z tego wszystkiego umknął jej dźwięk kroków na schodach, a skrzyp drzwi zignorowała, sądząc, że to Frida przyszła znudzona już dotychczasową zabawą, szukając atencji - było zbyt wcześnie aby usłyszeć głos Malfoya, toteż gdy ten dotarł do jej uszu, pierw drgnęła, następnie zastygła na dłuższą chwilę w bezruchu.
-Wróciłeś dziś wcześniej - wymruczała ów fakt, wracając do listu. Wisząc nad nim jeszcze dłuższą chwilę, a gdy skończyła, starannie złożyła papier, wsuwając go do koperty. Zerknęła na Malfoya
-A wiesz... dostałam dziś w pracy dwa bilety na mecz - opuszkami palców przesunęła dwa papierowe świstki w kierunku skraju biurka, jednocześnie drugą ręką robiąc woskowy stempelek - Pomyślałam, że dawno nigdzie nie wychodziliśmy... - westchnęła w końcu, odchyliła się na krześle, a jasne tęczówki z niemalże chłodną pretensją wyłapały jego wzrok - W dupie mam ten mecz, ale chce gdzieś z tobą wyjść. Pójdziemy? 
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (1640), Pan Losu (65), Scarlett Mulciber (866)




Wiadomości w tym wątku
[17.09.1972] You are the love I prayed for - Baldwin & Scarlett - przez Baldwin Malfoy - 14.02.2026, 19:02
RE: [17.09.1972] You are the love I prayed for - Baldwin & Scarlett - przez Pan Losu - 14.02.2026, 19:02
RE: [17.09.1972] You are the love I prayed for - Baldwin & Scarlett - przez Scarlett Mulciber - 15.02.2026, 11:33
RE: [17.09.1972] You are the love I prayed for - Baldwin & Scarlett - przez Baldwin Malfoy - 27.02.2026, 10:15

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa