05.03.2026, 01:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2026, 01:55 przez Astoria Avery.)
W końcu czuła się nad tyle dobrze, by wrócić do pracy w pełnym wymiarze. Z samego rana szła wolnym krokiem wzdłuż witryn, z dłonią wsuniętą w rękaw płaszcza. Powietrze było ostre, jesienne, ale czyste. Wciągnęła je głęboko, niemal z ostentacją, jakby chciała sprawdzić własne płuca. Bez bólu. Bez piekącego ucisku. Jedynie lekki chłód.
Zanim zdążyła przekroczyć próg galerii, jej spojrzenie padło na porozrywane skrawki papieru pod jedną ze ścian zewnętrznych witryn. Plakaty reklamujące aktualną ekspozycję były częściowo zdarte, niektóre nadpalone w rogach. Kawałek dalej stała grupka dzieciaków dokonujących dalszego zniszczenia; za dużych na bezmyślność, a za małych na pełną odpowiedzialność. Zganiła ich za paskudne zachowanie, a jednemu - temu, który najbardziej pyskował - przyprawiła świński ogonek za świńskie maniery. Dzieciaki rozproszyły się ostatecznie z nerwowym śmiechem, ale w ich oczach czaiła się urażona duma.
Skierowała kroki do galerii, a ta przywitała ją znajomą ciszą, gdy szybkim krokiem zmierzała do swojej pracowni. W środku pachniało drewnem ram, lakierem i czymś ledwie wyczuwalnym, co zawsze kojarzyło jej się z kurzem historii. Na stole czekało niedokończone płótno Christophera, nadając jej cel na jeszcze kilka kolejnych dni. Na szczęście praca miała w sobie coś medytacyjnego, potrafiła się przy niej wyciszyć i odpocząć. Warstwa po warstwie usuwała zanieczyszczenia, wzmacniała strukturę farby, przywracała głębię kolorom.
Prawie nie zauważyła, gdy przez okno wleciał skrawek pergaminu. Zbyt skupiona na pracy obudziła się dopiero, gdy pomieszczenie wypełnił krzyk, który sprawił, że podskoczyła w miejscu. Dźwięk odbijał się od ścian galerii, wypełniał przestrzeń, wnikał w uszy. Głośny, piskliwy, w obcym języku - sylaby zlewały się w kakofonię, która nie miała sensu, a jednak drażniła bardziej niż drapanie paznokciem po szkle. Gdy pierwszy szok minął, zorientowała się, że to się samo nie zakończy. Złapała za różdżkę i wypowiedziała zaklęcie, które przyszło jej do głowy jako pierwsze. A w pierwszym odruchu miała ochotę to po prostu spalić - zniszczyć. Czuła jednak, jak dźwięk wibruje jej w skroniach, jak wciska się w przestrzeń między myślami, nie pozwalając im ułożyć się w spokojną sekwencję. Z końca różdżki nie wystrzelił płomień. Posypały się jedynie iskry. Przez ułamek sekundy poczuła coś, czego nie znosiła najbardziej - utratę kontroli.
Zamknęła oczy na jedną, krótką sekundę. Odcięła się od obrazu, od światła, od drżenia powietrza. Skupiła się na rytmie własnego oddechu. Wdech. Wydech. Jeszcze raz.
Rzut N 1d100 - 4
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Spróbowała ponownie i tym razem z końca różdżki wystrzelił wąski, intensywny język ognia. Płomień objął kopertę i po kilku chwilach krzyk ustał, a pergamin sczerniał, by po chwili zmienić się w garść ciemnego popiołu. Astoria stała jeszcze chwilę nieruchomo, czując, jak serce wraca do spokojnego rytmu. Poprawiła włosy przy skroni, wygładziła materiał sukni i jednym precyzyjnym ruchem różdżki zebrała popiół w niewielki stos, który zniknął w kolejnym, niemal niedbałym zaklęciu czyszczącym.
Rzut N 1d100 - 91
Sukces!
Sukces!
I wtedy przypomniała sobie poranek. Przeklęte dzieciaki. Ich spojrzenia, gdy odchodzili. Urażoną dumę. To nie był przypadek. Powoli podeszła do drzwi galerii i spojrzała przez szybę na ulicę. Pokątna toczyła się swoim zwyczajnym rytmem, jakby nic się nie wydarzyło. Ktoś śmiał się przy straganie, ktoś inny targował o cenę składników eliksiru.
Dziecięca złośliwość. Nic więcej. A jednak w jej wnętrzu coś się napięło. Galeria była jej przestrzenią uporządkowaną, cichą, kontrolowaną. Krzyk wypełniający jej ściany był jak profanacja.
Wróciła do pracy w nadziei, że to jedyna nieprzyjemność, jaka ją dziś spotka.
@Nicholas Travers
learn the rules
then break some
then break some