12.03.2023, 15:18 ✶
W końcu nadeszło Beltane.
Nie czuła się wcale szczęśliwsza z tego powodu i to nie dlatego, że w tym roku brała w nim udział służbowo, nie zaś prywatnie. Ostatnimi dniami działo się całkiem sporo – jak nie kradzież tajemniczego kamienia (przy czym wiadomość od Patricka z poprzedniego dnia nie tyle dawała do myślenia, co napełniała o wiele głębszym niepokojem), to jeszcze starcie z Rookwoodem.
Chociaż tyle, że sporządzony raport i wysłane listy odniosły pożądany skutek i w efekcie ten auror nie został oddelegowany do patroli – z drugiej strony, jakoś nie czuła się przez to spokojniejsza.
I choć sabat się rozpoczął, to wciąż czuła napięcie. Najgorsze niewątpliwie dopiero miało nadejść i po części wręcz marzyła, żeby to już się stało. Bo najgorsze w tym wszystkim było niekończące się czekanie.
Robiła jednak dobrą minę do złej gry. Włosy zostały poskromione i splecione w długi warkocz, a sama Mavelle zadbała, by przepisowy mundur prezentował się wręcz nienagannie. Do tego nie zapomniała o eliksirach podrzuconych przez kuzynkę – niestety całkiem sporo wskazywało, że mogą być przydatne.
- Hej – przywitała się krótko z Victorią, posyłając kobiecie blady uśmiech. Czy była gotowa na dzisiaj? Och, musiała być, niezależnie od tego, jak bardzo miała ponury nastrój – Oczywiście że tak, a ty? – odbiła piłeczkę, przekierowując zaraz spojrzenie na otoczenie. Powinny wszak się przyglądać, pilnować porządku. Skinęła głową, wskazując kierunek, w którym powinny podążać.
Trasa powiodła kobiety do stoiska Viorici, a tam…
- Nie spodziewałabym się, że będą was interesować pierścionki – zauważyła lekko rozbawionym tonem, przystając za plecami Erika oraz Patricka – Victorio, sprawdzimy, co nam się trafi? – wskazała krótko głową losującą maszynę. Obejrzała się jeszcze, uważnie lustrując otoczenie, w poszukiwaniu gagatków, po czym wrzuciła sykla.
Co miał przynieść los?
!losowanie pierścionka
Nie czuła się wcale szczęśliwsza z tego powodu i to nie dlatego, że w tym roku brała w nim udział służbowo, nie zaś prywatnie. Ostatnimi dniami działo się całkiem sporo – jak nie kradzież tajemniczego kamienia (przy czym wiadomość od Patricka z poprzedniego dnia nie tyle dawała do myślenia, co napełniała o wiele głębszym niepokojem), to jeszcze starcie z Rookwoodem.
Chociaż tyle, że sporządzony raport i wysłane listy odniosły pożądany skutek i w efekcie ten auror nie został oddelegowany do patroli – z drugiej strony, jakoś nie czuła się przez to spokojniejsza.
I choć sabat się rozpoczął, to wciąż czuła napięcie. Najgorsze niewątpliwie dopiero miało nadejść i po części wręcz marzyła, żeby to już się stało. Bo najgorsze w tym wszystkim było niekończące się czekanie.
Robiła jednak dobrą minę do złej gry. Włosy zostały poskromione i splecione w długi warkocz, a sama Mavelle zadbała, by przepisowy mundur prezentował się wręcz nienagannie. Do tego nie zapomniała o eliksirach podrzuconych przez kuzynkę – niestety całkiem sporo wskazywało, że mogą być przydatne.
- Hej – przywitała się krótko z Victorią, posyłając kobiecie blady uśmiech. Czy była gotowa na dzisiaj? Och, musiała być, niezależnie od tego, jak bardzo miała ponury nastrój – Oczywiście że tak, a ty? – odbiła piłeczkę, przekierowując zaraz spojrzenie na otoczenie. Powinny wszak się przyglądać, pilnować porządku. Skinęła głową, wskazując kierunek, w którym powinny podążać.
Trasa powiodła kobiety do stoiska Viorici, a tam…
- Nie spodziewałabym się, że będą was interesować pierścionki – zauważyła lekko rozbawionym tonem, przystając za plecami Erika oraz Patricka – Victorio, sprawdzimy, co nam się trafi? – wskazała krótko głową losującą maszynę. Obejrzała się jeszcze, uważnie lustrując otoczenie, w poszukiwaniu gagatków, po czym wrzuciła sykla.
Co miał przynieść los?
278
!losowanie pierścionka