Prudence nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, że wizyta w jej rodzinnym domu zakończy się w ten sposób. Jasne - nie spodziewała się entuzjazmu, wiedziała, że rodzice mogą być nieco niepocieszeni tym, że postanowili zrobić po swojemu, nie informując nikogo o tym, co planują. Liczyła jednak na odrobinę zrozumienia, która się nie pojawiła, nie ze strony ojca. Widać było, że nie miał zamiaru tego zaakceptować. Widziała moment, w którym coś w nim pękło. Penelope nie mogła z tym niczego zrobić, to po prostu eskalowało bardzo szybko.
John rzucał słowa, zupełnie do niego niepodobne, niepasujące do tego, jak zachowywał się zazwyczaj, widać została przekroczona granica, co nie zmieniało jednak faktu, że mógł się do niej odnosić w ten sposób. Spoglądała na ojca niedowierzając w to, co mówił. To bolało, nie mogła zaakceptować tego, że mówił o niej w taki sposób. Rozczarowała go - z tym mogłaby się pogodzić, miał co do niej inne oczekiwania, tak się zdarzało, można było się mijać. Była jednak jego córką, nie powinien o niej mówić w ten sposób.
Wiedziała, że Benjy na to nie pozwoli, doskonale zdawała sobie z tego sprawę, widziała jego zaciskającą się szczękę, miała świadomość, że nie będzie już odwrotu, jej ojciec sam do tego doprowadził, a nie miała szansy usłyszeć wszystkich zdań, które padły, które powiedział.
To musiało się skończyć w ten sposób. Spojrzała w stronę Penelope, która nie bardzo miała jak zareagować, mimo, że próbowała złagodzić sytuację, czasem nie dało się nic zrobić i to był właśnie jeden z takich momentów. Było na to zbyt późno, żałowała, że nieodpowiednio kontrolowała czas, nie chciała, aby Benjy wysłuchiwał bezsensownego gadania jej ojca, nie chciała stawiać go w takiej sytuacji, ale to wszystko się stało, było zbyt późno, aby coś zmienić.
John próbował jeszcze coś powiedzieć, jednak nim zdążył to zrobić, dostał pięścią w twarz, samemu nie udało mu się w żaden sposób skrzywdzić męża córki, co powinien przewidzieć, nie miał z nim najmniejszych szans. Jego głowa nieco odskoczyła w bok, kiedy dotknęła, to znaczy uderzyła w nią pięść. Ciało mężczyzny również drgnęło, nie był na to przygotowany, żona złapała go pod ramię. Nie komentowała tego w żaden sposób, posłała Prue jedynie krótkie spojrzenie.
To był moment, w którym powinni się ewakuować, Prudence nie chciała tu dłużej zostać, zresztą nie mieli czego tu szukać, dotarło to do niej, mogli udać się do swojego nowego domu, w którym nikt nie będzie rzucał w nimi nieprzychylnymi komentarzami. Ojciec mógł być pewny, że jej noga szybko tu nie postanie, o ile w ogóle jeszcze kiedyś się tutaj pojawi, szkoda jej było tylko matki, która na pewno nie czuła się z tym dobrze. Ona nie mogła wybrać żadnej ze stron.
- Chodźmy. - Mruknęła jeszcze cicho do Benjy'ego. Zdecydowanie zależało jej na tym, aby opuścili to miejsce. Nie patrzyła na ojca, nie spojrzała na niego nawet przez krótką chwilę, zamiast tego złapała swojego męża pod ramię, poczekała, aż się ogarnie i będą mogli stąd wyjść i nigdy tutaj nie wrócić. To by było na tyle jeśli chodzi o rodzinne obiadki.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control