• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[01.07.1967, Mauzoleum Fawleyów] Any relic of the dead is precious

[01.07.1967, Mauzoleum Fawleyów] Any relic of the dead is precious
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#1
21.02.2026, 15:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.02.2026, 17:46 przez Lorraine Malfoy.)  
Jednorożec był zachwycający.

Był też martwy, ale przez to jeszcze bardziej zachwycający.

Usta Lorraine drżały, gdy wpatrywała się w zastygłe w ostatnim swym wierzgnięciu zwierzę. Zamknięte w kryształowej gablocie niby w szklanej trumnie, szczątki jednorożca utrwalone zostały za pomocą magii, zanim zajął honorowe miejsce pośród eksponatów rodziny Fawley. Niewiele było na świecie podobnych mu istot. Niewiele, których mogło równać się z nim w swej piękności. Ale znów, tak wiele było istnień równie delikatnych, równie kruchych. Takich, których eteryczne piękno wabiło ku sobie przemoc. W swej cichej niewinności, jednorożec zdawał się uosabiać je wszystkie. Przemocą było zamknięcie go w szklanej gablocie. Przemocą było uczynienie jego piękna trwałym. Stał bowiem wsparty na tylnych kopytach, z pięknym swym cielskiem w powietrzu. Pysk jego był zadarty, nie toczył jednak piany w panice. Gotów był do rżenia, jak gdyby w ostatnich swych chwilach szlachetne stworzenie chciało zaśmiać się śmierci w twarz. Srebrzysta grzywa spływała kaskadą wzdłuż smukłej szyi odchylonej wdzięcznie, odrzucona w gwałtownym wierzgnięciu. Zarysowane pod skórą mięśnie były napięte w ostatnim paroksyzmie rozpaczy, jak gdyby wciąż rwały się do życia. Ale wszystko to było tylko iluzją. Oczy jednorożec miał przecież spokojne, jak gdyby w ostatnich chwilach pogodził się ze swym odejściem. Lorraine widziała zbyt wiele martwych oczu, żeby nie znać różnicy. Wiedziała, kiedy śmierć łypie z czułą pobłażliwością z dna pustych oczodołów. Wiedziała, kiedy się uśmiecha. Praca w Necronomiconie nie znieczuliła jej na cierpienie, wręcz przeciwnie: wyostrzyła jej zdolność rozpoznawania fałszu, iluzji życia, które trwało tylko dlatego, że ktoś zadał sobie trud, by je odpowiednio upozować.

Pozowane piękno, pomyślała, zakonserwowane wspomnienie życia.  Martwe, lecz niepochowane.

Nie spodobała jej się ta myśl.

Dawno nie odwiedzała Mauzoleum Fawleyów, choć wiele czasu spędzała tutaj, będąc dzieckiem. Zbiory tutejszej kolekcji zawsze były okazałe, ale na przestrzeni ostatnich lat uległy powiększeniu. Podziemne krypty mieściły w sobie wiele tajemnic. Othello, z którym również znała się od czasów dzieciństwa, wdzięcznym okazał się jednak przewodnikiem po wypełnionych truchłem korytarzach. Nie wiedzieć kiedy, Lorraine zaplotła rękę wokół dżentelmeńsko podsuniętego jej ramienia, uśmiechając się delikatnie. Nie wiedzieć też kiedy, zaczęli schodzić niżej i niżej. W przyjemnym oddaleniu od reszty odwiedzających – choć tych w Mauzoleum nigdy nie było przecież wiele – rozmowa stała się swobodniejszą. Gorące ich oddechy przeistaczały się w kłęby pary w zimnym, nieco zatęchłym powietrzu Mauzoleum, gdy śmiali się cicho, klucząc między zamkniętymi w gablotach eksponatami. Odkąd Lorraine zaczęła pracę w zakładzie pogrzebowym na Nokturnie, wreszcie mogła w pełni docenić kunszt, z jakim zostały utrwalone. Z namaszczeniem przypatrywała się niewidocznym niemal szwom pokrywającym skórę, ostrożnie wypreparowanym ścięgnom, naturalnym niemal rysom twarzy, które wcześniej zniekształciło postępujące stężenie pośmiertne. Gdy jednak dotarli do jednorożca, jednego z najnowszych nabytków, zbladła, szybko przysiadłszy na niewielkiej ławeczce ustawionej przed gablotą.

– Myślałam, że jednorożce przychodzą tylko do ludzi o czystym sercu. Kładą łby na dziewiczych łonach pięknych dam, a dosiąść pozwalają się tylko cnotliwym rycerzom, których uczciwości nie można poddać w wątpliwość. – Do tej pory siedziała sztywno wyprostowana, milcząca, wpatrując się niezdrowo błyszczącymi oczami w martwego jednorożca. Nieoczekiwanie przemówiła jednak, zwróciwszy swą wymizerowaną twarz w stronę Othella. – "Jesteśżeś więc uczciwy?" – zacytowała gładko, pozwalając, aby cytat z Hamleta spłynął z jej języka w słodyczy niewinnego żartu. Przechyliła delikatnie głowę, przyglądając się mężczyźnie, w którego stronę wyciągnęła wyczekująco dłoń. Zupełnie jakby zapraszała go do tego, żeby wraz z nią przysiadł na ławce pod gablotą. A może i do tego, żeby tę dłoń ucałował. – "Jestżeś piękny?" – pociągnęła przewrotnie, racząc go słowami sztuki, która nie nosiła jego imienia. Nie, szekspirowskiego Othella zostawiać należało na specjalne okazje. Zapadły policzek Lorraine drgnął, jak gdyby powstrzymywała cisnący się na usta uśmiech. W nikłym świetle Mauzoleum widać było na nim jednak ślad po spływających chwilę wcześniej łzach.


Yes, I am a master
Little love caster
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorraine Malfoy (2051), Othello Fawley (809)




Wiadomości w tym wątku
[01.07.1967, Mauzoleum Fawleyów] Any relic of the dead is precious - przez Lorraine Malfoy - 21.02.2026, 15:31
RE: [01.07.1967, Mauzoleum Fawleyów] Any relic of the dead is precious - przez Othello Fawley - 08.03.2026, 15:22
RE: [01.07.1967, Mauzoleum Fawleyów] Any relic of the dead is precious - przez Lorraine Malfoy - 06.04.2026, 17:20
RE: [01.07.1967, Mauzoleum Fawleyów] Any relic of the dead is precious - przez Othello Fawley - 12.04.2026, 13:15
RE: [01.07.1967, Mauzoleum Fawleyów] Any relic of the dead is precious - przez Lorraine Malfoy - Wczoraj, 12:38

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa