— Również preferuję dyskusję niż... tak. Dziękuję. A licytacja? To test, um, zasobności portfela, Oleandrze. Kobiety wabią wdziękami i... ym, magicznym rodowodem, mężczyźni możliwościami zapewnienia życia na poziomie. Jeden zakupiony przedmiot świadczy, em, jak to powiedzieć, o zasobie galeonów do zużycia na przyjemności, większa ilość o nierozsądnych transakcjach po zawyżonej cenie, rozrzutności i możliwym nałogu do ryzyka ekonomicznego oraz sposobach na radzenie sobie z porażką. Bo wiesz. Nikt nie chce rozrzutnego, agresywnego męża— ciągnęła swoją teorię. Pewnie prowadziłaby rozważania dalej, jednakże nastąpiła przerwa na występy, więc zamilkła. Śpiewaczka kojarzyła jej się z Piszczyskoczkiem, chociaż nie była w stanie powiedzieć konkretnie, dlaczego. Deirdre zmarszczyła nos na dobór repertuaru The Globe. Upiór w Operze? Na prawdę? Opowieść o śpiewaczce z Opery, która bierze ślub ponad swoim stanem? W tych czasach?
Występ był bardzo ładny, musiała przyznać, ale nie dziwiło jej to wcale, w końcu nawet rozrywki były przygotowywane przez czystokrwistych czarodziejów. Nic mniej nie mogło się pojawić na scenie podczas przyjęcia rodu Lestrange, należało to przyznać. W końcu o to właśnie chodziło, aby poprawny występ zadowolił jak największą grupę, poruszył wrażliwe nuty w głębi zatwardziałych serc na kilka sekund.
— I jaki romantyczny nastrój. To już... to już trzeci dowód na moją, em, teorię. Nie lubię tej sztuki. — Wychodząc na zewnątrz Deirdre była zadowolona, że nie zrezygnowała z etoli z lisiego futra. Mijając kelnera, odebrała dla sobie lampkę z alkoholem, jednym z płonących drinków. Zamierzała wypić trzy, chociaż zastanawiała się czy nieudany eliksir do tego wliczać czy nie.
— Wiem, że dla wielu brzmię bardzo, hm, pruderyjnie, ale tak, myślałam o tym, chociaż bardziej w... W takim ogólnym zainteresowaniu. Obiekty myśli... — Należałoby ją zabić i wskrzesić, aby wydusić z niej słowo fantazje. — Obiekt myśli jest zazwyczaj bardzo rozmyty. Moja edukacja mocno nie, em, nie pomaga. Jakby to powiedzieć. Ciężko mi to ująć w słowa, ale chodzi o to że.. um... Obawiam się bardzo, że zamiast odczuwać ekscytację, będę... Będę diagnozować.
Spłoniła się i utkwiła wzrok w kieliszku.
— Bo. Bo wyobraź sobie. Całujesz kogoś i nagle, och, twój puls ma dziwny rytm, powinieneś sprawdzić czy to nie włochatość serca. Ale nie. Nie jesteś pierwszy.
I chyba nie zamierzała rozwijać, kim był ów jegomość, bo zamiast tego napiła się płonącego drinka.
!plonacedrinki