Kolejne zdania wypowiadane przez Stelle rzucały mu jakieś światło na cały obraz tej sprawy. Nie do końca jednak dawały możliwość rozwiązania tej niewiadomej. Pozwalały jednak zobrazować sobie to co mogła ona czuć i przeżyć wtedy.
Może jakby przesłuchali tę całą Josephine to dowiedzieliby się trochę więcej. Mogła zwrócić na coś uwagę. Zobaczyć coś czego nie ujrzała Stella w nagoni myśli i panice. Tak naprawdę była to chyba możliwie najlepsza opcja w zaistniałej sytuacji. Z drugiej strony zapewne wzbudziłoby to pewne obawy u niej i mogłaby źle patrzeć na Avery. A przecież już i tak uważała ją za “dziwną” czy wariatkę.
Jakby przyjrzeć się całej sprawie to jakiekolwiek poszukiwania mężczyzny ze snu i tak by nie przyniosło sukcesu. Przede wszystkim było za mało danych, które pomogłyby im go zlokalizować lub odnaleźć. Nie mogli ogrodzić całej ulicy Pokątnej brygadą uderzeniową tylko po to, aby przeszukać wszystko i wszystkich znajdujących się nieopodal. Zakładając jednak, że udałoby się go odnaleźć to co mieli z nim zrobić? Aresztować? Za to, że pojawił się we śnie? W takim sposób można by zatrzymać każdego insynuując, że znalazł się w czyimś śnie. To by się nie udało. A nawet jeśli, to ktoś poleciałby ze stołka za takie zachowanie.
- Jasne. Możesz na mnie liczyć - zapewnił ją. Powiedział to bez żadnego zawahania i zastanowienia. Chwilę mu zajęło aby przypomnieć sobie, że dzisiaj tak naprawdę nie może tego zrobić. Już jej to jednak obiecał i teraz nie było odwrotu - musiał coś wykombinować. Na całe szczęście w ministerstwie zawsze był Samuel z którym mógł się dogadać i jakoś zamienić godzinami. Taki też miał właśnie zamiar. Innej możliwości zresztą nie miał. Jakby teraz znowu wybrał pracę zamiast Stelli to najpewniej obraziłaby się na niego na zawsze i na dobre. I żadne przeprosiny czy pijackie eskapady by tego nie uratowały. A to byłoby dla niego najgorszą karą i nie wybaczyłby sobie tego chyba nigdy.
Siedząc w ciszy zrozumiał, że mógł powiedzieć coś nie tak. Coś co nie do końca chciał powiedzieć. Obawiał się jak Avery zrozumiała jego intencję związane z wizytą u specjalisty. Nie powiedział tego w znaczeniu, że jest wariatką i przydałaby jej się wizyta u takiego fachowca aby jej pomógł bo tego potrzebuje. Chodziło mu raczej o swego rodzaju troskę o nią? Wolał aby nie stała jej się krzywda, a nie raz słyszał historię jak ludzie tracili zmysły przez niektóre wydarzenia.
Prawda była taka, że Stella nie przejawiała takiego zachowania w żadnym stopniu. Nie zrozumiała w ten sposób jego słów. Wiedziała, że chciał dobrze i nie zaproponował tego w tym samym kontekście co oskarżenia Josephine. Odpowiedź Avery była dodatkowym potwierdzeniem na to, że się o to nie gniewa. Może Stanley stał się lekko nadwrażliwy na jej punkcie i wolał nie popełnić żadnego faux pas?
- Pamiętaj. Nic ci się nie stanie - powiedział - I to zapewne był tylko jednorazowy przypadek - dodał kiedy dziewczyna dopijała swojego zioła, które ku jego zaskoczenie zdawały się działać tak jak powinny. Z każdym kolejnym łykiem Stella zdawała się być coraz bardziej spokojna i wyluzowana. Nie trzęsła się już, a jej oczy przestawały być przeszklone.
Siedzieli tak jeszcze kilka albo kilkanaście minut, aż panna Avery stwierdziła, że na nią już czas. Zapewne dlatego bo nie chciała nadużywać gościnności. Przyszła tutaj i zrobiła lekkie zamieszanie tak jak Stanley pewnej nocy. Dodatkowo nie spodziewała się, że w tym mieszkaniu przebywa ktoś więcej niż sam Borgin. Gdyby wiedziała o takim obrocie spraw, to najpewniej zrobiłaby inne pierwsze wrażenie na Anne Borgin. Jednak czy można było ją w tym momencie o to oskarżać lub oceniać?
Pożegnali się, a dziewczyna podziękowała za gościnę i chwilę później wróciła do swojego mieszkania. Stanleyowi nie było jednak dane wrócić do dalszego snu. Wzywały obowiązki i musiał załatwić jeszcze kilka spraw w ciągu tego dnia aby na wieczór móc przypilnować panny Avery w jej mieszkaniu.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972