08.03.2026, 21:47 ✶
Zwrócił uwagę na wyraz twarzy jedzącej Ceolsige. Wyglądała na… niezadowoloną. Mgliście przypominał sobie coś o upodobaniach kulinarnych paserki. Zabawne, że podczas, gdy on zrezygnował całkowicie z jedzenia mięsa, znajdując teksturę większości jego rodzajów po prostu obrzydliwą (nie lubił tego słowa, w rozmowach nazywał ją po prostu “trudną”, ale to nie oddawało pełni jego odczuć), dla Ceolsige posiłek nie zawierający mięsa wydawał się nie liczyć. Ciekawe, czy była to kwestia smaku? Wartości odżywczych?
W karcie dań znajdowała się co prawda pozycja “deska mięs i serów”, ale Lazarusowi nie przeszło nawet przez myśl zamawiać jej do kawy, nawet nie ze snobizmu, po prostu deska mięs i serów była towarzystwem dla wina. Nie pasowała do kawy.
- Nie wiem, czy to zadziała - zastrzegł. To było podejrzanie proste rozwiązanie, które nasunęło mu się, gdy obserwował, jak magiczne zacieki cają się przeganiać z kąta w kąt, ale nie usuwać całkowicie. Warto było spróbować - Wepchnąć klątwę do mniejszego zasobnika. Oprócz świecy przydałaby się skrzynia albo kufer, najlepiej opieczętowana.
Posłał Burke uważne spojrzenie, jakby przypomniał sobie, że znów wdaje się na głos w fachowe dywagacje. Czy ją nudził? Skąd miał to wiedzieć? Wyglądała tak, jak zawsze.
- Istnieje też teoretyczna możliwość przepchnięcia jej do sąsiedniej lokacji - potarł podbródek - dzisiaj wyjątkowo, ogolony dziwny w dotyku, zbyt gładki, nie jego - Ale raczej nie zakładam takiego rozwiązania.
To ściągnęłoby tylko niezadowolenie sąsiadów, a jeżeli ta praktyka by się upowszechniła - magiczny Londyn stałby się świadkiem klątwowej przepychanki na niewidzianą dotychczas skalę. Nieproduktywne na dłuższą metę. Potencjalnie destrukcyjne w skutkach.
Pokiwał głową, przyjmując do wiadomości jej opinię na temat świecy z Lammas. Teraz faktycznie przypomniał sobie, że koledzy z biura byli niezwykle wręcz rozbawieni ich kształtem. Ciekawe swoją drogą, czy to wpływało na ich działanie.
Może lepiej nie sprawdzać.
Byłby gotów to zrobić, w imię nauki.
Robert na pewno chętnie by to zobaczył.
Może warto dopytać o cenę.
I nie okazywać przy Ceolsige zbytniego zainteresowania, pomyślał, o sekundę za późno odpowiadając uśmiechem na jej rozbawienie. Miał nadzieję, że nadchodząca kelnerka nie dosłyszała ich rozmowy na temat odprawiania rytuałów przy pomocy woskowego fallusa, jak to eleganck ujęła jego rozmówczyni.
Ach, i oto była. Deska wędlin. I tatar, o ile go słuch nie mylił.
Czyli jednak można to było zamówić do kawy albo herbaty.
Zdumiewające, ale nie bardziej, niż fakt, że w dwudziestym wieku istnieli ludzie chętni jeść surowe mięso.
Lazarus krótko zastanowił się nad ironią sytuacji, w której dystyngowana i elegancka Ceolsige na przestrzeni dwóch godzin zmieściła tak różne czynności, jak dokonanie zakupów balowej sukni w ekskluzywnym butiku i zjedzenie posiekanego i przyprawionego, to prawda, ale jednak wciąż surowego mięsa. Czyli technicznie rzecz biorąc - padliny.
Daleki był od rozterek moralnych na tle jedzenia albo nie jedzenia mięsa. Ludzie byli wszystkożerni - to był fakt. Jego rezygnacja z całej grupy pokarmów - to był tylko dowód na jego własne nieprzystosowanie. A jednak kontrast, którego był świadkiem, był fascynujący.
Wyrwany z zamyślenia, szybko odwrócił zawieszony dotąd gdzieś w okolicy twarzy paserki wzrok. Niegrzecznie było się gapić.
Sięgnął po swoją filiżankę z kawą, a rozmowa szczęśliwie wróciła na poważniejsze tory.
- Anthony Shafiq włada moim czasem żelazną ręką, ale jeżeli masz czas jutro po południu, możemy spróbować. Mogę też wziąć świece i w pierwszej kolejności przeprowadzić eksperyment u siebie - odpowiedział. Nie miał pojęcia, czy jego koncepcja ma w ogóle sens, ale cóż - był tylko jeden sposób, by się o tym przekonać. Lazarus nie uważał potencjalnego niepowodzenia za własną porażkę. Traktował całą tę sytuację z zaciekami właśnie tak - jako okazję do eksperymentu. Każdy wynik był wynikiem, nawet brak efektu.
- Swoją drogą, może powinniśmy poruszyć swoje kontakty w środowisku klątwołamaczy i wymienić się danymi. Ewentualnie egzorcystów - spojrzał na Burke. Był raczej przekonany, że jeżeli chodzi o znajomości, to ona ma ich zdecydowanie więcej - Zasięgałaś opinii jeszcze kogoś?
W karcie dań znajdowała się co prawda pozycja “deska mięs i serów”, ale Lazarusowi nie przeszło nawet przez myśl zamawiać jej do kawy, nawet nie ze snobizmu, po prostu deska mięs i serów była towarzystwem dla wina. Nie pasowała do kawy.
- Nie wiem, czy to zadziała - zastrzegł. To było podejrzanie proste rozwiązanie, które nasunęło mu się, gdy obserwował, jak magiczne zacieki cają się przeganiać z kąta w kąt, ale nie usuwać całkowicie. Warto było spróbować - Wepchnąć klątwę do mniejszego zasobnika. Oprócz świecy przydałaby się skrzynia albo kufer, najlepiej opieczętowana.
Posłał Burke uważne spojrzenie, jakby przypomniał sobie, że znów wdaje się na głos w fachowe dywagacje. Czy ją nudził? Skąd miał to wiedzieć? Wyglądała tak, jak zawsze.
- Istnieje też teoretyczna możliwość przepchnięcia jej do sąsiedniej lokacji - potarł podbródek - dzisiaj wyjątkowo, ogolony dziwny w dotyku, zbyt gładki, nie jego - Ale raczej nie zakładam takiego rozwiązania.
To ściągnęłoby tylko niezadowolenie sąsiadów, a jeżeli ta praktyka by się upowszechniła - magiczny Londyn stałby się świadkiem klątwowej przepychanki na niewidzianą dotychczas skalę. Nieproduktywne na dłuższą metę. Potencjalnie destrukcyjne w skutkach.
Pokiwał głową, przyjmując do wiadomości jej opinię na temat świecy z Lammas. Teraz faktycznie przypomniał sobie, że koledzy z biura byli niezwykle wręcz rozbawieni ich kształtem. Ciekawe swoją drogą, czy to wpływało na ich działanie.
Może lepiej nie sprawdzać.
Byłby gotów to zrobić, w imię nauki.
Robert na pewno chętnie by to zobaczył.
Może warto dopytać o cenę.
I nie okazywać przy Ceolsige zbytniego zainteresowania, pomyślał, o sekundę za późno odpowiadając uśmiechem na jej rozbawienie. Miał nadzieję, że nadchodząca kelnerka nie dosłyszała ich rozmowy na temat odprawiania rytuałów przy pomocy woskowego fallusa, jak to eleganck ujęła jego rozmówczyni.
Ach, i oto była. Deska wędlin. I tatar, o ile go słuch nie mylił.
Czyli jednak można to było zamówić do kawy albo herbaty.
Zdumiewające, ale nie bardziej, niż fakt, że w dwudziestym wieku istnieli ludzie chętni jeść surowe mięso.
Lazarus krótko zastanowił się nad ironią sytuacji, w której dystyngowana i elegancka Ceolsige na przestrzeni dwóch godzin zmieściła tak różne czynności, jak dokonanie zakupów balowej sukni w ekskluzywnym butiku i zjedzenie posiekanego i przyprawionego, to prawda, ale jednak wciąż surowego mięsa. Czyli technicznie rzecz biorąc - padliny.
Daleki był od rozterek moralnych na tle jedzenia albo nie jedzenia mięsa. Ludzie byli wszystkożerni - to był fakt. Jego rezygnacja z całej grupy pokarmów - to był tylko dowód na jego własne nieprzystosowanie. A jednak kontrast, którego był świadkiem, był fascynujący.
Wyrwany z zamyślenia, szybko odwrócił zawieszony dotąd gdzieś w okolicy twarzy paserki wzrok. Niegrzecznie było się gapić.
Sięgnął po swoją filiżankę z kawą, a rozmowa szczęśliwie wróciła na poważniejsze tory.
- Anthony Shafiq włada moim czasem żelazną ręką, ale jeżeli masz czas jutro po południu, możemy spróbować. Mogę też wziąć świece i w pierwszej kolejności przeprowadzić eksperyment u siebie - odpowiedział. Nie miał pojęcia, czy jego koncepcja ma w ogóle sens, ale cóż - był tylko jeden sposób, by się o tym przekonać. Lazarus nie uważał potencjalnego niepowodzenia za własną porażkę. Traktował całą tę sytuację z zaciekami właśnie tak - jako okazję do eksperymentu. Każdy wynik był wynikiem, nawet brak efektu.
- Swoją drogą, może powinniśmy poruszyć swoje kontakty w środowisku klątwołamaczy i wymienić się danymi. Ewentualnie egzorcystów - spojrzał na Burke. Był raczej przekonany, że jeżeli chodzi o znajomości, to ona ma ich zdecydowanie więcej - Zasięgałaś opinii jeszcze kogoś?