06.03.2026, 15:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2026, 15:24 przez Brenna Longbottom.)
Brenna nie była całkiem pewna, dlaczego Sebastian uważał, że chciałaby być obecna przy relokowaniu pani Turpin, zwłaszcza że zwykle nie zajmowała się takimi sprawami, ale rozumiała, z jakich powodów on wolał mieć jakąś obstawę. Duchy nie zawsze pozostawały całkiem nieszkodliwe, a pani Turpin miała w sobie dość zawziętości, uporu i negatywnych odczuć, aby to wszystko przemienić w energię. A że niezbyt potrafiła odmawiać, kiedy ktoś prosił o pomoc, skoro świt pojawiła się wraz z nim na cmentarzu w Glasgow. Z nadzieją w duchu, że wszystko pójdzie sprawnie, szybko i że będzie mogła szybko wrócić do innych obowiązków. Zwłaszcza że całą noc dręczyły ją bardzo mało przyjemne sny, była więc trochę bardziej zmęczona niż powinna... jeszcze nie była świadoma, że te koszmary niekoniecznie były tylko koszmarami.
Nie skomentowała siniaka Sebastiana.
Na pewno go zauważyła, nie była w końcu ślepa, a Macmillan ustawiał się w taki sposób, aby miała na niego idealny widok. Zachowywała się jednak tak, jakby tego nie dostrzegała. Może z grzeczności, bo uważała, że i tak dość osób spyta go, co takiego się stało czy doradzi uprzejmie wizytę u uzdrowiciela. A może nawet Brenna bywała czasem odrobinę przewrotna, i zdecydowała się milczeć właśnie dlatego, że chyba oczekiwał czegoś przeciwnego. Kto to wie? Potrzeba by zapewne utalentowanego legilimenty, aby wyciągnąć odpowiedź z jej umysłu…
– Wyobrażam sobie, że nie będzie jej to odpowiadało – stwierdziła z pewnym zamyśleniem, rozglądając się wokół. Cmentarz był niewielki i, w kategorii cmentarzy, całkiem ładny. Rosło tu kilka drzew, parę nagrobków sprawiało imponujące wrażenie, mur, choć powoli kruszejący, w promieniach świtu sprawiał niemalże malownicze wrażenie. Poza nim ciągnęły się wzgórza, skrywając drogę wiodącą do Glasgow. Ale był też stary i wyobrażała sobie, że pojawia się tu niewielu ludzi, których pani Turpin będzie mogła pouczać w kwestiach ubioru odpowiedniego do okazji czy właściwego opiekowania się grobami. Szkockich czarodziejów w końcu nie było aż tak wielu i większość jednak obecnie osiedlała się w Hogsmeade i tam chowała swoich zmarłych. Po Spalonej Nocy przybyło parę mogił, w tym ta pani Turpin, ale to było raczej dwie czy trzy niż trzydzieści. – Sądzisz, że to może ją przekonać, żeby… wiesz… zdecydowała się przejść na drugą stronę? Mam wrażenie, że została tutaj, bo hm, nie miała dość odwagi, żeby ruszyć dalej, ale jednak chyba wydawało się jej, że wszystko zostanie jak zawsze. W sensie będzie narzekać na sąsiadów, zostanie w swoim mieszkaniu, będzie składać skargi. Tak sobie myślę, że tutaj będzie trochę się nudziła – oceniła, powoli ruszając alejką. Nie zbliżała się na razie do grobu, którym zajmowała się pozostała dwójka pracowników, nie chcąc zakłócić rytuałów. – Czego powinnam się spodziewać? W sensie po pani Turpin. Bo zakładam, że jestem tutaj, bo oczekujesz, że może zacząć sprawiać jakieś kłopoty? Czy może to z tym cmentarzem coś jest nie tak?
Nie skomentowała siniaka Sebastiana.
Na pewno go zauważyła, nie była w końcu ślepa, a Macmillan ustawiał się w taki sposób, aby miała na niego idealny widok. Zachowywała się jednak tak, jakby tego nie dostrzegała. Może z grzeczności, bo uważała, że i tak dość osób spyta go, co takiego się stało czy doradzi uprzejmie wizytę u uzdrowiciela. A może nawet Brenna bywała czasem odrobinę przewrotna, i zdecydowała się milczeć właśnie dlatego, że chyba oczekiwał czegoś przeciwnego. Kto to wie? Potrzeba by zapewne utalentowanego legilimenty, aby wyciągnąć odpowiedź z jej umysłu…
– Wyobrażam sobie, że nie będzie jej to odpowiadało – stwierdziła z pewnym zamyśleniem, rozglądając się wokół. Cmentarz był niewielki i, w kategorii cmentarzy, całkiem ładny. Rosło tu kilka drzew, parę nagrobków sprawiało imponujące wrażenie, mur, choć powoli kruszejący, w promieniach świtu sprawiał niemalże malownicze wrażenie. Poza nim ciągnęły się wzgórza, skrywając drogę wiodącą do Glasgow. Ale był też stary i wyobrażała sobie, że pojawia się tu niewielu ludzi, których pani Turpin będzie mogła pouczać w kwestiach ubioru odpowiedniego do okazji czy właściwego opiekowania się grobami. Szkockich czarodziejów w końcu nie było aż tak wielu i większość jednak obecnie osiedlała się w Hogsmeade i tam chowała swoich zmarłych. Po Spalonej Nocy przybyło parę mogił, w tym ta pani Turpin, ale to było raczej dwie czy trzy niż trzydzieści. – Sądzisz, że to może ją przekonać, żeby… wiesz… zdecydowała się przejść na drugą stronę? Mam wrażenie, że została tutaj, bo hm, nie miała dość odwagi, żeby ruszyć dalej, ale jednak chyba wydawało się jej, że wszystko zostanie jak zawsze. W sensie będzie narzekać na sąsiadów, zostanie w swoim mieszkaniu, będzie składać skargi. Tak sobie myślę, że tutaj będzie trochę się nudziła – oceniła, powoli ruszając alejką. Nie zbliżała się na razie do grobu, którym zajmowała się pozostała dwójka pracowników, nie chcąc zakłócić rytuałów. – Czego powinnam się spodziewać? W sensie po pani Turpin. Bo zakładam, że jestem tutaj, bo oczekujesz, że może zacząć sprawiać jakieś kłopoty? Czy może to z tym cmentarzem coś jest nie tak?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.