16.02.2026, 16:42 ✶
Atreus robił to, co umiał robić najlepiej, czyli popijał sobie ognistą. Spokojnie, nieśpiesznie i jednocześnie przyglądając się rozkładanym przez Millie kartom. Zakłóciło się ich na stole, czerwony kłębuszek rozwinął się przed nimi, ale Bulstrode wydawał się absolutnie ślepy na to, co rozkład miał zwiastować. Znaczy wiedział jedno; odwrócone karty oznaczały najprawdopodobniej zesranie. Na początku myślał, że Moody te karty wykłada chujowo i coś jej się pomieszało w tym, jak je rozkłada, ale w końcu coś w mózgu przeskoczyło, pomiędzy brwiami pojawiła się jakaś niezadowolona zmarszczka, ale nie powiedział nic. Przynajmniej do momentu kiedy pani wróżbitka się nie odezwała.
- Nie jestem idiotą, możesz mówić od początku do końca, a nie najprościej - prychnął, upijając łyk i czując jak ognista robi to co sugerowała jej nazwa, czyli pali w gardle. Czuł gorycz, ale nie spowodowaną alkoholem, a nie wyjaśnieniem Millie, bo za jej słowami kryły się rzeczy zwyczajnie przykre i takie, których nie chciał słyszeć. Chuja zrobiłeś i chuja robisz. Beczenie w kącie. Łatwe sukcesy i proste rozwiązania. - Jest na stole dziesięć kart, a dajesz mi jakieś proste formułki. I co ja mam z tym niby zrobić? - coś w jego głosie zgrzytało nieprzyjemnie, ale nie denerwował się na nią. Mógł nie przykładać większej uwagi do nauki sztuki jaką było Wróżbiarstwo, odcinając się od tej części rodzinnej schedy, ale nie znaczyło to że kompletnie nie wierzył w to co karty miały do powiedzenia. Co natomiast go denerwowało to fakt, że według niego Moody nie dawała mu rozwiązań lub wskazówek do nich prowadzących. Rób albo nie rób, nie ma próbowania. Kurwa, mać. Brzmiała jak jakiś pokurczony goblini mędrzec.
- Nie jestem idiotą, możesz mówić od początku do końca, a nie najprościej - prychnął, upijając łyk i czując jak ognista robi to co sugerowała jej nazwa, czyli pali w gardle. Czuł gorycz, ale nie spowodowaną alkoholem, a nie wyjaśnieniem Millie, bo za jej słowami kryły się rzeczy zwyczajnie przykre i takie, których nie chciał słyszeć. Chuja zrobiłeś i chuja robisz. Beczenie w kącie. Łatwe sukcesy i proste rozwiązania. - Jest na stole dziesięć kart, a dajesz mi jakieś proste formułki. I co ja mam z tym niby zrobić? - coś w jego głosie zgrzytało nieprzyjemnie, ale nie denerwował się na nią. Mógł nie przykładać większej uwagi do nauki sztuki jaką było Wróżbiarstwo, odcinając się od tej części rodzinnej schedy, ale nie znaczyło to że kompletnie nie wierzył w to co karty miały do powiedzenia. Co natomiast go denerwowało to fakt, że według niego Moody nie dawała mu rozwiązań lub wskazówek do nich prowadzących. Rób albo nie rób, nie ma próbowania. Kurwa, mać. Brzmiała jak jakiś pokurczony goblini mędrzec.