Nora miała wyjątkowe szczęście podczas spalonej nocy. Dzięki temu, że cukiernia stała i pożar doszczętniej jej nie spłonął mogła pomóc rannym, to było naprawdę dość istotne podczas tego, co wtedy się działo. Lokal znajdował się przecież w samym centrum ulicy Pokątnej, dzięki czemu mogli pomóc sporej ilości osób. Nie miała pojęcia czemu do końca to zawdzięczała, ale płomienie nie zrobiły temu miejsce zbyt wielu szkód, oczywiście widać było ślady po tym, co się wydarzyło jednak wiele osób miało dużo mniej szczęścia od niej. Wolała nie myśleć o tym, ile ludzi straciło dobytek swojego życia, nieco przerażały ją te liczby.
- Widać istnieją osoby, które nie mają się czym zajmować w czasie wolnym, mogliby te siły skierować ku czemuś lepszemu, przecież to wcale nie wygląda tak, że praktycznie cała stolica płonęła... - Pokręciła jedynie głową. Nie potrafiła zrozumieć po co ktoś w tym momencie zajmował się czymś takim. Znaczy wiedziała, chcieli nieco namieszać w postrzeganiu rodziny jej przyjaciół, w świecie czystokrwistych ich działania nie do końca były aprobowane, bo przecież nie byli tak zapatrzeni w siebie i w jakieś chore poglądy jak trzeba, zamiast tego woleli pomagać innym, to mogło przeszkadzać... - Myślę, że ludzie mają oczy i wiedzą, jak wszystko wygląda, myślisz, że ktoś będzie miał czas przejmować się tym, co wypisują Ci, którzy siedzą w swoich wygodnych mieszkaniach ze złotymi klamkami? - Nie ma to, jak dobijać leżących, którzy próbowali spowodować, żeby jakoś dało się żyć na tym świecie. Wykorzystali to, co Longbottomowie robili dla innych, aby pokazać ich w złym świetle. Nie podobało jej się to, bo byli jej wyjątkowo bliscy, przyjaźniła się z Brenną i Erikiem od lat, wiedziała, że mieli dobre zamiary, zawsze pomagali słabszym.
- Tyle, że wy przecież nie robicie niczego złego. To oni utknęli w jakichś zamierzchłych czasach, kiedy status krwi miał jakiekolwiek znaczenie, zresztą nikt nie ma wpływu na to, skąd pochodzi. Naprawdę sądzą, że mogą ograniczać ludzi? Każdy ma prawo się rozwijać, spełniać swoje marzenia, są zazdrośni o to, że często Ci mniej wartościowi w ich mniemaniu są dużo bardziej uzdolnieni, kiedyś spadną ze swoich stołków, bo ludzie nie będą się na to godzić. - Norka była wyjątkowo bojowo nastawiona do całej sytuacji, bo uderzono w jej najbliższych, którzy mieli serce po dobrej stronie.
- Wiem, mam nadzieję, że to rozejdzie się po kościach, ludzie są zajęci innymi sprawami. - Próbowała znaleźć jakiś logiczny argument za tym, że ten artykuł okaże się nic nie znaczyć. Miała świadomość, że rodzina jej przyjaciół była zagrożona, szczególnie w momencie, w którym im podobni dogadywali się ze sobą, aby pozbyć się problemów, oby nie stali się celem śmierciożerców, znaczy już nim byli bo Warownia została zniszczona, ale póki co nikt nie próbował ich zabijać po kolei, co aktualnie było chyba jednym z pozytywów.
- Prawda i to nigdy się nie zmieni. - Również ścisnęła dłoń przyjaciela i się do niego uśmiechnęła. Nie mogła zrozumieć tego, że ktoś próbował w ten sposób wejść między nich, nigdy zresztą nie patrzyła na Erika inaczej niż jak na brata z innych rodziców. Od dziecka łączyła ich przyjaźń, był jej człowiekiem, zawsze mogła na niego liczyć, a ktoś postanowił to wykorzystać w naprawdę obrzydliwy sposób.
- Dobrze, to będzie słodkie, jak sobie życzysz. Może być czekoladowe ciasto z masą czekoladową? Zasłodzisz się tak, że przez tydzień będziesz chciał pozbyć się tej słodyczy. - Tak właściwie to było pytanie retoryczne, Figgówna najwyraźniej podjęła już decyzję, chciał słodkiego, to miał dostać słodkie, prosta sprawa.
Norka wskazała Erikowi wyższą szafkę, w której znajdowały się potrzebne naczynia, skoro miała go tutaj to nie musiała sama po nich skakać próbując kompletować cały sprzęt, sama zaś zajęła się przygotowaniem składników potrzebnych im do upieczenia ciasta.
- Tak, mogą użyć tego momentu do czegoś mniej spektakularnego, granica między światami będzie zatarta, kto wie, z jakich sztuczek mogą skorzystać. - Pamiętała o tym, co wydarzyło się w Beltane, i o konsekwencjach które spotkały osoby, które próbowały przeszkodzić wtedy działaniom Voldemorta. - Przed Samhain jest jednak ważniejsze święto... - Spojrzała na Erika uśmiechając się szeroko. - Nie pozwolą nam w tym, aby je odpowiednio celebrować. - Oczywiście, że zamierzała towarzyszyć przyjacielowi podczas jego trzydziestych urodzin, będzie mogła się nabijać z tego, jak bardzo był stary.