17.02.2026, 20:43 ✶
Nokturn jaki był, każdy widział. W sumie to bardziej czuł, jak się wydawało Atreusowi, bo charakterystyczny zapach wydawał się wypełzać z zaułków i ostrzegać o obecności ulicy czarnoksiężników, już kilkadziesiąt metrów w przód. Dało się też zauważyć pewien spadek jakości lokali, które mijali, w miarę jak powoli kończyła się Horyzontalna, trochę jakby i właściciele sklepików powoli porzucali nadzieję co do porządniejszej klienteli. Nie wątpił, że większość z nich pewnie nawet cieszyła się z bliskości Nokturna, korzystając ze swoistej szarej strefy ile wlezie.
Było już późno, niebo ciemniało, a pogoda była typowa; wilgotno, mało przytulnie, a słońce chowało się cały dzień za szarymi, nijakimi chmurami. Cóż, przynajmniej nie cięło mrozem, jak to czasem zdarzało się w marcu. Wyszli więc z Victorią z małej kawiarenki, która oferowała kawę na wynos - rzecz może i zaczerpniętą z mugolskiej kultury, ale czasem zwyczajnie ratującą życie, szczególnie kiedy było się w ruchu, a wcześniejsze długie godziny spędzone nad raportami przeorały już człowiekowi mózg. Była całkiem okej, a przede wszystkim wystarczająca by obudzić zastany umysł.
- Nie no, ludzie, ktokolwiek? - dobiegło ich z boku, od strony niewielkiego baru, pod którą kłębiła się grupka osób. - Wiecie jak to jest? Ja już nawet nie wiem jak wyglądam! Mark nawet ostatnio zaczął myśleć, że wcale nie jest szatynem tylko rudy. RUDY LUDZIE? Czy wy to rozumiecie??
Bulstrode wcale nie uważał, ze bycie rudym było takie złe. Na przykład rude dziewczyny były całkiem fajne i wpadały w oko. No dobrze, faceci nie prezentowali się aż tak dobrze, jak się nad tym odrobinę dłużej zastanowił, ale niektórzy Weasleye nawet byli w porządku...
- Sprawdzimy o co chodzi? - zagadał do Victorii, ale nie czekając na odpowiedź i tak skręcił nieco w bok, prowadząc ich w stronę tłumiku.