20.02.2026, 02:06 ✶
Zanim jeszcze usłyszała jego głos, poczuła zmianę w przestrzeni - subtelne przesunięcie powietrza, cień padający na stół, ciepło czyjejś obecności zbyt blisko, by je zignorować. Uniosła wzrok powoli, jakby dawała sobie ułamek sekundy więcej na uporządkowanie myśli, które rozproszyły się niebezpiecznie szybko.
- Ciebie również - odpowiedziała, a jej ton był gładki, wyważony, z odcieniem szczerości, którego nie próbowała ukrywać. Nie był to chłód, nie była to przesadna serdeczność. Raczej coś pomiędzy. Kiedy wspomniał o grzańcu, spojrzała na kubek w swojej dłoni, jakby naprawdę musiała sobie przypomnieć, po co tu jest.
- Wygląda na to, że tak - odparła z lekkim uniesieniem brwi. - Podobno zbierają opinie przed Yule. Uznałam, że mogę poświęcić się dla dobra ogółu.
Ciepło ceramiki wciąż ogrzewało jej palce, choć nie była pewna, czy to ono odpowiada za delikatne zaróżowienie skóry. Uniosła kubek i upiła mały łyk, tym razem już świadomie. Smak był korzenny, odrobinę zbyt intensywny, ale przyjemny - zostawiał na języku ślad, który nie znikał od razu.
Gdy zapytał, czy czeka na kogoś, na moment zawiesiła spojrzenie na jego twarzy. To było krótkie, uważne spojrzenie - takie, którym bada się nie tyle pytanie, co intencję stojącą za nim. Zauważyła to drobne napięcie w jego postawie, tę gotowość do wycofania się, jeśli da mu pretekst. I może powinna skorzystać z tej furtki.
- Nie, nie. Zapraszam - wskazała krzesło naprzeciwko i zrobiła krótką pauzę, jakby spodziewała się, że wyśmieje ją i odejdzie z aroganckim uśmieszkiem. Jakby wciąż spodziewała się po nim najgorszego.
Oparła łokieć o stół, splatając palce wokół kubka, i przyjrzała mu się uważniej. W półmroku Kotła jego sylwetka wydawała się bardziej surowa, mniej wyraźna niż w jaśniejszych przestrzeniach, do których była przyzwyczajona. A mimo to pasował tu, może właśnie przez tę nutę nieoczywistości.
- Miałam tu niedawno spotkanie służbowe. Właściwie już wychodziłam, ale zatrzymała mnie ta... degustacja - wyjaśniła krótko, żeby nie pomyślał sobie, że ktoś ją wystawił. Czy mógłby pomyśleć, że umówiłaby się na randkę w takim miejscu? Czy w ogóle rozważał to w takich kategoriach? Czy może bardziej w kwestii własnych interesów, jeśli w ogóle takie posiadał? Stop. Po co miałaby zadawać sobie te pytania, przecież to jej wcale nie interesuje. Wcale.
- A ty? Co tu robisz? - zapytała z łagodnym, niemal niewinnym zainteresowaniem, unosząc brew odrobinę wyżej. - Próbowałeś nowej receptury? - Wiedziała przecież o jego awersji do alkoholu. A jednak potrafił z uprzejmości przyjąć kieliszek czy kubek, jakby sama odmowa była większym faux pas niż późniejsze odstawienie napoju nietkniętego.
- W ostatnim tygodniu byłam bardzo zajęta - dodała nagle, jakby próbowała usprawiedliwić fakt, że od ich spotkania (randki?) nie wykazała żadnej chęci ani zainteresowania (powinna?). To był tylko gest wdzięczności, prawda? Eleganckie domknięcie historii. Po cholerę więc, próbowała się teraz usprawiedliwiać?
- Ciebie również - odpowiedziała, a jej ton był gładki, wyważony, z odcieniem szczerości, którego nie próbowała ukrywać. Nie był to chłód, nie była to przesadna serdeczność. Raczej coś pomiędzy. Kiedy wspomniał o grzańcu, spojrzała na kubek w swojej dłoni, jakby naprawdę musiała sobie przypomnieć, po co tu jest.
- Wygląda na to, że tak - odparła z lekkim uniesieniem brwi. - Podobno zbierają opinie przed Yule. Uznałam, że mogę poświęcić się dla dobra ogółu.
Ciepło ceramiki wciąż ogrzewało jej palce, choć nie była pewna, czy to ono odpowiada za delikatne zaróżowienie skóry. Uniosła kubek i upiła mały łyk, tym razem już świadomie. Smak był korzenny, odrobinę zbyt intensywny, ale przyjemny - zostawiał na języku ślad, który nie znikał od razu.
Gdy zapytał, czy czeka na kogoś, na moment zawiesiła spojrzenie na jego twarzy. To było krótkie, uważne spojrzenie - takie, którym bada się nie tyle pytanie, co intencję stojącą za nim. Zauważyła to drobne napięcie w jego postawie, tę gotowość do wycofania się, jeśli da mu pretekst. I może powinna skorzystać z tej furtki.
- Nie, nie. Zapraszam - wskazała krzesło naprzeciwko i zrobiła krótką pauzę, jakby spodziewała się, że wyśmieje ją i odejdzie z aroganckim uśmieszkiem. Jakby wciąż spodziewała się po nim najgorszego.
Oparła łokieć o stół, splatając palce wokół kubka, i przyjrzała mu się uważniej. W półmroku Kotła jego sylwetka wydawała się bardziej surowa, mniej wyraźna niż w jaśniejszych przestrzeniach, do których była przyzwyczajona. A mimo to pasował tu, może właśnie przez tę nutę nieoczywistości.
- Miałam tu niedawno spotkanie służbowe. Właściwie już wychodziłam, ale zatrzymała mnie ta... degustacja - wyjaśniła krótko, żeby nie pomyślał sobie, że ktoś ją wystawił. Czy mógłby pomyśleć, że umówiłaby się na randkę w takim miejscu? Czy w ogóle rozważał to w takich kategoriach? Czy może bardziej w kwestii własnych interesów, jeśli w ogóle takie posiadał? Stop. Po co miałaby zadawać sobie te pytania, przecież to jej wcale nie interesuje. Wcale.
- A ty? Co tu robisz? - zapytała z łagodnym, niemal niewinnym zainteresowaniem, unosząc brew odrobinę wyżej. - Próbowałeś nowej receptury? - Wiedziała przecież o jego awersji do alkoholu. A jednak potrafił z uprzejmości przyjąć kieliszek czy kubek, jakby sama odmowa była większym faux pas niż późniejsze odstawienie napoju nietkniętego.
- W ostatnim tygodniu byłam bardzo zajęta - dodała nagle, jakby próbowała usprawiedliwić fakt, że od ich spotkania (randki?) nie wykazała żadnej chęci ani zainteresowania (powinna?). To był tylko gest wdzięczności, prawda? Eleganckie domknięcie historii. Po cholerę więc, próbowała się teraz usprawiedliwiać?