Vespera nie wiedziała nawet jaka naprawdę była. Od zawsze miała na twarzy maskę posłusznej, ułożonej, wiernej córeczki, oddanej siostry, zabójczyni pod maską Śmierciożercy. Nigdy nie była sobą, bo do końca nie wiedziała kim jest, nie znała samej siebie i nigdy nie próbowała siebie odkrywać. Czasami snuła w głowie jakby to fajnie było poszaleć, polatać boso po ulicach Londynu, ale szybko karciła siebie za te myśli, bo to nie była ona. Nie mogła taka być. Musiała być ułożona, posłuszna, oddana. Szaleństwo, wesoły, szczery uśmiech nie mógł gościć na jej twarzy. Miała zadbaną, gładką skórę nie muśniętą szczerym uśmiechem. Gładka, piękna, porcelanowa lala stojąca na półce i czekająca na kolejnego mężczyznę, który złapie ją w swoje śliskie łapy i obróci w pył, zmusi do kolejnego zabójstwa, do kolejnej skazy na jej wypłowiałej duszy, czarnej, smolistej i gęstej od złych uczynków – tak wrytych w jej duszę, że nawet nie wiedziała, czy była zdolna do szczerego kochania.
W każdym człowieku szukała podstępu, w każdym geście szukała zysku. Teraz siedziała przy barze, z bursztynowym trunkiem w jednej dłoni i spojrzeniem Perseusa w drugiej. Spojrzała mu w oczy i były one cholernie przyjemne, elektryzujące, pociągające. Miał coś w oczach, co ją ciągnęło, jego skóra jasna, gładka, kusząca, aby dotknąć, jego wargi wołające, aby je całować. Przypominał śmierć, która krążyła wokół Vespery od zawsze, więc nic dziwnego, że była nim zainteresowana nie od dzisiaj. Był jedynym, którego nie mogła mieć i to ją denerwowało. Ona jednak nadal miała zagadkowy wyraz twarzy. Jedynie jej oczy błyszczały i zdradzały, że o nim myśli.
— Wiem. – odpowiedziała pewnie upijając kolejnego łyka trunku. – Nie każdy jest odważny, aby lubić takie kobiety jak ja, a ja lubię odważnych mężczyzn. Też cię lubię. – pochyliła się ku niemu delikatnie, patrząc mu wyzywająco, zapraszająco, kusząco w oczy z zadziornym uśmiechem. Patrzyła głęboko jak tylko było to możliwe. Chciała zjeść jego duszę, choć wiedziała, że nie jest to możliwe. Nie była pająkiem, nie była drapieżnikiem. Była po prostu kobietą w trudnym świecie i chciała być przez niego upolowana już dawno, więc miał zdecydowanie łatwiej niż inni.
Czując jego usta na swojej dłoni poczuła jak przez całe jej ciało przechodzi przyjemny dreszcz podniecenia. Lubiła to uczucie, które towarzyszyło jej przy kontakcie z nową osobą, z nowym potencjalnym towarzyszem niedoli. Dokończyła picie swojego gorzkiego trunku z cichym pomrukiem i delikatnym skrzywieniem na twarzy.
Na jego propozycję skinęła tylko głową z zadowolonym uśmiechem. Zdecydowanie musiał zamówić dla niej coś mocnego, aby była w tym samym stanie upojenia, co on. Musiało być sprawiedliwie między nimi, prawda?
Wydawał się być taki uroczy, specjalnie usadowiła się w taki sposób, aby ich kolana stykały się ze sobą, chciała go czuć i chciała wiedzieć, że jest on realny, że nie jest to jakieś złudzenie jej szalonej głowy.
— Jakie masz plany, Perseusie? – zapytała odbierając od barmana swojego drinka i od razu upijając kolejnego łyka. Pozbyć się przyzwoitości z alkoholem w dłoni było łatwo i tego jej dzisiaj trzeba. Była ciekawa, co dzisiaj chciał zrobić w tym miejscu, dlaczego tutaj przyszedł, co planuje jutro i dalej? Była ciekawa wszystkiego, ale nigdy nie była wylewną osobą, więc dozowała słowa jak przez sito.