20.02.2026, 16:27 ✶
– No cóż, kremowe piwo jest dobre pod każdą postacią – przyznała, uśmiechając się lekko. Także pod tą alkoholową. Tyle że tę standardową lubiła równie mocno, więc wolała nie sięgać po to mocniejsze bez potrzeby, a wina, drinki, szampany, miody… na pewno pośród nich znalazłaby takie, które by jej podpasowały. Ale gdzieś w niej tkwiła obawa, że akurat kiedy wypije o kieliszek za dużo, na Londyn spadną popioły. Nie wspominając już o tym, że potem miewała zwariowane sny i nie była pewna, czy to robota widmowidzenia, które po alkoholu zaczynało dziwnie działać, czy może tak jej organizm reagował na alkohol. Ostatecznie wolała więc szukać nowych smaków wśród słodyczy, napoi albo po prostu karty dań w restauracjach. – To nie tylko moja praca, Heath. To teraz moje życie – dodała, łagodnie, wciąż się do niej uśmiechając. Nie wymagała tego od Wood ani od innych, i nie mogła też w pełni rozwinąć tematu w Dziurawym Kotle, ale co gdyby potrzebował jej Dumbledore? Co gdyby była potrzebna komuś innemu z Zakonu? Miała trochę wyrzuty sumienia wręcz, że ta nalewka u Yaxleyów tak strasznie ścięła ją z nóg. Chociaż Gerard być może był zadowolony, że ktoś poza nim sięgnął po ten szaleńczo mocny trunek, z pewnością unikany przez każdego rozsądnego człowieka.
– Pewnie. Wasze wesele na przykład – zgodziła się jednak bez żadnych oporów, na moment wyciągając rękę do Heather, i och bogowie, jeśli miałaby czołgać się po tłuczonym szkle, aby to wesele się odbyło bez przeszkód, i w radości młodych dotarło do szczęśliwego końca, a ich życie nie rozsypało się dzień później, to byłaby gotowa właśnie to zrobić. – Wybraliście już konkretną datę? Bo jeśli faktycznie to zima, pora pomyśleć o sukience i o miejscu na uroczystość i zabawę – oświadczyła, bo Brenna w gruncie rzeczy była trochę organizatorką, i od razu myślała o setce drobnych spraw, które należało jak najszybciej załatwić.
Ale ledwo pojawił się ten mężczyzna, to on stał się sprawę „do załatwienia”.
[i]Chodź, wyśmienita czarownico, ruszamy do akcji[/b] – zarządziła, kiedy drzwi za nim się zamknęły.
– Pewnie. Wasze wesele na przykład – zgodziła się jednak bez żadnych oporów, na moment wyciągając rękę do Heather, i och bogowie, jeśli miałaby czołgać się po tłuczonym szkle, aby to wesele się odbyło bez przeszkód, i w radości młodych dotarło do szczęśliwego końca, a ich życie nie rozsypało się dzień później, to byłaby gotowa właśnie to zrobić. – Wybraliście już konkretną datę? Bo jeśli faktycznie to zima, pora pomyśleć o sukience i o miejscu na uroczystość i zabawę – oświadczyła, bo Brenna w gruncie rzeczy była trochę organizatorką, i od razu myślała o setce drobnych spraw, które należało jak najszybciej załatwić.
Ale ledwo pojawił się ten mężczyzna, to on stał się sprawę „do załatwienia”.
[i]Chodź, wyśmienita czarownico, ruszamy do akcji[/b] – zarządziła, kiedy drzwi za nim się zamknęły.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.