Słyszenie wulgarnych słów z ust damy było zawsze czymś - Victoria za każdym razem potrafiła go tym zaskoczyć. Pewnie dlatego, że tak rzadko mówiła coś... takiego. Były jednak słowa, które nie uchodziły za wulgarne, a jendak nie kojarzyły się dobrze - jak chociażby świnia. I w tym momencie Laurent doznał pewnego dysonansu, ale nawet jeśli mimika miałaby go zdradzić, to zostało to ukryte za jego maską. Uśmiechnął się na moment szerzej, bo co tu więcej dodać - miała rację. I pozostał im uśmiech, bo już płakać za tragediami, jakie potrafiły się dziać, nie było sensu - nie pomyślał Laurent nigdy. Był w końcu mistrzem świata w płakaniu za wszystkim, wszystkimi i przeżywania werterowskich bóli serca za utraconymi cudami świata.
- Cieszę się, że trafiłem na tak wspaniałomyślną osobę względem tego. Wszak... to nie tak oczywiste. - Nawet jak na to, jak sam chciałby o tym myśleć. Chciał wierzyć w ludzką dobroć, w szczerość, w przychylności słane sobie wzajem. Czasem próbował siebie samego oszukiwać, że już tak aż w ludzi nie wierzy, że teraz stał się realistom. Potem uświadamiał sobie, że przekleństwo morza kołysało nim na boki i nakazywało być ciągle tą samą istotą, która spoglądała w niebo i myliła je z odbiciem gwiazd w tafli wody.
Na następne słowa o bohaterce zawtórował jej śmiechem - dźwięcznym, delikatnym, który był muzyką samą w sobie. Szmerem dzwonków na wietrze, dotykiem kropel deszczu na wiosennych liściach. Fakt, dzisiaj była bohaterką.
- Zamaskowana, tajemnicza bohaterka. - Odezwał się tak, że brzmiało to... zalotnie. A na pewno wybrzmiewała w tym adoracja i ciepło słane względem tych słów. Wziął ją więc pod ramię, prostując się i wzrokiem zapytał, gdzie chciałaby się udać. Mogła prowadzić - mógł spełnić życzenie jej serca, bo... tak, był jej to wszak winien. - Z przyjemnością. Nie mógłbym odmówić mojej tajemniczej wybawicielce. Choć... ponad ogień preferuję wodę. - Szczególnie po ostatnich wydarzeniach. Mogła poczuć, że na wspomnienie o tym płonięciu nieco się napiął, ale wyraz jego twarzy nie zdradził emocji z tym związanych. Zaraz zresztą się rozluźnił i ruszył z nią do drinków. - Co dla pani?