• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[24.09.1972] They can keep their heaven. When I die, I'll sooner come here

[24.09.1972] They can keep their heaven. When I die, I'll sooner come here
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie, zwykle przyobleczone są w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#4
21.02.2026, 12:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.02.2026, 14:20 przez Alexander Mulciber.)  
Przekrzywił lekko głowę, jak gdyby chciał zapytać, czy mówi na poważnie, czy robi sobie żarty. A jednak nie zapytał, bo intencje Navi były mu doskonale znane. Nie żartowała. Alex zawahał się, jak wtedy, gdy przestępował próg jej domostwa. Nie wypowiedział jednak na głos pytania, które od razu wpadło mu do głowy, gdy Navi pokazała na artykuł w gazecie.

Przyglądał się przez chwilę artykułowi, udając, że czyta, chociaż wpatrywał się niewidzącymi oczami w znaczące go plamy z tłuszczu. No tak, zapomniał przynieść czegoś dla psa. Ale przecież miał w płaszczu jakieś tam psie krakersy! Często ostatnio zapuszczał się na dalekie spacery pośród wrzosowisk, w których psy ojca były mu jedynymi towarzyszami. Były posłuszniejsze, gdy dostawały przysmaki na zachętę. Kapitan Nemo niechybnie odnajdzie je, gdy obwącha kieszenie zostawionego w sieni płaszcza. A może już je odnalazł, skoro jeszcze nie wpakował się do kuchni?

Alexander podniósł oczy na Navi, na twarzy której malował się wyraz determinacji. Jakaż była poważna! Jak gdyby ten cały turniej gargulków był dla niej sprawą życia i śmierci. Być może miała rację, pozwolił sobie pomyśleć, rozważyć tę możliwość na swój charakterystyczny, pełen pobłażliwego powątpiewania sposób. W pewnym sensie, Navi zdążyła zobaczyć w życiu więcej niż on. Wiedział, że urodziła się w drodze, na pokładzie statku przemierzającego wielkie wody. Alexander zawsze chciał mieszkać nad wodą. Lubił patrzeć na bezkresny horyzont i zastanawiać się, co jest dalej. Zawsze dalej i dalej... Chociaż urodził się wcale nie tak daleko stąd, w rodzinnym domu, do którego wrócił po latach. Odwrócił się od tej myśli, nie dlatego, że była mu nieprzyjemną, ale dlatego, że wydawała się oddalać go od Navi. Navi, która była tak bliska, ale dziwnie nieuchwytna. Cyganie mówili, że kto przyszedł na świat w drodze, obdarzony jest szczególnymi łaskami bogów. Nogi nie męczą mu się trakcie, bo zawsze stąpa kilka stóp nad ziemią, mówili. Sam wiatr niesie go na swych skrzydłach, chcąc usłyszeć jego śmiech. Jaka szkoda, że nie mógł usłyszeć jej śmiechu. Navi śmiała się bezgłośnie. Wszystko zdawała się robić bezgłośnie. A jednak o ludziach takich jak ona, mówili, że są światłem, które rozprasza mroki wędrówki. Może dlatego zastanawiał się, czy urodziła się w nocy, czy za dnia. Czy była księżycową łuną, która miękko rozlała się na wodzie perłowym blaskiem? Czy była rozchodzącym się promieniście światłem słońca, którego barwy przypominały mieniącą się ławicę ryb, przepływających pod okrętem? Ale znów, wiedział, że urodziła się latem. A wtedy tak często widać było na niebie słońce i księżyc obok siebie, pogrążone w zgodnym współtrwaniu.

Alex skinął niemo głową, zaciskając drżące palce na obracanym dotychczas między nimi pierścieniu.

– Ale musiałabyś przypomnieć mi, jak się gra.

Nie grał od czasów szkoły, bo oddał wszystkie swoje gargulki Lorien, gdy dziewczyny w szkole oszalały na punkcie starej gry: jego były wyjątkowo ładne, przypominały bowiem małe, błyszczące kryształki, a jego siostra przepadała za błyskotkami. Chociaż potem udawała, że wcale nie lubi grać w żadne gargulki, zabawnie było patrzeć, jak zadzierała nosa, pośród ochów i achów koleżanek wyciągając połyskliwe paciorki ze złotymi drobinkami ze skórzanego woreczka, tuż obok swoich własnych, szczerozłotych. Tylko że szczerozłotymi nie dało się grać, bo były zbyt ciężkie! Potem kulkami Lorien grał Hati, jak rycerz, który dzielnie walczy pod herbem swej damy, zabiegając o jej przychylność. Nie wiedzieć jakim cudem, stał się hogwarckim mistrzem gargulków. Alex bezlitośnie wyśmiewał się potem z przyjaciela (przestał na jakiś czas, gdy oberwał zasłużenie pięścią w ucho), ale na koniec szkoły kupił mu komplet gargulek w prezencie. Jakież to było głupie... Niemal uśmiechnął się na to wspomnienie.

Podsunął w stronę Navi pierścień, najcięższy z tych, które niegdyś zdobiły jego dłonie. Tak jak i cała reszta pokryty był runicznymi żłobieniami. Wiele z nich zostało zainspirowanych gwiazdozbiorami północnego nieba. We wprawionym w metal kamieniu wyryto symbol lwa, królującego na nieboskłonie na przełomie wiosny i lata, wtedy, kiedy się urodził. Ozłocił starca, spod którego rąk wyszedł przecudny pierścień, większy i wspanialszy od reszty. Ostatni z kolekcji, choć zabicie lwa nemejskiego stanowiło najpierwszą z prac pokutnych Heraklesa, jakie zadała mu wyrocznia w Delfach. Cóż więc z tego, że lew poległ pod siłą herosa? Starożytni zadbali o to, aby upamiętnić mityczną bestię w glorii jej chwały, podczas gdy heros przez wieki zmuszony był klęczeć we własnym gwiazdozbiorze. Wiedział, że stary, cygański złotnik chciał połechtać tym jego próżność. Udało mu się. Lew był przecież symbolem odwagi, symbolem siły i władzy królewskiej. Lew miał w sobie potencjał destrukcji i kreacji, potencjał bycia tak samo tyranem, jak i obrońcą. Przyjemną mu była wówczas ewokacja jego imienia. W końcu "Alexander" znaczyło zawsze "obrońca". Teraz Alexander widział w tym tylko ironię, nie śmiał jednak oprzeć się kpinom losu, na które zasłużył.
Wyjątkowym był pierścień, stanowiący zwieńczenie jego kolekcji, bo przecież lew symbolizował wpływowego przyjaciela. Może dlatego przesunął go w stronę Navi. Bo Navi była przyjaciółką wszystkich. Próbował zrozumieć sentyment, jakim darzyła otaczający ją świat, zgłębiając książki na temat kultury, z jakiej się wywodziła. Poniekąd uznawał to za najlepszy sposób na poznanie człowieka. Odkrycie jego korzeni, systemu symboli, jakim posługiwał się, wzrastając. Wgryzanie się powoli w jego prawidła, tak jak w owoce zwieszające się z dojrzałych gałęzi drzewa. Przeglądając zapiski hinduskich wróżbitów natrafił na Narasimhę, będącego awatarem boga Wisznu. Narasimha, wyobrażany pod postacią pół-człowieka, pół-lwa, był obrońcą ludzkości. Był tym, kogo przywoływało się, aby odeprzeć siły zła, obronić przed pokusą sił nieczystych.

Było wiele odmian gry w gargulki, ale Alex najbardziej lubił tę francuską. Przypominala miniaturową wersję pétanque, gry w bule, wywodzącej się z ojczyzny jego matki. Oprócz gargulek, potrzebna była więc cochonnet, osobna, nieco większa kulka, która stanowiła swoiste centrum pola gry. Zwycięzca musiał nie tylko zbić jak najwięcej gargulek przeciwnika, ale i oddalić je możliwie najdalej od cochonnet... Czyli od pierścienia! Alex uśmiechnął się cwanie, unosząc lekko brwi. Teraz potrzebowali jeszcze tylko kulek.


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (1544), Jahnavi Pandit (1628), Pan Losu (90)




Wiadomości w tym wątku
[24.09.1972] They can keep their heaven. When I die, I'll sooner come here - przez Alexander Mulciber - 14.02.2026, 11:54
RE: [24.09.1972] They can keep their heaven. When I die, I'll sooner come here - przez Pan Losu - 14.02.2026, 11:54
RE: [24.09.1972] They can keep their heaven. When I die, I'll sooner come here - przez Jahnavi Pandit - 16.02.2026, 09:36
RE: [24.09.1972] They can keep their heaven. When I die, I'll sooner come here - przez Alexander Mulciber - 21.02.2026, 12:03
RE: [24.09.1972] They can keep their heaven. When I die, I'll sooner come here - przez Jahnavi Pandit - 27.02.2026, 18:51

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa