Marzyciel. Marzyciel brzmiało ładnie. Atreus bardzo chciałby być marzycielem, bo według niego ci mieli jakoś łatwiej w życiu. Gonili za tymi swoimi celami, tworzyli w głowach wielkie projekty i przede wszystkim byli niepoprawnymi wręcz optymistami. Bo trzeba było być kimś, kto pozytywnie patrzył na świat, jeśli chciało się mieć luksus bycia marzycielem.
- Nie, nie. Kawa i pączki mogą być. Jakby były lepsze to by się niektórym zanadto w głowach poprzewracało - prychnął z pewną nutą rozbawienia. Tak, gdyby był marzycielem, pewnie nie siedziałby teraz tutaj z wieloma pytaniami w głowie, zamiast tego oczekując od Harper radosnego powiedzenia, że zgadza się na wszystko. Gdyby był marzycielem, to jej kolejne słowa, sprowadziłyby go brutalnie na ziemię. Ale on spodziewał się tego wszystkiego. Spodziewał się problemów, bo wiedział przecież jak Ministerstwo Magii działało. Wiecznie pod górkę. Wiecznie coś i jakieś ale. Każdy robił dla siebie, a nie dla całej reszty. On nawet też nie był wyjątkiem.
- Cieszę się, że pomysł się podoba - podsumował na wstępie, przez moment, bardzo krótki z resztą, obracając w głowie jeszcze raz wszystkie kwestie, zastanawiając się co właściwie powinien powiedzieć i od której strony to ugryźć. Moody nie była problemem, było to widać już tutaj, kiedy siedzieli po dwóch stronach jej zagraconego biurka i spoglądali na siebie. - Ja się wszystkim zajmę - zawyrokował wreszcie, wzruszając przy tym ramionami. - Wystarczy mi zielone światło, żeby rozpocząć tę okropną tułaczkę od departamentu do departamentu, prosząc o świstki i papierki, które by to umożliwiły. Prosząc o przekierowanie odpowiednich funduszy, ewentualnego personelu, albo próbując przekonać odpowiednie osoby że to jest bardzo dobry pomysł - już wiedział, jak będzie go to denerwować. Jak bardzo nie chciało mu się użerać z Departamentem Skarbu, albo nadmiernie przymilać się do Ministry, bo swoim zdaniem nie zachwycił jej jeszcze wystarczająco, by lekką ręką przekonać ją do swoich pomysłów. Ale cóż, będzie musiał spróbować. - Z resztą, zanim cały biurokratyczny taniec zostanie odprawiony... mam wrażenie że do tego czasu przynajmniej częściowo uporamy się z tym co przyszło po Spalonej Nocy. Nie mówię też o całkowitym przegrupowaniu, w końcu bycie aurorem to bycie aurorem. Bardziej cos na kształt grupy którą ma pod sobą Crickerly, aczkolwiek nie publiczną, jeśli oczywiście by się tak udało.