22.02.2026, 09:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2026, 09:44 przez Lorraine Malfoy.)
Lorraine zmęłła w ustach komentarz, że dalece doskonalszym testem siły woli byłoby wytrwać u boku kobiety, której się ślubowało, aniżeli zakładać się o coś z samym sobą. Lorraine zawsze uważała, że poświęcenie się drugiej osobie i postawienie jej potrzeb ponad własne, egoistyczne pobudki, wymaga więcej samozaparcia. Powstrzymała się jednak od podzielenia się tą refleksją z Flintem, bo zwyczajnie nie chciała sprawiać mu przykrości wspominaniem fiaska, jakim zakończyło się jego małżeństwo. Sama zresztą wyszłaby przy tym na hipokrytkę, bo zamążpójścia nie planowała. Zamierzała umrzeć i zostać pochowaną jako Malfoy. Błyszczący na jej dłoni pierścionek, symbolizujący rodową przynależność, był jedyną obrączką, jaką kiedykolwiek zamierzała nosić. Nic nie było ważniejsze od nazwiska.
"Ślub czystości dla mężczyzny brzmi jak pokaz siły woli".
– Dla kobiety brzmi jak bluźnierstwo. – A dla wili? Lorraine odwzajemniła uśmiech. Dla wilowej części jej natury wszystkie śluby były bluźnierstwem. Nigdy by się do tego głośno nie przyznała, ale bała się wyłączności, poczucia, że ktoś ogranicza jej wolność, dlatego sceptycznie podchodziła do małżeństw jako takich. Gdy była młoda, gotowa była poślubić Louvaina, ale ten kochał ją wystarczająco, żeby jej nie uwięzić. Bo małżeństwo jawiło się Lorraine jako więzienie. Miłosne przyrzeczenia nie powinny być przecież obwarowane instytucjonalnością. Wierzyła jednak, że gdy się kogoś kochało, należało go kochać aż do śmierci. Bo nieważne, jak wiele w Lorraine było hipokryzji, nie można było o niej powiedzieć, że grzeszyła przeciwko miłości. Niechętna była jej sankcjonowaniu, lecz niezdolna do zdrady uczucia, które uznała za prawdziwe. Miłość nie była deklaracją wydatków i wpływów złożoną do urzędu, lecz czymś, co należało wybierać każdego dnia na nowo. Lorraine wątpiła po prostu, żeby bogini, z której łona powstał cały świat, wolała, żeby jej dzieci wybierały samotne życie w czystości. W głębi ducha wierzyła bowiem, że należy pomnażać daną każdemu miłość.
Gdy pochyliła się wraz z Berhtem nad urną, myślała już jednak tylko o rozwikłaniu zagadki, jaką prezentował artefakt.
– Przecież mnie znasz – wymruczała, wcale niespeszona jego uwagą. – Po cichu liczyłam, że sam się zaoferujesz z pomocą, widząc, że nie daję rady. Nic nie poradzę, że słowo "proszę" z trudem przechodzi mi przez gardło. – ...Bo ludzie należący do sfery, z jakiej się wywodziła, nie mówili przecież nigdy "proszę". Nie, oni nauczeni byli, żeby wydawać rozkazy. Lorraine przewróciła jednak oczami, zakpiwszy głośno z samej siebie. Nawet jeżeli lubiła powtarzać w głowie żart o tym, że jest wilą, nie kobietą, po kobiecemu lubiła przecież, gdy inni domyślali się jej potrzeb, po to tylko, żeby móc je wyprzedzić. Nie znosiła, gdy nie była w czymś dobra, zwłaszcza, kiedy włożyła w to wiele starania. Łatwiej było jednak przyznać się do porażki i poprosić o pomoc, gdy wyczerpało się najpierw wszystkie możliwości zrobienia tego samemu.
– Opowiedz mi – poprosiła więc, a może zażądała, złożywszy głowę na jego ramieniu, a dłoń wyciągnąwszy w stronę urny, żeby palcem powieść wzdłuż napisów w tajemniczym języku, jak dziecko, które dopiero uczy się czytać opowiadane mu bajki. Kiedy chciała, potrafiła być ujmującą. Nie było przecież w jej słowach żadnej kapryśności, gdy przymilnie przysiadła tuż obok Dægberhta, prosząc, żeby przetłumaczył inskrypcję. Wlała w nie słodycz, poczucie niepewności, i ciekawość, które towarzyszyły jej podczas poszukiwań.
"Ślub czystości dla mężczyzny brzmi jak pokaz siły woli".
– Dla kobiety brzmi jak bluźnierstwo. – A dla wili? Lorraine odwzajemniła uśmiech. Dla wilowej części jej natury wszystkie śluby były bluźnierstwem. Nigdy by się do tego głośno nie przyznała, ale bała się wyłączności, poczucia, że ktoś ogranicza jej wolność, dlatego sceptycznie podchodziła do małżeństw jako takich. Gdy była młoda, gotowa była poślubić Louvaina, ale ten kochał ją wystarczająco, żeby jej nie uwięzić. Bo małżeństwo jawiło się Lorraine jako więzienie. Miłosne przyrzeczenia nie powinny być przecież obwarowane instytucjonalnością. Wierzyła jednak, że gdy się kogoś kochało, należało go kochać aż do śmierci. Bo nieważne, jak wiele w Lorraine było hipokryzji, nie można było o niej powiedzieć, że grzeszyła przeciwko miłości. Niechętna była jej sankcjonowaniu, lecz niezdolna do zdrady uczucia, które uznała za prawdziwe. Miłość nie była deklaracją wydatków i wpływów złożoną do urzędu, lecz czymś, co należało wybierać każdego dnia na nowo. Lorraine wątpiła po prostu, żeby bogini, z której łona powstał cały świat, wolała, żeby jej dzieci wybierały samotne życie w czystości. W głębi ducha wierzyła bowiem, że należy pomnażać daną każdemu miłość.
Gdy pochyliła się wraz z Berhtem nad urną, myślała już jednak tylko o rozwikłaniu zagadki, jaką prezentował artefakt.
– Przecież mnie znasz – wymruczała, wcale niespeszona jego uwagą. – Po cichu liczyłam, że sam się zaoferujesz z pomocą, widząc, że nie daję rady. Nic nie poradzę, że słowo "proszę" z trudem przechodzi mi przez gardło. – ...Bo ludzie należący do sfery, z jakiej się wywodziła, nie mówili przecież nigdy "proszę". Nie, oni nauczeni byli, żeby wydawać rozkazy. Lorraine przewróciła jednak oczami, zakpiwszy głośno z samej siebie. Nawet jeżeli lubiła powtarzać w głowie żart o tym, że jest wilą, nie kobietą, po kobiecemu lubiła przecież, gdy inni domyślali się jej potrzeb, po to tylko, żeby móc je wyprzedzić. Nie znosiła, gdy nie była w czymś dobra, zwłaszcza, kiedy włożyła w to wiele starania. Łatwiej było jednak przyznać się do porażki i poprosić o pomoc, gdy wyczerpało się najpierw wszystkie możliwości zrobienia tego samemu.
– Opowiedz mi – poprosiła więc, a może zażądała, złożywszy głowę na jego ramieniu, a dłoń wyciągnąwszy w stronę urny, żeby palcem powieść wzdłuż napisów w tajemniczym języku, jak dziecko, które dopiero uczy się czytać opowiadane mu bajki. Kiedy chciała, potrafiła być ujmującą. Nie było przecież w jej słowach żadnej kapryśności, gdy przymilnie przysiadła tuż obok Dægberhta, prosząc, żeby przetłumaczył inskrypcję. Wlała w nie słodycz, poczucie niepewności, i ciekawość, które towarzyszyły jej podczas poszukiwań.