19.02.2026, 16:16 ✶
Omal nie roześmiała się na słowa Sebastiana, bo gdyby połamanie nóg, nawet przy konieczności mugolskiego leczenia, miało być kosztem wygranej wojny, to Brenna uznałaby, że to naprawdę niewielka cena. Ale to nie było takie proste, a gdyby wszyscy funkcjonariusze, na których zdrowiu odcisnęła piętno Spalona Noc, zechcieli wziąć dłuższe wolne, to chaos, w jakim tonęła Anglia, tylko by się zwiększył.
– Spokojnie, nie dolega mi nic poważnego. Ten kaszel dręczy większość londyńczyków, a uzdrowiciele poskładali resztę. Po prostu niekoniecznie powinnam jeszcze biegać po schodach. Zwłaszcza takich, na których tuż przed twoim nosem pojawiają się złośliwe duchy.
*
Co takiego podziałało?
Ostrzeżenia Sebastiana i uświadomienie sobie, że mężczyzna był egzorcystą i faktycznie mógł zamknąć ją w butelce, a potem podczas Samhain zmusić do odejścia na drugą stronę? Fakt, że faktycznie paru przechodniów zatrzymało się i szeptało między sobą, pokazując panią Turpin palcami? Szacunek wobec duchownego, bo pani Turpin, która już szykowała się chyba do tyrady wobec Brenny ostatecznie nie odważyła się chyba krzyczeć na kapłana? Może Macmillan był po prostu w istocie jedną z najbardziej charyzmatycznych jednostek w Londynie, co po prostu ukrywał na co dzień pod marudnymi wypowiedziami i mało reprezentatywnymi szatami?
Duch nadął się, a potem jakby zapadł w sobie.
Uniosła się trochę i opadła w dół.
A wreszcie…
– Ja… ja przepraszam – wydusiła z siebie, ku wielkiemu szokowi Brenny, która na moment aż zapomniała o zerkaniu co rusz w niebo, wciąż podświadomie czując, że zaraz posypią się z niego popiołu, a napięcie wywołane myślą o tym, że coś obok płonie, jakby trochę opadło.
Pani Turpin zaś znikła, pewnie chowając się w jakimś kącie kamienicy. Brenna rozejrzała się, nieufnie, wietrząc chyba podstęp, wymieniła spojrzenia z sąsiadką, wyraźnie rozzłoszczoną, a potem otworzyła z powrotem drzwi, zaglądając do środka.
– Wszystko w porządku, chłopcy?! – zawołała
– Ta! Apollo aportował już podejrzanych do MM, a my kończymy zabezpieczać ślady. Ta wredn… znaczy się ten duch się już uspokoił?
– Co zaskakujące, na to wygląda – stwierdziła, obracając się do Macmillana. – Nieźle, Sebastianie, chyba cię nie doceniałam. Jak uporam się ze wszystkim tutaj i z przesłuchaniami, podrzucę resztę dokumentów do waszego wydziału.
– Spokojnie, nie dolega mi nic poważnego. Ten kaszel dręczy większość londyńczyków, a uzdrowiciele poskładali resztę. Po prostu niekoniecznie powinnam jeszcze biegać po schodach. Zwłaszcza takich, na których tuż przed twoim nosem pojawiają się złośliwe duchy.
*
Co takiego podziałało?
Ostrzeżenia Sebastiana i uświadomienie sobie, że mężczyzna był egzorcystą i faktycznie mógł zamknąć ją w butelce, a potem podczas Samhain zmusić do odejścia na drugą stronę? Fakt, że faktycznie paru przechodniów zatrzymało się i szeptało między sobą, pokazując panią Turpin palcami? Szacunek wobec duchownego, bo pani Turpin, która już szykowała się chyba do tyrady wobec Brenny ostatecznie nie odważyła się chyba krzyczeć na kapłana? Może Macmillan był po prostu w istocie jedną z najbardziej charyzmatycznych jednostek w Londynie, co po prostu ukrywał na co dzień pod marudnymi wypowiedziami i mało reprezentatywnymi szatami?
Duch nadął się, a potem jakby zapadł w sobie.
Uniosła się trochę i opadła w dół.
A wreszcie…
– Ja… ja przepraszam – wydusiła z siebie, ku wielkiemu szokowi Brenny, która na moment aż zapomniała o zerkaniu co rusz w niebo, wciąż podświadomie czując, że zaraz posypią się z niego popiołu, a napięcie wywołane myślą o tym, że coś obok płonie, jakby trochę opadło.
Pani Turpin zaś znikła, pewnie chowając się w jakimś kącie kamienicy. Brenna rozejrzała się, nieufnie, wietrząc chyba podstęp, wymieniła spojrzenia z sąsiadką, wyraźnie rozzłoszczoną, a potem otworzyła z powrotem drzwi, zaglądając do środka.
– Wszystko w porządku, chłopcy?! – zawołała
– Ta! Apollo aportował już podejrzanych do MM, a my kończymy zabezpieczać ślady. Ta wredn… znaczy się ten duch się już uspokoił?
– Co zaskakujące, na to wygląda – stwierdziła, obracając się do Macmillana. – Nieźle, Sebastianie, chyba cię nie doceniałam. Jak uporam się ze wszystkim tutaj i z przesłuchaniami, podrzucę resztę dokumentów do waszego wydziału.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.