• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[12.1957] Everyone’s a little helpless around midnight.

[12.1957] Everyone’s a little helpless around midnight.
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#5
20.02.2026, 12:20  ✶  

Miała wrażenie, że czas się zatrzymał, że istniała tylko ta wieża astronomiczna i oni. To było naprawdę przyjemnym uczuciem, świadomość, że nikt, ani nic nie może w to ingerować. Być może było to tylko i wyłącznie wynikiem drobnego upojenia alkoholowego, przypadkowego spotkania w tym miejscu, jednak nie doszłoby do tego, gdyby faktycznie nie reagowali na siebie podobnie. To coś między nimi wisiało w powietrzu od lat. Bronili się przed tym, ale wystarczyła odpowiednia chwila, nieco burbonu, a oni w końcu przekroczyli granicę. Wyjątkowo nie miała nic przeciwko temu, dzisiaj nie rozmyślała, nie rozkładała wszystkiego na czynniki pierwsze i czuła, że to jest właściwe, że tak miało być. Była szczęśliwa, jak nigdy wcześniej. Świat wydawał się być miękki, ale przy tym okropnie przyjemny. Dawno nie czuła takiej lekkości.

Nie musiała udawać, że go nienawidzi, rzucać w niego tymi zimnymi spojrzeniami, mogła w końcu robić to, na co faktycznie miała ochotę, najwyraźniej nie tylko ona, bo przecież do tego co się między nimi działo potrzeba było dwojga, a on również wydawał się być zupełnie inny niż na co dzień. To było miłą odmianą, naprawdę miłą, chciałaby zostać w tej wieży na zawsze, mogłaby tak tkwić między jawą, a snem, wydawało jej się to całkiem właściwe. Wierzyła w to, że jest z nią szczery. Nie zachowywałby się w ten sposób, gdyby to była kolejna sztuczka, kolejna próba manipulowania nią, nie patrzyłby na nią w ten sposób. Naprawdę nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości.

Prue nie zachowywała się w ten sposób, nie miała w zwyczaju robić czegoś bez zastanowienia, tym razem było jednak zupełnie inaczej. Zresztą przy nim to było całkiem normalne, potrafił powodować, że nie zastanawiała się nad konsekwencjami swoich czynów, robił to kiedy byli dzieciakami, robił to też później, gdy szukała sposobów, aby uprzykrzyć mu życie, robił to też teraz, kiedy zupełnie nie myślała o tym, do czego to może doprowadzić, wręcz przeciwnie, miała wrażenie, że w końcu będzie normalnie, że faktycznie mieli szansę po tym do czego między nimi dzisiaj dochodziło na coś dobrego. Nie mogło być inaczej, nie czułaby przecież takiej lekkości.

Nie mogła odmówić sobie komentarza, nie należała do osób, które to robiły, przynajmniej kiedy była z kimś blisko. Zazwyczaj bowiem mimo tego, że dostrzegała wiele, to stała z boku i nie wtrącała się zbytnio gdy nie chodziło o nią. Inaczej wyglądało to, kiedy sprawy dotyczyły jej zachowania, czy tych na którym jej zależało. Mogła udawać, że tak nie było, grać, jednak od najmłodszych lat miała do niego sentyment, okazywała to w różne sposoby, w zależności od tego, czego akurat wymagała sytuacja. Nawet w nienawiść do jego osoby angażowała się bardziej niżeli do kogokolwiek innego. Gdyby tak nie było to byłaby obojętna, ignorowała jego zagrywki.

Czy wiedziała co było najlepsiejsze? Zmrużyła nieco oczy i zmarszczyła nos, próbując znaleźć odpowiedź na zadane przez niego pytanie. Starała się nie ruszać, chociaż świat wokół niej się rozmywał i odrobinę wirował, dłonie, które trzymał na jej talii jednak całkiem skutecznie przytwierdziły ją do podłoża. Nie mogła przestać skupiać się na tym dotyku, przynosił bardzo przyjemne ciepło, on zawsze nim emanował.

Co było w tym wszystkim najlepsze? Być może to, że w końcu nie musiała się przy nim pilnować, że mogła zdjąć tą niewygodną maskę, mogła z nim rozmawiać jak wcześniej, a nawet pozwolić sobie na coś więcej, mogła patrzeć się w jego oczy bez zastanawiania się nad tym, czy ją na tym przyłapie? Nie wiedziała, nie miała pojęcia, co było najlepszym z tego wszystkiego. Trudno byłoby jej wybrać jedną rzecz, czuła, że to wszystko, całościowo było najlepszym, co mogło jej się przytrafić.

Uśmiechnęła się, kiedy się odezwał. To brzmiało trochę jak jej przemyślenia. - Ty tu esteś i jeeestem ja. Prossste. - Pokiwała jeszcze głową, aby potwierdzić swoje słowa. Tak, byli tu razem, ciągle wokół siebie krążyli, nie sądziła, aby miało się to zmienić, traktowała to raczej jako jedną z nielicznych stałych w swoim życiu.

- Potem, potem to sięnieliczy. Jest teraas, terasieliczy. - Nie wydawał się jej istotny ten kilkuletni epizod kiedy ziali do siebie nienawiścią, to nie miało znaczenia, skoro poszli po rozum do głowy, nie było po co tego roztrząsać, do tego wracać, skoro już wszystko było dobrze. To miało być dobrze, na pewno nie wrócą po tym, co się dzisiaj wydarzyło do tego, co działo się wcześniej. Wydawało jej się to bardzo logiczne, najbardziej logiczne na świecie, bo przecież w tej chwili wszystko było takie proste i miłe i przyjemne. Nie mogło być lepiej, a po co psuć coś co było właśnie takie?

- ale to przessiebie, przesiebie zostałam głuptasem - Łatwo jej było uwierzyć w to, że stała się dla niego ciężarem, bardzo dobrze grał w tę grę, i chociaż nie chciała w to wierzyć, to kiedy zachowywał się w ten sposób to łatwo było jej to uznać za prawdziwe. - chciałabym wiedzieć wszyssssstko, ale nie wiem, nawet jak paczę to nie wiem nic. - Próbowała go rozgryźć, ale nie potrafiła tego zrobić, miała wrażenie, że przestała go znać, ale to nie było prawdą po prostu całkiem nieźle się ukrywał, na szczęście już wiedziała, jak to wygląda.

Poruszyła odrobinę głową, gdy wspomniał o tych rogach, chciała nimi poruszyć. Piekły ją policzki, bo mówił o tym, że mu się podobała i chyba nie kłamał, nie spodziewała się, że ktoś taki jak ona, może się wydawać atrakcyjny, nie dla niego. - Terass już wjjem. - Wszystko jej przecież powiedział, to wiedziała, co nie zmieniało faktu, że było to dla niej całkiem nowe, jednak nie wydawało się niewłaściwe. Naprawdę wierzyła w to, co do niej mówił, nie mógłby przecież tak doskonale kłamać.

Potwierdzeniem jego słów były kolejne pocałunki, które smakowały jak coś zakazanego, a jednocześnie najbardziej właściwego na świecie. Zatracała się w nich, bo mogła, czuła na swojej talii jego palce, później na plecach, ich ciepło przebijało się przez materiał swetra. Nie spodziewała się, że kiedyś będą mogli zbliżyć się do siebie w ten sposób, to nie tak, że  się nad tym nie zastanawiała, łapała się na podobnych myślach, kiedy dyskretnie go obserwowała, intrygowało ją to, jak smakowały jego usta, jak to by było ciągle być gdzieś obok, czy mieliby szansę sięgnąć po coś więcej. Nie mogła odpędzić od siebie tych myśli, choć wiedziała, że nie są właściwe, że nie powinna w ogóle pozwalać sobie na podobne koncepcje, nie była jednak w stanie z tym walczyć, to pojawiało się wbrew rozsądkowi. Teraz dostawała odpowiedzi na te wszystkie nurtujące ją pytania, wiedziała już jak to jest go całować, jak to jest znajdować się tak blisko niego i to przerosło jej oczekiwania, nie spodziewała się, że może być aż tak przyjemnie, aż tak dobrze, zwłaszcza, że nie zabijał jej już spojrzeniem, tylko patrzył jak na kogoś naprawdę wyjątkowego.

- Wiem, sssczekałam na to. - Odliczała dni, miesiące do końca roku szkolnego. Nie chciała dłużej chodzić do szkoły, wierzyła w to, że kiedy opuści mury Hogwartu w końcu łatwiej będzie jej się odnaleźć. Nie przepadała za tym miejscem, jasne radziła sobie nie najgorzej ale było tu wielu ludzi, którzy spoglądali na nią nieprzychylnie z racji na to, iż trochę odstawała od reszty. Ponoć dalej miało być inaczej, naprawdę w to wierzyła. - Troszkę byłeś... tak ooo. - Wyciągnęła przed siebie dłoń, zmrużyła przy tym oczy i pokazała coś na kształt niewielkiej odległości między palcami. - Oooocupinkę. - Dodała jeszcze, gdyby jej do końca nie zrozumiał. - ale ja teszniebyłam miła. - Oczywiście, że nie zamierzała udawać, że było inaczej, miała swój osobisty wkład w to, jak wyglądała ich relacja. - Ja nie latam, nie latam jak kaffel. - Nigdy nie rozumiała tych jego odniesień do qudditcha, to pewnie nie miało się zmienić, nigdy nie miało się zmienić. - Nie musisz mnie łapaśśśś, tu jestem przecież. Nie chce ussssiekać. - Jak w ogóle mógł sobie tak o tym pomyśleć. No stała tutaj, była w tej wieży z nim, nie chciała uciekać. Podobała jej się ta zmiana. Podobało jej się to, że sugerował, że to nie na chwilę, że faktycznie coś miało się zmienić, bo dlaczego by nie. Był taki odważny, chciał się postawić ojcu, dla niej? Niesamowite. - Jebaś wszyskich. - Dodała całkiem rezolutnie i pokiwała przy tym twierdząco głową. To brzmiało, jak sprytny plan, bardzo sprytny, na pewno musiał wypalić. Nic nie mogło przecież stanąć im na przeszkodzie, nie teraz, już nie. Byli dorośli, mogli robić to, na co mieli ochotę, argumenty Wish'a naprawdę do niej przemawiały. - Już jesteśmy głupi razem. - To się działo, nie musieli niczego zmieniać, to już trwało i wydawało jej się, że nie ma odwrotu, nie chciała, żeby był, dawno nie czuła się przecież tak lekko. Naprawdę jej się to podobało.

Było to całkiem odważne postanowienie noworoczne, jednak wcale go nie podważała. Nie miała w zwyczaju w ogóle robić takich rzeczy, raczej kiedy chciała coś zmienić robiła to od momentu, w którym w ogóle pojawiała się taka myśl, ale w tej chwili nie uznawała tego za coś głupiego, to brzmiało całkiem rozsądnie. Ten rok miał być tym, kiedy naprawdę wiele miało się zmienić, opuszczali szkolne mury, zaczynali dorosłość, fajnie byłoby mieć kogoś kto mógł w tym towarzyszyć, naprawdę fajnie, jeśli miałby to być właśnie Wish.

- Aleee, aleeee - Musiała mu wejść w słowo, ponownie zmrużyła przy tym oczy, coś właśnie przetrawiała. Niby dlaczego miał jej dawać cokolwiek, przecież nie dlatego chciała być obok niego, z nim. Nie o to jej chodziło. Nie musiał jej nic dawać, niczego nie potrzebowała poza tym, że po prostu był. - Nie chseniszego. - Starała się zabrzmieć bardzo pewnie, chociaż słowa nieco jej się plątały, wychodziły też z jej ust szybciej niż normalnie. - Jaa nie chseeee niszego. - Powiedziała wolniej, żeby mieć pewność, iż to do niego dotarło. - NIC NIEEE CHCE. - Jeszcze raz, dużymi literami, żeby wiedział na pewno.

- Nie musisz mi niszego dawać, bądźź tu poprossu. - No, to by było na tyle. Nie miała żadnych pragnień, nie chciała niczego, wystarczyło, żeby po prostu przy niej był, w taki sposób, bez masek, taki jaki był naprawdę. To było jedyne, na czym jej w tej chwili zależało.

Dużo pytań, dużo informacji, musiała jakoś za nim nadążyć, zapomniała jak szybko potrafił zmieniać temat, jak szybko przeskakiwał między nimi, rozmywający się świat jej tego nie ułatwiał, próbowała się skupić, żeby nie pozostać w tyle, ale to wcale nie było takie proste. Pociągnęła nosem, próbując sprawdzić, czy faktycznie pachniała tak jak mówił, nie wydawało jej się, nigdy nie zwracała na to uwagi, ale on tak, pewnie to było coś takiego, jak to, że on często pachniał wiatrem, słońcem i atramentem. Ludzie tak mieli, tylko nie zwracała uwagi na zapachy jakie roztaczali wszyscy, ten jego potrafiła rozpoznać.

- Nigdy nie naswałabym się prymitywem. - Zaprzeczyła całkiem głośno, co to to nie, skupiła się na tej części jego wypowiedzi, dopiero po chwili dotarło do niej, co mogło być tą jedną rzeczą o której myślał. Na jej ustach malowało się zdziwienie, ale czy powinno, przecież sama myślała o różnych rzeczach, niekoniecznie całkiem poprawnych. - Zapomniałam o śżnieszycy. - Bardzo łatwo było to zrobić, kiedy znaleźli się tutaj razem, chłód, który przynieśli z dworu został zastąpiony przez przyjemne ciepło, które niosły ze sobą jego dłonie, czy ciepły oddech, chcąc nie chcąc to na tym się skupiała, a nie śnieżycy, która szalała poza wieżą. - To drugie, bardziej, tosnaczy nie całkiem, dokładniej, wieższ, myślę otymsze, jest dobsze i fajnie i miło... i... - I zawiesiła na nim wzrok na dłużej, nie dokańczając swojej myśli.

- Najlepszy z najlepsiejszych, tak, comyszślisz? - Oczywiście, że chciała wiedzieć o czym myśli, oczywiście, że uważała go za najlepszego z najlepszych, nie mogło być inaczej, nawet jeśli zupełnie nie znała się na tym, czym zajmował się w wolnym czasie. Wiedziała, że był najlepszy, był najlepszy we wszystkim.

- Mogem? - Nie czekała na odpowiedź, bo w sumie dostała już zaproszenie, wiec chyba faktycznie mogła skorzystać z tej propozycji, jej palce, nieco chłodne wsunęły się pod jego koszulę i zatrzymały na brzuchu, ciepłym, umięśnionym, przymknęła na moment oczy, żeby za bardzo się na tym nie skupiać. Miała nadzieję, że nie odsunie się od niej przez ten chłód którym emanowała. - Tfojaaa koszulka byłaby jak sukienka, jesteś duuuszy, baaaaardzo duuuuuszy. - Najwyraźniej nie tylko jej brakowało tego, co kiedyś było oczywistością. Kiedy byli młodsi pojawiała się na wszystkich meczach, mimo, że tego nie lubiła, mimo, że nie znosiła tego całego latania na miotle za piłkami, robiła to tylko dlatego, że on grał w drużynie, a ona lubiła jego, więc to było całkiem prostym równaniem, że musiała siedzieć na trybunach i kibicować mu najgłośniej ze wszystkich. - Szalik jest ok, łatwiejszy, szalik moższe być, będę na boisku, to znaszczy na meczu, boisku njeee, ale przyjdę na szystkie. - Skoro tego chciał, jakże mogłaby mu tego odmówić. Jej palce bardzo powoli muskały jego skórę, nie była w stanie utrzymać ich w jednym miejscu, kiedy już znalazły się pod jego koszulą pozwoliła sobie nieco eksplorować jego ciało.

- Jusz szystko inne jest, dobrze juszzz jest. - Nie mogli nic zrobić z tym, że przez lata bardzo skutecznie trzymali się od siebie z daleka sprawiając sobie przy tym sporo przykrości, grunt, że udało im się dojść do porozumienia, wszystko wyjaśnić, wystarczyła jedna rozmowa podczas Yule, aby zmienili swoje nastawienie, to świadczyło samo za siebie, najwyraźniej ta nienawiść była bardziej na pokaz niż mogło się wydawać, przecież inaczej tak lekko nie przyszłaby im ta zupełna zmiana podejścia.

Roześmiała się w głos, kiedy jego usta trafiały po kolei w miejsca na jej ciele. Był taki uroczy, nie miała pojęcia ile muśnięć przed chwilą dotknęło jej ciało, ale było to naprawdę przyjemne, podobało jej się to podejście, podobała jej się ta zmiana, która między nimi zaszła, nie wyobrażała sobie, że może być między nimi, aż tak dobrze, że są skłonni zostawić za sobą wszystkie nieporozumienia, ale w tej chwili naprawdę wydawało jej się to prawdziwe, najbardziej prawdziwe ze wszystkiego, co wydarzyło się w jej życiu. Serce podskakiwało jej w klatce piersiowej, była podekscytowana tą zmianą, jaka między nimi zaszła.

Popatrzyła na niego, kiedy się odsunął. Wpatrywała się w chłopaka dłuższą chwilę. Trawiła w głowie jego słowa. Chciał być z nią? Tak na serio? Być, być, bez ściemy? Mrugnęła dwa razy. Naprawdę tutaj był, naprawdę to padło z jego ust. - Być ze mną? Tak serioserio być? - To brzmiało trochę jak coś co nie mogło się wydarzyć, chociaż w tej chwili, w tej chwili właściwie wszystko mogło się zdarzyć, więc może miało to sens. - Też chcę, tosnaczy nie ze sobąatobą. - Sprostowała, gdyby to nie było do końca jasne.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (8000), Prudence Fenwick (3911)




Wiadomości w tym wątku
[12.1957] Everyone’s a little helpless around midnight. - przez Prudence Fenwick - 15.02.2026, 23:43
RE: [12.1957] Everyone’s a little helpless around midnight. - przez Benjy Fenwick - 16.02.2026, 01:23
RE: [12.1957] Everyone’s a little helpless around midnight. - przez Prudence Fenwick - 16.02.2026, 21:27
RE: [12.1957] Everyone’s a little helpless around midnight. - przez Benjy Fenwick - 19.02.2026, 21:25
RE: [12.1957] Everyone’s a little helpless around midnight. - przez Prudence Fenwick - 20.02.2026, 12:20
RE: [12.1957] Everyone’s a little helpless around midnight. - przez Benjy Fenwick - 22.02.2026, 04:46

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa