25.02.2026, 21:47 ✶
To nie była strategia.
To była kwestia przetrwania.
Kiedy życie boli, kiedy nienawiść do siebie wzmaga tak mocno, że nie możesz znieść swojej głowy, swoich oczu, swoich myśli, swoich uczuć, swojego ciała, swojej duszy, swojego kurwa wszystkiego. Noc była… nie inna niż poprzednie, musiałaby przyznać. Nie było w niej nic aż takiego niezwykłego. Próbowała malować, miała przynieść przecież kolejny obraz na kolejny kurs kolejnego bezpodstawnie kretyńskiego marzenia.
Gdybyś tyle czasu poświęcała na treningi, ile poświęcasz na to bazgrolenie.
Echo słów, prawdziwych czy echem wyrzutu wymyślonych przez umęczoną świadomość, umysł, który och tak, jak bardzo potrzebował nie czuć tak wiele. Po pierwszej butelce było łatwiej. Wściekłe słodka szczurza trutka. Bourbon? Chyba. A potem tylko ona i dom i farba. Próba odreagowania opierdolu Bonesa, za spierdolenie kolejnych miesięcznych raportów.
Co by powiedział Twój ojciec i brat? Przecież miałaś w tym roku rozpocząć kurs aurorski, ale nie mogę tego tak zostawić Moody.
Miękkie nogi, kolor, miękkie ruchy nadgarstkiem i taniec, niekończący się taniec. Śpiew, łabędzi śpiew zbyt płynnie przeszedł w bezwolne wycie, kiedy wyjebała się o kanapę i znalazła za nią jakąś szmatę Mav.
Stać Cię na więcej
Co właściwie było na tym pierdolonym obrazie? Nie miało to już znaczenia. Zajęcia zaczynały się o dziewiątej i tak je przegapiła przypadkiem. Sama koncepcja w procesie tworzenia zmieniała się jednak płynnie w impresjonistycznej konwulsji ekstazy i bólu, wyśnionej miłości, która napędzała ją niczym więcej jak obrzydzeniem do samej siebie. Głodem, niemożliwym do nasycenia. Pragnieniem niemożliwym do wygaszenia. Skończyć obraz to jak skończenie życia. Chciała to zrobić. Nigdy nie mogła.
Figura musiała być otwarta. Zepsuta.
Tak jak ona była otwarta.
Zepsuta.
Z odmętów własnego śmietnika wyciągnęła w okolicach trzeciej połowę eksperymentów destylacjach własnego autorstwa, aby odpowiednio przypieczętować swój stan. Ktoś śmiał się, że od tego oślepnie. Kpiła z tego oczywiście, fantazjując na bezdechu jak bardzo zrujnowałoby to relację Alastora, gdy ten w końcu rzuciłby wszystko by być psem przewodnikiem kalekiej siostry. Psem. Przewodnikiem. Wilkołakiem. Przewodnikiem. Potworem. Przewodnikiem.
Tylko mój
Myśl wyryta w głowie sprawiała że miała ochotę zerwać sobie skórę z twarzy, a może to zapach rozpuszczalnika do farb? A może to ostatnia chaotyczna frustracja, gdy padła na kanapę znieczulona alkoholem tak bardzo, że gdyby ktoś ją zerżnął nieheblowaną rączką od pędzla, to by nawet nie poczuła, nie zauważyła różnicy wobec tego jak bardzo kochał ją świat.
Spokój.
Porcelanowa laleczka.
Pobożne życzenie grzesznika.
- Spierdalaj. - warknęła, nakrywając się zakurzoną poduszką, ale zrobiła to zbyt zamieszyście i zjebała się z kanapy na podłogę.
To była kwestia przetrwania.
Kiedy życie boli, kiedy nienawiść do siebie wzmaga tak mocno, że nie możesz znieść swojej głowy, swoich oczu, swoich myśli, swoich uczuć, swojego ciała, swojej duszy, swojego kurwa wszystkiego. Noc była… nie inna niż poprzednie, musiałaby przyznać. Nie było w niej nic aż takiego niezwykłego. Próbowała malować, miała przynieść przecież kolejny obraz na kolejny kurs kolejnego bezpodstawnie kretyńskiego marzenia.
Gdybyś tyle czasu poświęcała na treningi, ile poświęcasz na to bazgrolenie.
Echo słów, prawdziwych czy echem wyrzutu wymyślonych przez umęczoną świadomość, umysł, który och tak, jak bardzo potrzebował nie czuć tak wiele. Po pierwszej butelce było łatwiej. Wściekłe słodka szczurza trutka. Bourbon? Chyba. A potem tylko ona i dom i farba. Próba odreagowania opierdolu Bonesa, za spierdolenie kolejnych miesięcznych raportów.
Co by powiedział Twój ojciec i brat? Przecież miałaś w tym roku rozpocząć kurs aurorski, ale nie mogę tego tak zostawić Moody.
Miękkie nogi, kolor, miękkie ruchy nadgarstkiem i taniec, niekończący się taniec. Śpiew, łabędzi śpiew zbyt płynnie przeszedł w bezwolne wycie, kiedy wyjebała się o kanapę i znalazła za nią jakąś szmatę Mav.
Stać Cię na więcej
Co właściwie było na tym pierdolonym obrazie? Nie miało to już znaczenia. Zajęcia zaczynały się o dziewiątej i tak je przegapiła przypadkiem. Sama koncepcja w procesie tworzenia zmieniała się jednak płynnie w impresjonistycznej konwulsji ekstazy i bólu, wyśnionej miłości, która napędzała ją niczym więcej jak obrzydzeniem do samej siebie. Głodem, niemożliwym do nasycenia. Pragnieniem niemożliwym do wygaszenia. Skończyć obraz to jak skończenie życia. Chciała to zrobić. Nigdy nie mogła.
Figura musiała być otwarta. Zepsuta.
Tak jak ona była otwarta.
Zepsuta.
Z odmętów własnego śmietnika wyciągnęła w okolicach trzeciej połowę eksperymentów destylacjach własnego autorstwa, aby odpowiednio przypieczętować swój stan. Ktoś śmiał się, że od tego oślepnie. Kpiła z tego oczywiście, fantazjując na bezdechu jak bardzo zrujnowałoby to relację Alastora, gdy ten w końcu rzuciłby wszystko by być psem przewodnikiem kalekiej siostry. Psem. Przewodnikiem. Wilkołakiem. Przewodnikiem. Potworem. Przewodnikiem.
Tylko mój
Myśl wyryta w głowie sprawiała że miała ochotę zerwać sobie skórę z twarzy, a może to zapach rozpuszczalnika do farb? A może to ostatnia chaotyczna frustracja, gdy padła na kanapę znieczulona alkoholem tak bardzo, że gdyby ktoś ją zerżnął nieheblowaną rączką od pędzla, to by nawet nie poczuła, nie zauważyła różnicy wobec tego jak bardzo kochał ją świat.
Spokój.
Porcelanowa laleczka.
Pobożne życzenie grzesznika.
- Spierdalaj. - warknęła, nakrywając się zakurzoną poduszką, ale zrobiła to zbyt zamieszyście i zjebała się z kanapy na podłogę.