Na ogrodnictwie, nie znał się. Ale jeżeli cokolwiek z tej dziedziny, dotyczyło jego rodziny i rezydencji, na której ziemi coś się dzieje, nie mógł tego bagatelizować. Być może to nawyk poczucia obowiązku, że powinien zainteresować się problemem, wiedzieć jak bardzo jest poważny. Czy zagrożenie stanowi dla elfów i pozostałego ogrodu, czy na większą skalę?
Nie miał na dzisiaj żadnych planów i ten wieczór postanowił poświęcić dla rodziny. Po wspólnej kolacji, chciał się przyjrzeć dokładniej sytuacji z czarnymi różami. Był nawet wdzięczny, że Victoria zechciała mu w tym spacerze towarzyszyć.
W przeciwieństwie do kuzynki, Laurence ubrał swój czarny płaszcz, mimo iż miał marynarkę. Nie umknęło jego uwadze, że Victoria wyszła na chłodne powietrze nie ubierając na siebie nic więcej. Przypomniało mu to, z jakim ona mierzy się problemem. Wiedział o jej sytuacji, ale nie miał okazji o tym porozmawiać.
Opuściwszy rezydencję, skierowali się do ogrodu, w miejsce porastające przez czarne róże. Piękne okazałe. Krzew robił wrażenie. Jakby zaklęte jakąś magią. Przyjrzał się im się bliżej. Oceniał płatki, łodygi, jakie miały kolce i liście. Szukał źródła ich początku, gdzie mogła rozrastać się pod ziemią sieć korzeni.
- Imponujące.Przyznał szczerze, nie ukrywając zainteresowania i ciekawości. Taki widok należał do rzadkich. Piękny ale i niebezpieczny. Zastanawiające, że nic od dwóch tygodni się nie zmieniło, jak rzekła kuzynka.
- Nie rozrastają się bardziej?
Dopytał, zaczynając oceniać ich szerokość, objętość. Czy coś za nimi się nie kryje. Jakby nie wyrosły tutaj przypadkowo.
!Maida Vale