Lewis, nalewał bardzo szybko kolejne kubki, w sposób, który marnował trochę napoju, ale prędko zaspokajał potrzebę rozdania go w wielkich ilościach, czyli lał wielką chochlą do umieszczonych obok siebie, stykających się naczyń jednym strumieniem. Razem z Aseną uwijali się, jak mróweczki, czasami nawet wydawało się, że mieli po sześć rąk, z taką precyzją wychodziły spod ich pieczy kolejne i kolejne porcje. Raz czy dwa musieli zakrzyknąć, aby goście się nie pchali lub żeby nie przychodzili po dolewkę, gdy inni jeszcze nie dostali pierwszej kolejki. Generalnie jednak, wszystko działało lepiej, niż Lewis zakładał.
Kucharz zmarszczył nos i powiedział z iście poważna miną, oznaczającą wierutne kłamstwo:
— Narkotyki
Kilku gości, najbliżej kontuaru, zaśmiało się z tego oczywistego żartu, w końcu to była porządna knajpa z zasadami, substancje nielegalne należało wymieniać w zaułku przy śmietniku, pod znakiem zakazu palenia, który ktoś tam powiesił chyba dla żartów, bo wszyscy właśnie tam chodzili na dymka. Lewis uznawał go za ładny element krajobrazu, nawet jeżeli sam nie palił, rzucił niedawno i zamierzał się trzymać swojego postanowienia.
Gdy klienci zwracali bardziej uwagę na siebie i to, co się dzieje na zewnątrz, nachylił się do niej.
— Magia wyciszająca. Będzie im dobrze i wykurwiście spokojnie, pewnie kilku zaśnie. Daj znać, jak przyjdzie się schować ktoś z dzieciakami, to zrobię takie mleko. - W głowie Lewisa nie istnieli dorośli-abstynenci. Nie spotkał jeszcze nigdy takie, ba, nie spotkał takiego nastolatka. Wszyscy wiedzieli, że typowym żartem Nokturnu, było to, że rzucali alkohol w wieku dwunastu lat. Tak, jak palenie. - Mam jednak kurewsko złe przeczucie co do tego. Wiesz, takie te, no, włoski na karku. Mam wrażenie, że mogę wyniuchać śmierć i to jeszcze nie ode mnie.
Oczywiście, w rzeczywistości Lewis nie wiedział, co czuje, poza swądem dymu, który zaczynał przedostawać się do środka i hałasem, który docierał, gdy któryś z gości decydował się jednak wyjść na ulicę, czy to po to, aby pomóc, czy to po to, aby odnaleźć swoją rodzinę czy ratować majątek.
— Chyba powinniśmy ogarnąć coś do gaszenia, jakąś dodatkową wodę oprócz magii.
Lewis należał raczej do tych chujowych z magii i poza gotowaniem, nie używał jej prawie do niczego poza zaklęciami z poziomu hogwarckiego pierwszoklasisty, więc taka propozycja była zrozumiała.