16.02.2026, 17:32 ✶
Tak! To było to! Brakowało im po prostu przyjacielskich aktywności, a brak Basiliusa w Księżycowym rzucał jej się na mózg, przez co obrywał również Thomas.
To była jej wina, że miała nasrane w głowie i wystarczyło tylko zadbać o to, żeby ich czas nie był pełen alkoholu i wstydliwych wyznań oraz tęsknych spojrzeń i miziania się pod stołem w Dziurawym Kotle czyja to była ręka do dziś nie ustalono, o jaką łydkę się ocierała, tego nie mogła być pewna. To w sumie nie była jedna łydka. Było ich więcej. Te stoliki! Takie złudne! Powinni robić wobec siebie jakieś niewinne z oczywistych względów tylko przyjacielskie rzeczy.
Dlatego pikując miotłą z nieboskłonu, jak ją już jebło natchnienie, zleciała po Thomasa, razem znaleźli Liszka i teleportowali się na prawdziwy, absolutnie niezobowiązujący szop’ing.
Czy może być coś bardziej przyjacielskiego?
I mam taki pomysł, że jak utoniemy w tych pierdoletach to kupimy sobie trzy trinkety najlepiej opisujący drugą osobę. Wczoraj się sobie zwierzaliśmy, więc przecież nie będzie absolutnie problemu co nie? Co nie? Fajnie super, alkohol zabroniony. I… i żadnej bielizny! W sensie żadnego ubrania! Nic! Nada! Nu nu! - pokrzykiwała swój plan, ignorując skołowane twarze obu klątwołamaczy, którzy chyba zgadzali się na jej szaleństwa tylko z przyzwyczajenia.
Macie godzinę, a potem wracamy do nas. - dodała, żeby nie stracili na tych poszukiwaniach za bardzo głowy.
A potem…
A potem…
- Ja pierdole to był tak kretyński pomysł, że nie wiem, kto na to w ogóle wpadł?! - dostarczyła do ich pokoju, znaczy do jej pokoju świeżo zaparzoną herbatę (żadnego alkoholu!) i ciastka (nie liczą się do konkursu). W środku panował względny porządek, głównie dlatego, że prawie jej nie było w pomieszczeniu, miała w końcu dużo pracy i stanowczo za dużo emocji związanych z ostatnim miesiącem.
Jej torba papierowa stała przy wezgłowiu wciąż złączonego łóżka.
- Jeśli mnie przez to znienawidzicie, to skoczę z okna - dodała z przekonaniem, bardzo jaskrawo odsłaniając swoją niepewność wobec zawartości torby właśnie. To miała być głupia zabawa wietrząca jej głowę, a wyszło na to, że przez ostatnią godzinę myślała o nich jeszcze więcej i to bardzo stało w sprzeczności z założeniem. Miała swój plan, swój zakupowy klucz, ale nie była pewna, nie mogła być. A mogła nie banować bielizny i kupić im czarne i czerwone stringi cekinowe. To byłby tak wyborny żart! - To kto pierwszy? - rzuciła, wiążąc sobie włosy w bezładny kok na czubku głowy. Ta konstrukcja raczej długo nie zamierzała przetrwać.
To była jej wina, że miała nasrane w głowie i wystarczyło tylko zadbać o to, żeby ich czas nie był pełen alkoholu i wstydliwych wyznań oraz tęsknych spojrzeń i miziania się pod stołem w Dziurawym Kotle czyja to była ręka do dziś nie ustalono, o jaką łydkę się ocierała, tego nie mogła być pewna. To w sumie nie była jedna łydka. Było ich więcej. Te stoliki! Takie złudne! Powinni robić wobec siebie jakieś niewinne z oczywistych względów tylko przyjacielskie rzeczy.
Dlatego pikując miotłą z nieboskłonu, jak ją już jebło natchnienie, zleciała po Thomasa, razem znaleźli Liszka i teleportowali się na prawdziwy, absolutnie niezobowiązujący szop’ing.
Czy może być coś bardziej przyjacielskiego?
I mam taki pomysł, że jak utoniemy w tych pierdoletach to kupimy sobie trzy trinkety najlepiej opisujący drugą osobę. Wczoraj się sobie zwierzaliśmy, więc przecież nie będzie absolutnie problemu co nie? Co nie? Fajnie super, alkohol zabroniony. I… i żadnej bielizny! W sensie żadnego ubrania! Nic! Nada! Nu nu! - pokrzykiwała swój plan, ignorując skołowane twarze obu klątwołamaczy, którzy chyba zgadzali się na jej szaleństwa tylko z przyzwyczajenia.
Macie godzinę, a potem wracamy do nas. - dodała, żeby nie stracili na tych poszukiwaniach za bardzo głowy.
A potem…
A potem…
- Ja pierdole to był tak kretyński pomysł, że nie wiem, kto na to w ogóle wpadł?! - dostarczyła do ich pokoju, znaczy do jej pokoju świeżo zaparzoną herbatę (żadnego alkoholu!) i ciastka (nie liczą się do konkursu). W środku panował względny porządek, głównie dlatego, że prawie jej nie było w pomieszczeniu, miała w końcu dużo pracy i stanowczo za dużo emocji związanych z ostatnim miesiącem.
Jej torba papierowa stała przy wezgłowiu wciąż złączonego łóżka.
- Jeśli mnie przez to znienawidzicie, to skoczę z okna - dodała z przekonaniem, bardzo jaskrawo odsłaniając swoją niepewność wobec zawartości torby właśnie. To miała być głupia zabawa wietrząca jej głowę, a wyszło na to, że przez ostatnią godzinę myślała o nich jeszcze więcej i to bardzo stało w sprzeczności z założeniem. Miała swój plan, swój zakupowy klucz, ale nie była pewna, nie mogła być. A mogła nie banować bielizny i kupić im czarne i czerwone stringi cekinowe. To byłby tak wyborny żart! - To kto pierwszy? - rzuciła, wiążąc sobie włosy w bezładny kok na czubku głowy. Ta konstrukcja raczej długo nie zamierzała przetrwać.