Matka Deirdre, w jej pierwszych latach po zakończeniu edukacji, gdy próbowała znaleźć jej narzeczonego pośród bardziej zacnej części socjety, ponad ich stanem, dramatyzowała czasami, że Deirdre jest zbyt nudna i nic nie można o niej powiedzieć ciekawego. Niektórzy marzyli o tym, aby ich dzieci podjęły się szanowanego zawodu magimedyka, zwłaszcza gdy w rodzinie pojawiały się takie gagadki jak Baldwin lub nieszczelsiwe przypadki, jak Lorraine, ale dla pani Malfoy było to nieco za mało. Właściwie jedyna rzecz, w której się wyróżniała, był dość wysoki wzrost jak na kobietę. Wielokrotnie sama Malfoyówna ubolewała nad faktem, że ani nie jest interesującą osobą ani nie potrafi takiej udawać w rozmowie, przez co większość osób mogłaby zapomnieć, że tak jest. Wszystko, co było gwiazdami w jej spojrzeniu i radością, zakrawało o tabu i odchodziło od tego, do czego można się przyznać na głos. Przecież to nie tak, że nie jada mięsa z powodów konkretnie etycznych. Z noszeniem futer zimą problemu nie miała, tak samo jak z przyszywaniem części różnych zwierząt w jeden, kompleksowy organizm. Patrząc na Victorię jednocześnie jej zazdrościła tego wszystkiego, przygody, szacunku z powodu zawodu, etosu aurora, ale i nie. Ileż to przeszkód, narażania się, nawet stanie się dziwadłem. Nie umknęły jej uwadze blizny, chociaż nie dziwiły, taka praca aurora. Zastanawiała się przez chwilę, czy Lestrange kiedyś żałowała wyboru lub spodziewała się, że będzie tak wyglądać. I czy mężczyźni zwracają na to uwagę. Czy im to przeszkadza? Nie znała na to odpowiedzi, sama widziała blizny jako rodzaj męskiego trofeum i dowodu bohaterstwo, trudno jej jednak było przełożyć to na kobietę. Służbowo zaś tylko prędko oceniła stan zasklepionych ran, bo tylko to ją powinno obchodzić.
— A. Tak. Faktycznie. Było wpisane w kartę. Hm. W takim razie pewnie nie będzie urażać.
Wiedziała, że bezskutecznie próbuje ukryć swoje zdenerwowanie.
Przyłożyła delikatnie urządzenie do klatki piersiowej pacjentki, a swoje ucho po drugiej stronie urządzenia, na wylotowej dźwięku. Właśnie dlatego, na podobną modłę, i włosy Deirdre były związane w ciasny, dobierany warkocz. Nie łaskotała wtedy przypadkiem osób, które badała.
Wsłuchiwała się chwilę w zwykły oddech Victorii, teraz furkoczący przez obturację, prawdopodobnie wywołaną popiołem oraz dymem.
— Proszę teraz wziąć głęboki wdech nosem i wypuścić go powoli. Też nosem — poprosiła. Po tym przeniosła się na plecy Viktorii i wykonała powtórnie badanie. Po nim odłożyła urządzenia na miejsce. Rozumiała też ten przepraszający wzrok, rzeczywiście, jakby dotykała trupa. Ugryzła się w bok policzka, zanim powiedziała to na głos, nawet jeżeli ani martwi na prawdę ani Ghoule jej nie obrzydzali. Nie przeszłaby edukacji, gdyby ją cokolwiek takiego brzydziło. — Może się pani ubrać.
Usiadła naprzeciwko, na swoim miejscu i zaczęła pisać w karcie aurorki, dając jej przestrzeń na komfortowe odzienie się, skupiona na wypełnianiu dokumentacji.
— Nie będę. Nie będę owijać w bawełnę. Jest to ostra inhalacyjno-magiczna obturacja oskrzeli z niewydolnością oddechową, w mechanizmie magiczno-termicznego uszkodzenia nabłonka dróg oddechowych po ekspozycji na spalaną biomasę oraz nieznane magiczne właściwości popiołu. To znaczy, że przez magiczny wpływ popiołu, należy... Musi pani regularnie pić wskazane w ogłoszeniu napary. Przepisze też eliksir rozkruczowy, do kupienia w aptece, aby kaszel był bardziej... Skoncentrowany. Może boleć przy kaszleniu, ale nie możemy go całkowicie eliminować, aby płuca się oczyściły. Zalecam codziennie spacery nad morzem. Przynajmniej godzinę. Czy na tym etapie ma pani jakieś pytania?
Nawet udało jej się utrzymać kontakt wzrokowy z pacjentką. Uznała to za sukces.