12.03.2023, 02:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.03.2023, 02:02 przez Patrick Steward.)
Patrick obawiał się Beltaine. Podskórnie czuł, że jako auror (oraz jako członek Zakonu Feniksa) nie zrobił wszystkiego, co należało zrobić. Najgorsze było to, że dzięki temu iż Arabella odzyskała przytomność, dobrze wiedział, co najprawdopodobniej będzie próbował zrobić Voldemort tego wieczoru. A będzie chciał przechwycić magię ognisk… To nie była przyjemna myśl, która kosztowała go dobre piętnaście niestarannych szkiców, ale jego myśli nijak się nie uporządkowały. Nadal nie miał w głowie żadnego planu, który na pewno poskutkowałby tym, że zostałby z niczym.
Szedł obok Erika Longbottoma, dziękując sobie, że przydzielono ich razem. Ufał bratu Brenny i to wcale nie dlatego, że był jej bratem. Może chodziło o to, że czasem mieli podobne myślenie? Albo o to, że jego partner był, po prostu, kompetentnym brygadzistą?
- A nie zagęści? – odpowiedział mu pytaniem na pytanie. Patrick obawiał się, że prawdziwy nalot to przydarzy im się dopiero pod wieczór, gdy pojawią się ci czarodzieje (i czarodziejki), którzy będą spragnieni bardziej gorących doznań niż zakupy na straganach. Zatrzymał się obok Erika, trochę zbyt długo zwieszając wzrok na jednej z przechodzących blondynek. – Bądźmy dobrej myśli. Może jednak wszystko przebiegnie bez większych problemów.
Urwał. Zmrużył oczy. Z zainteresowaniem popatrzył na Erika, który najwyraźniej postanowił zakupić pierścionek? Wyglądał całkiem zwyczajnie, jak typowy, straganowy pierścionek. Tylko czy był zwykły?
- Wkładaj go. Potrzebujemy mnóstwo szczęścia – rzucił w odpowiedzi. – Jeśli to naprawdę mogłoby nam pomóc, może też powinienem kupić jeden? – zapytał.
A potem siegnął po sakiewkę i podał mu sykla.
- Weź i mi – poprosił Longbottoma, wręczając mu monetę.
Szedł obok Erika Longbottoma, dziękując sobie, że przydzielono ich razem. Ufał bratu Brenny i to wcale nie dlatego, że był jej bratem. Może chodziło o to, że czasem mieli podobne myślenie? Albo o to, że jego partner był, po prostu, kompetentnym brygadzistą?
- A nie zagęści? – odpowiedział mu pytaniem na pytanie. Patrick obawiał się, że prawdziwy nalot to przydarzy im się dopiero pod wieczór, gdy pojawią się ci czarodzieje (i czarodziejki), którzy będą spragnieni bardziej gorących doznań niż zakupy na straganach. Zatrzymał się obok Erika, trochę zbyt długo zwieszając wzrok na jednej z przechodzących blondynek. – Bądźmy dobrej myśli. Może jednak wszystko przebiegnie bez większych problemów.
Urwał. Zmrużył oczy. Z zainteresowaniem popatrzył na Erika, który najwyraźniej postanowił zakupić pierścionek? Wyglądał całkiem zwyczajnie, jak typowy, straganowy pierścionek. Tylko czy był zwykły?
- Wkładaj go. Potrzebujemy mnóstwo szczęścia – rzucił w odpowiedzi. – Jeśli to naprawdę mogłoby nam pomóc, może też powinienem kupić jeden? – zapytał.
A potem siegnął po sakiewkę i podał mu sykla.
- Weź i mi – poprosił Longbottoma, wręczając mu monetę.
!losowanie pierścionka