05.03.2026, 20:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2026, 21:00 przez Urd Nordgesim.)
– Tak pan sądzi? – jej głos lśnił białymi perłami, w tym uroczym nieodwierzaniu okraszonym trzepotem niewidzialnych rzęs. Robiła wiele, by czuł się jak człowiek, na którego dłoni przysiadł nieskazitelnie biały motyl, a jednocześnie przychodziło jej to z ogromną łatwością... jak właśnie monochromatycznemu owadowi, który kapryśnie rozdaje swoje sympatie. – Świeżo przyjechałam do kraju i właściwie szukam dla siebie dobrej pracy, ale ten papier... moje ręce są zbyt delikatne na przewalanie ton mauklatury. Chyba, że w waszym pięknym ministerstwie jest miejsce dla kogoś, kto tylko mógłby wychodzić na mównicę i przy okazji ładnie by się prezentował. Niestety, z tego co wiem fotel Ministry jest już obsadzony? – Dopytywała w tonie lekkiej anegdotki, całą uwagę poświęcając Robertowi i choć nie było widać jej oczu, mężczyzna mógł być pewien, że jej wzrok ześlizgiwał się po nim częściej, niż gdyby nie cieszyła się zasłoną maski.
Gdy jednak podeszli do lśniącej wibrującej zagadki, nastrój delikatnie się zmienił. Nie była ta zmiana nagła i gwałtowna niczym burza, raczej leciutki zefirek, właściwy sielskim klimatom bardziej niż gotyckiej powieści. Już sięgała do palców, by ściągnąć rękawiczkę, już niemal gięły się w jej kolana, bo sama była ciekawa, gdy słowa towarzysza przykuły jej uwagę. Odsunęła dłoń miękkim gestem, i minimalnie mocniej zacisnęła rękę oplecioną wokół jego ramienia. – Pułapka...? – szybko kalkulowała w głowie, ale też i odpuściła domysły. Nie byli tu po to, żeby poznawać prawdę, nie taka była funkcja balów maskowych przecie. – A zatem musi pan być kimś ważnym, skoro dybią na pańskie istnienie. Jakieś mam szczęście dzisiaj, że złapał mnie tak szarmancki i ważny ktoś... – niemal musnęła brodą jego ramie, gotowa do tego by ruszyć dalej ścieżką bez żalu. Ogród był przeklęty, Lestrengowie niezbyt dobrze jej znani. Jeśli miałaby pobrudzić sobie dzisiaj czymkolwiek ręce, to wolałaby, aby nie była to pachnąca minioną spalenizną ziemia.
Gdy jednak podeszli do lśniącej wibrującej zagadki, nastrój delikatnie się zmienił. Nie była ta zmiana nagła i gwałtowna niczym burza, raczej leciutki zefirek, właściwy sielskim klimatom bardziej niż gotyckiej powieści. Już sięgała do palców, by ściągnąć rękawiczkę, już niemal gięły się w jej kolana, bo sama była ciekawa, gdy słowa towarzysza przykuły jej uwagę. Odsunęła dłoń miękkim gestem, i minimalnie mocniej zacisnęła rękę oplecioną wokół jego ramienia. – Pułapka...? – szybko kalkulowała w głowie, ale też i odpuściła domysły. Nie byli tu po to, żeby poznawać prawdę, nie taka była funkcja balów maskowych przecie. – A zatem musi pan być kimś ważnym, skoro dybią na pańskie istnienie. Jakieś mam szczęście dzisiaj, że złapał mnie tak szarmancki i ważny ktoś... – niemal musnęła brodą jego ramie, gotowa do tego by ruszyć dalej ścieżką bez żalu. Ogród był przeklęty, Lestrengowie niezbyt dobrze jej znani. Jeśli miałaby pobrudzić sobie dzisiaj czymkolwiek ręce, to wolałaby, aby nie była to pachnąca minioną spalenizną ziemia.
sukienka poglądowo![[Obrazek: d339b9145232391de07864fc3dcac520.jpg]](https://i.pinimg.com/1200x/d3/39/b9/d339b9145232391de07864fc3dcac520.jpg)