28.02.2026, 13:35 ✶
Już otwierał usta, żeby zaprotestować, gdy wuj stwierdził, że wcale go nie dziwi, że prasa uczepiła się akurat najmłodszych z Longbottomów. Jak to? Czy naprawdę aż tak wyróżniali się na tle reszty rodziny? A może chodziło właśnie o ich wiek? I o to, że byli dziećmi najstarszego syna Godryka, więc ciążyły na nich pewne oczekiwania, obwiązki, tradycje.
Myśli Erika plątały się i wiązały ze sobą na powrót, aż nagle przerwał je dziwny dźwięk dochodzący z okolic drzwi - drobne skrzypnięcie, jakby ktoś przestępował z kroku na kroku w oczekiwaniu na zaproszenie to środka. Po chwili uderzył go zapach przypominający dym papierosowy. Jakby zamiast w gabinecie dziadka znalazł się w ministerialnej palarni. Albo na polu bitwy, na którym pojawiła się chmara czarnoksiężników pod dowództwem Czarnego Pana.
Ukłucie paniki. Skupił wzrok na czymś zupełnie nieistotnym; na książce niedosuniętej do końca regału albo na kwiatku, który wyglądał, jakby od dawna nikt go nie podlał. Jeden cichy oddech. Drugi. Trzeci. Zapach dymu zdawał się słabnąć, chociaż równie dobrze Erik mógł się po prostu do niego przyzwyczajać. Czy do tego dało się przyzwyczaić? Zacisnął dłoń, próbując opanować... cokolwiek to było.
A potem nadeszło rozproszenie. Pytanie. Erik zamrugał zaskoczony, gdy po dłuższej chwili dotarło do niego zapytanie ze strony wuja. Czy córka Nory była... Wbił w krewnego pełne niezrozumienia spojrzenie, zastanawiając się, skąd w ogóle przyszło mu coś takiego do głowy. Czy znał go od wczoraj? Zmrużył oczy, wodząc wzrokiem po twarzy Morfeusza, po czym wrócił spojrzeniem do Godryka, aby koniec końców westchnąć ciężko i pokręcić głową.
— Nie, Mabel nie jest moją córką. Jestem tylko jej ojcem chrzestnym. To tyle — stwierdził, patrząc prosto w oczy dziadka. Wypuścił powoli powietrze przez usta. — Z mojej strony również nie trzeba się martwić o żadnych niespodziewanych potomków. Zawsze wiedzielibyście pierwsi. Albo jedni z pierwszych.
Pytanie było bezsensowne; Norę traktował jak siostrę i nigdy nie łączyły go z nią relacje romantyczne. Poza tym, wiedział, kim jest prawdziwy ojciec Mabel, ale tą wiedzą już nie miał zamiaru się dzielić z zebranymi tutaj. To była już decyzja Nory i Samuela, czy zdecydują się na przekazanie tej informacji innym swoim znajomym. Erik nie zamierzał się w to mieszać.
Mimo to, podejrzewał, o co chodziło Morfeuszowi. Zbliżyli się niebezpiecznie blisko do sytuacji, gdy nieodpowiedni ludzie zaczynali grzebać w ich prywatnych życiach. A te skrywały dużo większe problemy niż nieślubne dzieci. Jak na razie istnienie Zakonu Feniksa pozostawało w dużej mierze tajemnicą, jednak gdyby ktoś faktycznie spróbował połączyć wszystkie nazwiska... Cóż, może faktycznie lepiej było potwierdzić pewne rzeczy we własnym gronie, zanim ktoś postanowi ciskać podobnymi bzdurami z pierwszych stron gazet.
— Co jak co, ale wydawało mi się, że Mulciberowie trzymają siebie nawzajem dość krótko — napomknął Erik.
Przypomniał sobie aferę na festynie sprzed kilku tygodni. Wydawało mu się, że jeden z młodszych członków rodu obsługiwał wówczas stanowisko z dość kontrowersyjnym asortymentem. Czy i wówczas nie pojawił się jakiś artykuł na ten temat? Ciekawe jak na to wszystko zareagowali starsi Mulciberowie za kulisami.
— Dużo stracimy w towarzystwie, jeśli damy się... wykluczyć. Nie dadzą nam spokoju, a już na pewno nie zignorują. Jeśli będziemy siedzieć bezczynnie i damy się wyrzucić, to tylko zrobimy z siebie łatwiejszy cel do eliminacji — przyznał z trudem. Czy to naprawdę mogło zajść aż tak daleko? Czy jeden artykuł faktycznie mógł wystarczyć, aby wykreślono ich nazwisko z kroniki? A może to była po prostu pierwsza z cegiełek, które miały doprowadzić do ich upadku. Poruszył się niespokojnie na krześle. — Na pewno jest coś, co możemy zrobić, żeby zachować status quo i nie dać się... Cóż, zgnieść oczekiwaniom wobec nas.
Myśli Erika plątały się i wiązały ze sobą na powrót, aż nagle przerwał je dziwny dźwięk dochodzący z okolic drzwi - drobne skrzypnięcie, jakby ktoś przestępował z kroku na kroku w oczekiwaniu na zaproszenie to środka. Po chwili uderzył go zapach przypominający dym papierosowy. Jakby zamiast w gabinecie dziadka znalazł się w ministerialnej palarni. Albo na polu bitwy, na którym pojawiła się chmara czarnoksiężników pod dowództwem Czarnego Pana.
Ukłucie paniki. Skupił wzrok na czymś zupełnie nieistotnym; na książce niedosuniętej do końca regału albo na kwiatku, który wyglądał, jakby od dawna nikt go nie podlał. Jeden cichy oddech. Drugi. Trzeci. Zapach dymu zdawał się słabnąć, chociaż równie dobrze Erik mógł się po prostu do niego przyzwyczajać. Czy do tego dało się przyzwyczaić? Zacisnął dłoń, próbując opanować... cokolwiek to było.
A potem nadeszło rozproszenie. Pytanie. Erik zamrugał zaskoczony, gdy po dłuższej chwili dotarło do niego zapytanie ze strony wuja. Czy córka Nory była... Wbił w krewnego pełne niezrozumienia spojrzenie, zastanawiając się, skąd w ogóle przyszło mu coś takiego do głowy. Czy znał go od wczoraj? Zmrużył oczy, wodząc wzrokiem po twarzy Morfeusza, po czym wrócił spojrzeniem do Godryka, aby koniec końców westchnąć ciężko i pokręcić głową.
— Nie, Mabel nie jest moją córką. Jestem tylko jej ojcem chrzestnym. To tyle — stwierdził, patrząc prosto w oczy dziadka. Wypuścił powoli powietrze przez usta. — Z mojej strony również nie trzeba się martwić o żadnych niespodziewanych potomków. Zawsze wiedzielibyście pierwsi. Albo jedni z pierwszych.
Pytanie było bezsensowne; Norę traktował jak siostrę i nigdy nie łączyły go z nią relacje romantyczne. Poza tym, wiedział, kim jest prawdziwy ojciec Mabel, ale tą wiedzą już nie miał zamiaru się dzielić z zebranymi tutaj. To była już decyzja Nory i Samuela, czy zdecydują się na przekazanie tej informacji innym swoim znajomym. Erik nie zamierzał się w to mieszać.
Mimo to, podejrzewał, o co chodziło Morfeuszowi. Zbliżyli się niebezpiecznie blisko do sytuacji, gdy nieodpowiedni ludzie zaczynali grzebać w ich prywatnych życiach. A te skrywały dużo większe problemy niż nieślubne dzieci. Jak na razie istnienie Zakonu Feniksa pozostawało w dużej mierze tajemnicą, jednak gdyby ktoś faktycznie spróbował połączyć wszystkie nazwiska... Cóż, może faktycznie lepiej było potwierdzić pewne rzeczy we własnym gronie, zanim ktoś postanowi ciskać podobnymi bzdurami z pierwszych stron gazet.
— Co jak co, ale wydawało mi się, że Mulciberowie trzymają siebie nawzajem dość krótko — napomknął Erik.
Przypomniał sobie aferę na festynie sprzed kilku tygodni. Wydawało mu się, że jeden z młodszych członków rodu obsługiwał wówczas stanowisko z dość kontrowersyjnym asortymentem. Czy i wówczas nie pojawił się jakiś artykuł na ten temat? Ciekawe jak na to wszystko zareagowali starsi Mulciberowie za kulisami.
— Dużo stracimy w towarzystwie, jeśli damy się... wykluczyć. Nie dadzą nam spokoju, a już na pewno nie zignorują. Jeśli będziemy siedzieć bezczynnie i damy się wyrzucić, to tylko zrobimy z siebie łatwiejszy cel do eliminacji — przyznał z trudem. Czy to naprawdę mogło zajść aż tak daleko? Czy jeden artykuł faktycznie mógł wystarczyć, aby wykreślono ich nazwisko z kroniki? A może to była po prostu pierwsza z cegiełek, które miały doprowadzić do ich upadku. Poruszył się niespokojnie na krześle. — Na pewno jest coś, co możemy zrobić, żeby zachować status quo i nie dać się... Cóż, zgnieść oczekiwaniom wobec nas.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞