Szpital Św. Munga / Gabinet Dorindy Lestrange
Ostatniego wieczora wracał późno do domu. Ze względu na sytuację w kraju i w Ministerstwie, spędzał nadgodziny, żeby być na bieżąco ze wszystkimi informacjami oraz działaniami. W końcu jego departament, miał najwięcej do robienia i najwięcej mógł też zaoferować w kwestii pomocy zdrowotnej dla obywateli. A ostatnie wydanie proroka codziennego, nasunęło mu pewne myśli, pomysły do działania. Potrzebował jeszcze wiedzieć, jak wygląda sytuacja w Klinice Magicznych Chorób i Urazów. Myśląc o tym, kiedy po kolacji przygotowanej przez skrzata, zmierzał do swojego gabinetu, aby coś jeszcze w papierach sporządzić, dostrzegł nadlatującą sowę do okna. Podszedł i otworzył skrzydło, wpuszczając zwierzę do środka. Odebrał od niego list, od razu zabierając się do przeczytania. Uśmiechnął się, na zamieszczone słowa babki. Miał już niestety w zwyczaju pisać oficjalne listy do swoich członków rodziny, jeżeli chodziło o interesy zawodowe. Innym słowy też, odnosił się do Dorindy z szacunkiem. Nie pozostało mu nic innego, jak nakarmić sowę i wypuścić ją, aby wróciła do swojego właściciela. A on z kolei musiał zadbać o odpowiedni odpoczynek dla siebie. Spożyć odpowiedni eliksir na sen, żeby wstać wypoczętym.
W dzień samego Mabon, pamiętając o kolacji wieczorem, musiał spiąć swój dzisiejszy grafik pracy i spotkań, aby zdążyć na spotkanie z rodziną. Z samego rana po ogarnięciu się i zjedzeniu śniadania, udał się pierw do swojego biura w Ministerstwie, aby zabrać ze sobą potrzebne dokumenty. Był najpewniej jednym z nielicznych, którzy pojawili się w pracy przed czasem. Zabierając aktówkę, zostawił wiadomość dla szefa i asystenta, że udaje się na spotkanie z Dyrektorką Kliniki Magicznych Chorób i Urazów. Na wszelki wypadek, gdyby spotkanie przedłużyło się znacznie, niż by planował. Pamiętał także o zabraniu ostatniego wydania Proroka Codziennego.
Przed Kliniką zjawił się z rana, jak prosiła w liście babka. O czasie, jak zaczynali pracę w biurach. Gdyby był za szybko, mógłby poczekać. Mógłby nawet zrobić osobisty obchód. Robił go wchodząc do środka. Obserwując pracę stażystów i uzdrowicieli, często przemieszczających się między salami i na korytarzach. Był tutaj znany, więc na dzień dobry, odpowiadał tak samo. Nie potrzebował asysty, aby trafić do gabinetu Dorindy. Jedynie zapytał jej asystentki, czy jest obecna. Jeżeli tak, zapukał do drzwi jej gabinetu i wszedł, jeśli dała zgodę. A jeżeli nie była obecna, postanowił poczekać.