03.03.2026, 03:04 ✶
Spojrzała na niego tylko z ukosa -spokojnie, bez złości, jakby ważyła w myślach, czy tłumaczyć coś, czego i tak nie zrozumie do końca. Dla niego "nie ma w tym nic złego" było logicznym, zamkniętym twierdzeniem. Dla niej słowo malarka niosło ciężar. Zobowiązanie. Oczekiwanie. Odsłonięcie gardła. Była wobec siebie zbyt krytyczna, w konsekwencji żaden z jej obrazów nie był dość dobry. Teraz pozwoliła sobie wystawić swoje dzieło na ołtarz, ale i tak nie przyznałaby, że jest jej. I nie chciała, żeby mówił o tym głośno, bo plotki rozchodzą się szybciej niż zaraza. Kiedy teatralnie zakrył miejsce, w które go szturchnęła, pozwoliła sobie na cień rozbawienia. Ten jego przesadny gest był tak oczywisty, że aż kojący. Lubiła, że potrafił obrócić napięcie w coś lekkiego. Nawet jeśli nie rozumiał wszystkiego, próbował. To wystarczało.
Korciło ją, by zapytać, czy modlił się o cokolwiek przy ołtarzu, ale ostatecznie powinna pozwolić mu zachować to dla siebie. Właściwie nawet nie miała ku temu sposobności, bo pojawiła się Deirdre.
- Ach, no tak - kiwnęła głową z lekkim, rozbawionym zrozumieniem na to oczywiste połączenie medyka specjalizującego się w urazach magizoologicznych i smokologa. Spojrzała przelotnie na Rowle'a, jakby musiała sobie przypomnieć, że jego zawód nie jest tak niewinny, jak czasem lubiła udawać. Potem znów przeniosła uwagę na Malfoyównę.
- Ten z piórkami? - odnalazła go wzrokiem w rękach kapłana. - Bardzo ładny. - uśmiechnęła się lekko, uznając piórka za subtelne przełamanie klasycznej formy. Gdy jednak padła prośba o pomoc, twarz Astorii zmieniła się nieznacznie. Zniknęła z niej nuta żartu, a pojawiła się skupiona uważność.
- Przykro mi - westchnęła, zdając sobie sprawę, jak wiele czarodziejów zmagało się aktualnie z problemami. - U mnie znowu całe mieszkanie przesiąknęło dymem, a sadza oblepiła meble. - Miała tylko nadzieję, że modlitwa do Matki okaże się strzałem w dziesiątkę i będzie mogła w końcu wrócić do swojego mieszkania. Nie mówiła tego, żeby odwrócić uwagę od jej strat, a żeby okazać zrozumienie. - Oczywiście pomogę - zapewniła bez wahania, z prostotą, która nie pozostawiała miejsca na fałszywą uprzejmość.
Tłum przy ołtarzu nie malał, a wręcz wydawało jej się tu jeszcze gęściej niż wcześniej.
- Ale nie stójmy tak tutaj - w jej głosie pojawiła się nuta ożywienia, jakby właśnie wpadła na genialny pomysł. - Jeśli macie jeszcze trochę czasu, moglibyśmy zajrzeć na kiermasz na Pokątnej.
Jeszcze nie chciała się z nimi żegnać, a dodatkowo miała nadzieję kupić coś na straganach, skoro większość jej rzeczy śmierdziała i nie nadawała się do użytku. Spojrzała znów na Deirdre.
- Mogłabyś wtedy powiedzieć więcej, jakie masz oczekiwania względem obrazu - wolała znać konkretne preferencje, zanim zacznie proponować styl albo motyw.
- A od ciebie - spojrzała na Leviego zupełnie, jakby mu groziła, z tym swoim zadziornym błyskiem w oku. - Nadal oczekuję świątecznego prezentu - tu oczywiście wcale nie chodziło o Mabon i dobrze o tym wiedział. Chodziło o zadośćuczynienie za to, że nie ostrzegł jej przed pożarem. Co w zasadzie było tylko pretekstem, żeby otrzymać prezent.
Drogi prezent.
Korciło ją, by zapytać, czy modlił się o cokolwiek przy ołtarzu, ale ostatecznie powinna pozwolić mu zachować to dla siebie. Właściwie nawet nie miała ku temu sposobności, bo pojawiła się Deirdre.
- Ach, no tak - kiwnęła głową z lekkim, rozbawionym zrozumieniem na to oczywiste połączenie medyka specjalizującego się w urazach magizoologicznych i smokologa. Spojrzała przelotnie na Rowle'a, jakby musiała sobie przypomnieć, że jego zawód nie jest tak niewinny, jak czasem lubiła udawać. Potem znów przeniosła uwagę na Malfoyównę.
- Ten z piórkami? - odnalazła go wzrokiem w rękach kapłana. - Bardzo ładny. - uśmiechnęła się lekko, uznając piórka za subtelne przełamanie klasycznej formy. Gdy jednak padła prośba o pomoc, twarz Astorii zmieniła się nieznacznie. Zniknęła z niej nuta żartu, a pojawiła się skupiona uważność.
- Przykro mi - westchnęła, zdając sobie sprawę, jak wiele czarodziejów zmagało się aktualnie z problemami. - U mnie znowu całe mieszkanie przesiąknęło dymem, a sadza oblepiła meble. - Miała tylko nadzieję, że modlitwa do Matki okaże się strzałem w dziesiątkę i będzie mogła w końcu wrócić do swojego mieszkania. Nie mówiła tego, żeby odwrócić uwagę od jej strat, a żeby okazać zrozumienie. - Oczywiście pomogę - zapewniła bez wahania, z prostotą, która nie pozostawiała miejsca na fałszywą uprzejmość.
Tłum przy ołtarzu nie malał, a wręcz wydawało jej się tu jeszcze gęściej niż wcześniej.
- Ale nie stójmy tak tutaj - w jej głosie pojawiła się nuta ożywienia, jakby właśnie wpadła na genialny pomysł. - Jeśli macie jeszcze trochę czasu, moglibyśmy zajrzeć na kiermasz na Pokątnej.
Jeszcze nie chciała się z nimi żegnać, a dodatkowo miała nadzieję kupić coś na straganach, skoro większość jej rzeczy śmierdziała i nie nadawała się do użytku. Spojrzała znów na Deirdre.
- Mogłabyś wtedy powiedzieć więcej, jakie masz oczekiwania względem obrazu - wolała znać konkretne preferencje, zanim zacznie proponować styl albo motyw.
- A od ciebie - spojrzała na Leviego zupełnie, jakby mu groziła, z tym swoim zadziornym błyskiem w oku. - Nadal oczekuję świątecznego prezentu - tu oczywiście wcale nie chodziło o Mabon i dobrze o tym wiedział. Chodziło o zadośćuczynienie za to, że nie ostrzegł jej przed pożarem. Co w zasadzie było tylko pretekstem, żeby otrzymać prezent.
Drogi prezent.
learn the rules
then break some
then break some