24.10.2022, 09:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2022, 10:05 przez Brenna Longbottom.)
- Nawet kilka, ale ich realizacja zależy trochę od tego, jakie będą rezultaty tym razem, co powiedzą na nie inni członkowie rodziny oraz... od ogólnej sytuacji politycznej - powiedziała, ostatnie słowa wypowiadając po chwili namysłu, jak zgrabnie to ująć, zamiast mało dyplomatycznie oznajmić "od tego, jakie będą szanse, że ktoś wymorduje uczestników". Podejrzewała, że Seraphina łatwo zrozumie, co Brenna ma na myśli, w obliczu tego, co działo się w ostatnich latach. Trudno zorganizować choćby plenerową imprezę dla wszystkich, jeśli ludzie będą się bali, że honorowymi gośćmi okażą się śmierciożercy. Albo rozpoczynać zbiórkę w Ministerstwie Magii, gdy ktoś akurat zabije szefa Biura Aurorów. Nie wspominając już o tym, że sama mogła zginąć w każdej chwili. Brenna nie planowała na zbyt wiele miesięcy na przód, bo sytuacja w świecie czarodziejów zdawała się jej na to zbyt napięta.
Mogła wydawać się innym beztroska i po prawdzie taka bywała. Ale w ostatnich latach musiała nauczyć się ostrożności. I podejrzewania właściwie każdego o potencjalne konszachty ze śmierciożercami.
Wdzięczna i ładna nie były słowami, które słyszała pod swoim adresem często i które zdawały się jej adekwatne. Nie zaprzeczała jednak, bo jakakolwiek uwaga tego typu brzmiałaby tylko jak dopraszanie się o kolejne komplementy. Za to po wargach Brenny przemknął lekki uśmiech, gdy Seraphina wspomniała o wilku.
- Rzeczywiście, lepiej to brzmi, chociaż przed toną cegieł, spadającą znienacka, ciężej się obronić - powiedziała. Zastanawiała się, czy Seraphina sama na to wpadła, czy ktoś po prostu powiedział jej, że Longbottom jest animagiem. Wprawdzie zdolność przemiany byłaby dobrym atutem, gdyby Brenna utrzymywała ją w tajemnicy, ale pracując w Ministerstwie, zadbała o formalności.
- Celem licytacji jest w końcu zebranie pieniędzy na szlachetny cel - odparła. Może szczerze, może tylko dyplomatycznie. – Może kiedyś. Chociaż nigdy nie miałam szczęścia w grach.
Hazard niezbyt pociągał Brennę. Poza tym lekka paranoja podpowiadała, że w kasynie mogą być osoby, których powinna się wystrzegać. Inna sprawa, że mówiła prawdę: jeśli chodziło o karty albo gry losowe, fortuna rzadko jej sprzyjała.
- Hm... czyli unikaty. Tak, o takie pewnie będziemy się starać.
Odpowiedź pasowała do kogoś z rodu Prewett. Rywalizacja, niepewność, chęć wygranej z innymi. Przyglądała się Seraphinie, niezbyt nachalnie jednak, gdy ta siadała bliżej, myśląc, że prowadzenie kasyna było chyba dla niej idealnym zajęciem – i że prawdopodobnie osoba właścicielki przyciągała tu ludzi tylko trochę mniej skutecznie niż pragnienie wygranej.
Uniosła lekko brwi, trochę zbita z tropu pytaniem. Zastanawiało ją, czy wynika to ot z uprzejmości, czy Seraphina lubi zbierać informacje o ludziach. Odpowiedziała jednak, zdradzając sporą część prawdy, bo właściwie ta wiedza wiele nie dawała. Brenna pod względem upodobań była dość nudną osobą.
- Jeśli mam czas, to chętnie czytam. Biegam. Spędzam czas z przyjaciółmi. Czasem chodzę na mecze. Raczej przeciętne rozrywki. A ty? Poza grą, bo tego mogę się domyśleć.
Mogła wydawać się innym beztroska i po prawdzie taka bywała. Ale w ostatnich latach musiała nauczyć się ostrożności. I podejrzewania właściwie każdego o potencjalne konszachty ze śmierciożercami.
Wdzięczna i ładna nie były słowami, które słyszała pod swoim adresem często i które zdawały się jej adekwatne. Nie zaprzeczała jednak, bo jakakolwiek uwaga tego typu brzmiałaby tylko jak dopraszanie się o kolejne komplementy. Za to po wargach Brenny przemknął lekki uśmiech, gdy Seraphina wspomniała o wilku.
- Rzeczywiście, lepiej to brzmi, chociaż przed toną cegieł, spadającą znienacka, ciężej się obronić - powiedziała. Zastanawiała się, czy Seraphina sama na to wpadła, czy ktoś po prostu powiedział jej, że Longbottom jest animagiem. Wprawdzie zdolność przemiany byłaby dobrym atutem, gdyby Brenna utrzymywała ją w tajemnicy, ale pracując w Ministerstwie, zadbała o formalności.
- Celem licytacji jest w końcu zebranie pieniędzy na szlachetny cel - odparła. Może szczerze, może tylko dyplomatycznie. – Może kiedyś. Chociaż nigdy nie miałam szczęścia w grach.
Hazard niezbyt pociągał Brennę. Poza tym lekka paranoja podpowiadała, że w kasynie mogą być osoby, których powinna się wystrzegać. Inna sprawa, że mówiła prawdę: jeśli chodziło o karty albo gry losowe, fortuna rzadko jej sprzyjała.
- Hm... czyli unikaty. Tak, o takie pewnie będziemy się starać.
Odpowiedź pasowała do kogoś z rodu Prewett. Rywalizacja, niepewność, chęć wygranej z innymi. Przyglądała się Seraphinie, niezbyt nachalnie jednak, gdy ta siadała bliżej, myśląc, że prowadzenie kasyna było chyba dla niej idealnym zajęciem – i że prawdopodobnie osoba właścicielki przyciągała tu ludzi tylko trochę mniej skutecznie niż pragnienie wygranej.
Uniosła lekko brwi, trochę zbita z tropu pytaniem. Zastanawiało ją, czy wynika to ot z uprzejmości, czy Seraphina lubi zbierać informacje o ludziach. Odpowiedziała jednak, zdradzając sporą część prawdy, bo właściwie ta wiedza wiele nie dawała. Brenna pod względem upodobań była dość nudną osobą.
- Jeśli mam czas, to chętnie czytam. Biegam. Spędzam czas z przyjaciółmi. Czasem chodzę na mecze. Raczej przeciętne rozrywki. A ty? Poza grą, bo tego mogę się domyśleć.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.